W sprawie odebrania prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego

O Ś W I A D C Z E N I E

Zarządu Głównego Ruchu Patriotycznego

w sprawie odebrania prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego

W stosunkach polsko-ukraińskich istnieje sporo trudnych do przezwyciężenia problemów, które uniemożliwiają normalną współpracę między naszymi państwami, a jedną z najpoważniejszych przeszkód na drodze do porozumienia są zaszłości historyczne. Pomimo tego, że tzw. polska klasa polityczna od wielu lat przyjmuje całkowicie uległą postawę wobec Ukraińców, to nie można powiedzieć, że ci odwzajemniają się tym samym i szanują wrażliwość historyczną Polaków. Dotyczy to szczególnie banderyzmu szerzącego się na Ukrainie, który początkowo był zjawiskiem marginalnym i propagowanym przez ugrupowania ekstremistyczne, ale w ostatnim czasie rozwinął się do rozmiarów wszechobecnego kultu państwowego. Stało się to dzięki poparciu ze strony tamtejszych polityków oraz środowisk kościelnych i naukowych, bo to oni właśnie wprowadzili zbrodniarzy z OUN i UPA do ukraińskiego panteonu bohaterów narodowych.

Prekursorem probanderowskiego zwrotu w polityce władz ukraińskich był prezydent Wiktor Juszczenko, jeden z liderów pomarańczowej rewolucji, który 20 stycznia 2010 roku nadał Stepanowi Banderze tytuł „Bohatera Ukrainy”. Od tej pory zaczęła się szokująca „moda” na propagowanie zbrodniczej ideologii banderyzmu i publiczne celebrowanie zwyrodnialców z UPA. W wielu ukraińskich miejscowościach powstały pomniki i muzea ku ich czci, a najkrwawsi zbrodniarze stali się patronami ulic i szkół. Ukraińskie dzieci uczą się alfabetu na podstawie historii OUN-UPA, z podręcznika nasyconego banderowską symboliką, która Polakom kojarzy się jednoznacznie z ludobójstwem i okrucieństwem. Ukraińscy historycy lansują zaś fałszywą tezę o tym, że banderowcy skupiali się na walce z sowieckim imperializmem, a przemilczają lub bagatelizują zbrodnie popełnione na bezbronnej ludności polskiej. Inwazja wojsk rosyjskich na Ukrainę dała nowy impuls do rozwoju tych niebezpiecznych tendencji, bo niezwykle spopularyzowała się wśród ukraińskich żołnierzy symbolika banderowska, a nawet hitlerowska, natomiast czerwono-czarna flaga stała się faktycznie drugą oficjalną flagą państwową.

Jednak ostatnio to prezydent Wołodymyr Zełenski przekroczył wszelkie granice naszej wytrzymałości, gdy dekretem z dnia 27 maja 2026 roku nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Zbrojnych Ukrainy imię „Bohaterów UPA”. W dodatku uczestnicząc 25 maja w ponownym pochówku sprowadzonego z Luksemburga jednego z przywódców OUN i hitlerowskiego kolaboranta Andrija Melnyka na Narodowym Cmentarzu Wojskowym w Kijowie, zapowiedział, że wkrótce na Ukrainę zostaną sprowadzone szczątki kolejnych działaczy nacjonalistycznych, w tym pierwszego szefa OUN Jewhena Konowalca i samego Stepana Bandery. W ten sposób pod auspicjami kancelarii prezydenckiej ma powstać Panteon Wybitnych Ukraińców, jako ważny element w budowie nowej ukraińskiej tożsamości narodowej, mającej niestety wybitnie szowinistyczny i antypolski charakter. Wiele wskazuje na to, że te skandaliczne decyzje podjęte przez Zełenskiego nie wynikają z braku wyobraźni politycznej lub niewiedzy, ale są świadomą i wyrachowaną grą prowadzoną na użytek wewnętrznej polityki ukraińskiej. Flirt z banderowcami i celowe prowokowanie Polaków ma bowiem odwrócić uwagę społeczeństwa ukraińskiego od afer korupcyjnych, w które zamieszane jest najbliższe otoczenie Zełenskiego i ma podreperować jego słabnące notowania. Jednak w ten sposób bardzo szkodzi państwu ukraińskiemu oraz „dostarcza najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie”.

W reakcji na skandaliczną decyzję Zełenskiego o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki, oświadczył, że będzie wnioskował o odebranie prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego. Posiedzenie Kapituły odbędzie się 8

czerwca 2026 roku i wtedy ma być podjęta decyzja o odebraniu tego wyróżnienia, które w 2023 roku Zełenski otrzymał z rąk prezydenta Andrzeja Dudy – „w uznaniu [jego] znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka”. Niestety, czas pokazał, że prezydent Zełenski dopuścił się haniebnego czynu, wskutek którego stał się on niegodnym posiadania tego orderu. Zapracował na to swoją antypolską postawą, szkodzeniem naszym interesom oraz ingerencją w sprawy wewnętrzne państwa polskiego, a publicznym gloryfikowaniem zbrodniarzy z UPA napluł w twarz wszystkim Polakom, stając się w naszych oczach jedynie butnym żydobanderowcem.

Dlatego Ruch Patriotyczny popiera inicjatywę dotyczącą odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego i zwraca się z apelem do członków Kapituły o głosowanie za wnioskiem prezydenta Karola Nawrockiego. Nie będzie to jedynie gest symboliczny, ponieważ w ten sposób zamanifestujemy swój stanowczy sprzeciw wobec zakłamywania historii i propagowania zbrodniczej ideologii banderyzmu. Przyczyni się to także do otrzeźwienia decydentów politycznych w naszym kraju, którzy wreszcie przestaną traktować Polskę jak gospodarstwo pomocnicze Ukrainy.

Ruch Patriotyczny domaga się również od polskich władz podjęcia energicznych działań w celu zabezpieczenia naszych żywotnych interesów w relacjach z Ukraińcami, ograniczenia rozmiarów pomocy udzielanej państwu ukraińskiemu, penalizacji propagowania banderyzmu w Polsce oraz wycofania poparcia dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, bo jak słusznie stwierdził prezydent Nawrocki: „Zełenski udowodnił, że Ukraina pod względem mentalnym oraz gloryfikowania bandytów, morderców z Ukraińskiej Powstańczej Armii nie jest gotowa, aby być częścią rodziny europejskiej”.

Gdańsk, dn. 3 czerwca 2026 roku

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W sprawie umowy zawartej przez Unię Europejską z krajami bloku Mercosur

STANOWISKO

Ruchu Patriotycznego

w sprawie umowy zawartej przez Unię Europejską z krajami bloku Mercosur

W dniu 9 stycznia 2026 roku Rada Unii Europejskiej wyraziła zgodę na sfinalizowanie negocjowanej od 25 lat umowy handlowej z krajami Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj). Stało się to pomimo sprzeciwu części państw członkowskich (Francji, Polski, Węgier, Austrii i Irlandii) i wstrzymania się od głosu Belgii. W dodatku Włochy nieoczekiwanie zmieniły front, bowiem dały się skorumpować Niemcom i Komisji Europejskiej i poparły to porozumienie. W konsekwencji nie udało się zbudować tzw. mniejszości blokującej i ostatecznie umowa została przegłosowana większością kwalifikowaną (55% państw członkowskich, reprezentujących 65% ogółu ludności UE). Rada Unii Europejskiej przyjęła też sprytną strategię, ponieważ podzieliła mechanizm zatwierdzenia tego porozumienia na dwa równoległe procesy: pierwszy dotyczy szerokiej umowy partnerskiej (EMPA), drugi zaś umożliwia zawarcie Tymczasowej Umowy Handlowej (ITA). Ta druga umowa należy do wyłącznych kompetencji brukselskich biurokratów i nie wymaga ratyfikacji przez parlamenty narodowe, natomiast do formalnego usankcjonowania całego pakietu potrzebna będzie zgoda Parlamentu Europejskiego. ITA zakłada natychmiastowe zniesienie większości barier celnych między obydwoma obszarami gospodarczymi. Rozwiązanie to ma samodzielnie funkcjonować aż do momentu wejścia w życie EMPA, co wychodzi naprzeciw oczekiwaniom niemieckiego przemysłu i południowoamerykańskich agroholdingów. W związku z tym, 17 stycznia 2026 roku delegacja Komisji Europejskiej pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen udała się do Paragwaju i podpisała umowę z blokiem państw Mercosur, co otwiera drogę do wdrożenia jej części handlowej z pominięciem przewlekłego procesu procedowania całej EMPA.

Bruksela w triumfalistycznym tonie ogłosiła, że w wyniku podpisania umowy z Mercosur powstanie największa na świecie strefa wolnego handlu obejmująca ponad 700 milionów ludzi i rynek wart prawie 20% światowego PKB. Doprowadzi to do zniesienia ceł na 90% towarów, na czym w UE najbardziej skorzysta przemysł samochodowy, maszynowy, metalurgiczny, chemiczny i farmaceutyczny, czyli najważniejsze branże niemieckiej gospodarki, które uzyskają dostęp do tańszych surowców i nowych rynków zbytu. W krajach Mercosur najwięcej zyska sektor rolny i produkcji żywności, co stanie się kosztem europejskich rolników, w tym oczywiście polskich, którzy będą musieli zmniejszyć lub wygasić swoją produkcję. Wbrew unijnej propagandzie, kwestia ta nie sprowadza się wyłącznie do zalewu europejskiego rynku przez wybrane produkty takie jak: wołowina, drób, cukier, soja czy kukurydza, bowiem wielkie południowoamerykańskie holdingi mogą rozszerzyć zakres oferowanego asortymentu, również o żywność przetworzoną, co będzie możliwe dzięki wsparciu kapitałowemu i technologicznemu dostarczonemu przez niemieckich potentatów przemysłowych.

Polscy producenci rolni, którzy od kilku lat zmagają się z nieuczciwą konkurencją ze strony ukraińskich oligarchów, korzystających z rozlicznych preferencji przyznanych im przez Brukselę, po wejściu w życie umowy z Mercosur zostaną wzięci w podwójne kleszcze, co może doprowadzić nasze rolnictwo do całkowitego upadku. Udział sektora rolno-spożywczego w polskim PKB wynosi obecnie około 3% i odpowiada on za ponad 15% polskiego eksportu. W naszym rolnictwie według danych za rok 2024 zatrudnionych było około 1,2 mln osób, czyli 8,4% ogółu pracujących Polaków, a kolejne 3 miliony pracuje w przemyśle przetwórczym. Sektor rolno-spożywczy jest więc niezwykle istotną gałęzią polskiej gospodarki, która generuje znaczne przychody do budżetu państwa i stanowi podstawę utrzymania dla bardzo wielu polskich rodzin. Działania brukselskich biurokratów są zatem nieakceptowalne dla Polski, gdyż w interesie niemieckich przemysłowców dokonują zamachu na podstawy egzystencji naszego rodzimego rolnictwa. Trzeba też podkreślić, że problemem nie jest wyłącznie potencjalny zalew polskiego rynku przez tańsze produkty z Ameryki Południowej, dystrybuowane za pośrednictwem zagranicznych sieci handlowych, ale również zjawisko wypychania naszej żywności z rynku Unii Europejskiej, gdzie sprzedajemy aż 75% naszego eksportu rolno-spożywczego.

Opisywana umowa wzbudziła silny opór ze strony europejskich rolników, którzy obawiają się utraty konkurencyjności na unijnym rynku, bowiem żywność w państwach Mercosur jest wytwarzana przy znacznie mniej rygorystycznych normach środowiskowych i sanitarnych, niż te obowiązujące w UE. W pełni uzasadnione są także obawy dotyczące bezpieczeństwa konsumentów, ponieważ kraje południowoamerykańskie w produkcji rolnej używają substancji zakazanych w Europie, stosują znacznie wyższe dawki glifosatu i pestycydów oraz masowo produkują żywność genetycznie modyfikowaną (GMO). W hodowli zwierzęcej stosowane są tam powszechnie hormony wzrostu, bo jest ona nastawiona na przemysłową produkcję na eksport. Dlatego nie dba się tam o dobrostan zwierząt, do czego z kolei przywiązuje się wielką wagę w UE. Podstawowym problemem umowy z Mercosur jest więc rażąca asymetria w standardach produkcji rolnej, ponieważ rolnictwo w Ameryce Południowej funkcjonuje w zupełnie innych realiach prawnych, środowiskowych i sanitarnych niż w Unii Europejskiej. Dlatego po wejściu w życie tej umowy położenie polskiego rolnika stanie się niezwykle ciężkie, bo będzie on musiał spełniać rygorystyczne normy unijne, ponosić koszty Zielonego Ładu, ograniczeń środowiskowych i biurokracji, a jednocześnie zostanie zmuszony do konkurowania z towarem wytwarzanym taniej, szybciej i bez porównywalnych obciążeń. To nie jest wolny rynek, lecz instytucjonalnie zalegalizowana nierówność! W dodatku brukselscy biurokraci łamią zasadę, którą od lat głosili, że żywność powinna pokonywać jak najkrótszą drogę „od pola do stołu”. Jednak, kiedy gra toczy się o zabezpieczenie interesów niemieckich przemysłowców, to dla tych hipokrytów ochrona środowiska i klimatu nagle przestaje się liczyć i nie mają oni już nic przeciwko temu, żeby wołowinę transportować przez tysiące kilometrów statkami napędzanymi mazutem.

Umowa handlowa z państwami Mercosur przedstawiana jest przez jej zwolenników jako krok w stronę „wolnego handlu” i „wzmocnienia konkurencyjności europejskiej gospodarki”. W rzeczywistości jednak dla krajów takich jak Polska nie jest ona korzystna, ponieważ przenosi ciężar kosztów na rolnictwo europejskie. Służy zaś wyłącznie wzmocnieniu kondycji podupadającego przemysłu niemieckiego i realizacji imperialnych wizji brukselskich biurokratów, którzy poprzez forsowanie pogłębionej centralizacji i całkowite ubezwłasnowolnienie państw narodowych, chcą wziąć udział w rywalizacji największych światowych potęg ekonomicznych o prymat na globalnym rynku. Umowa z Mercosur to brutalny dumping zalegalizowany polityczną decyzją Komisji Europejskiej, która, uzurpując sobie bezprawnie rolę „europejskiego rządu”, realizuje patologiczny model zarządzania „wspólnotą”, polegający na tym, że centrum zarabia, a peryferie ponoszą koszty społeczne. Ukazuje też brutalną prawdę o polityce UE traktującej rolnictwo jako sektor wymienny, który można poświęcić w imię zabezpieczenia interesów niemieckich koncernów przemysłowych, będących od zawsze w centrum uwagi brukselskich komisarzy. Praktyka ta w oczywisty sposób łamie zapisy unijnych traktatów, które miały zagwarantować równe traktowanie wszystkim państwom członkowskim i ochronę ich żywotnych interesów. Bruksela jednak, w przypadku umowy z Mercosur, nie tylko faworyzuje Niemcy kosztem pozostałych państw członkowskich, ale także dopuszcza do wspólnego rynku kraje spoza Unii, którym zapewnia szczególne uprzywilejowanie.

Bardzo niepokojące jest też łamanie demokratycznych reguł w procesie decyzyjnym, ponieważ opisywane porozumienie jest forsowane pomimo sprzeciwu europejskich środowisk rolniczych i wielu państw członkowskich, których protesty są ignorowane przez unijnych biurokratów. Decyzje podejmowane są w zaciszu brukselskich gabinetów, w logice geopolitycznych ambicji i ideologii globalizmu, bez uwzględnienia realnych kosztów społecznych, które są przerzucane tylko na niektóre państwa członkowskie. Proponowane klauzule ochronne i tzw. hamulce bezpieczeństwa są niewystarczającym zabezpieczeniem dla europejskich rolników, a w dodatku o ich zastosowaniu zdecyduje arbitralnie Bruksela. Pomimo tego, że 21 stycznia 2026 roku Parlament Europejski niewielką liczbą głosów zdecydował o poparciu wniosku w sprawie skierowania umowy handlowej z Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości UE, aby sprawdzić zgodność porozumienia z unijnymi traktatami, to jego zatwierdzenie odwlecze się tylko na pewien czas. W tej kwestii swoje oburzenie wyraził już zresztą niemiecki kanclerz Friedrich Merz, który oświadczył, że nie zgadza się z tą decyzją i że „porozumienie musi mimo wszystko wejść w życie”. Bruksela jak zwykle wsłuchała się w głos berlińskiej wyroczni i Ursula von der Leyen oświadczyła, że „istnieje wyraźny interes, by umowa handlowa z Mercosurem weszła w życie jak najszybciej” oraz że „KE ma jednak możliwość wdrożenia umowy tymczasowo, bez ratyfikowania jej przez PE”. Dodała też, że „aby można ją było tymczasowo wdrożyć, stosowne decyzje musi podjąć choć jedno z państw Mercosuru”. Dopinguje ją do tego szef Rady Europejskiej Antonio Costa, bo jego zdaniem „państwa członkowskie, podejmując decyzję w sprawie umowy, nie tylko udzieliły pozwolenia na jej podpisanie przez KE, ale także na jej tymczasowe stosowanie”. Jeśli więc von der Leyen zdecyduje się pójść drogą łamania unijnych procedur i nie będzie czekać z realizacją umowy z Mercosur na decyzję TSUE, to dopuści się rażącego nadużycia uprawnień, co może mieć dla niej i innych odpowiedzialnych za to brukselskich biurokratów przykre konsekwencje prawne. Tymczasem jednak mocno uaktywnia się lobbing największych graczy, a zapłacić za tą szkodliwą politykę mają obywatele dyskryminowanych państw członkowskich.

Ruch Patriotyczny wielokrotnie przestrzegał przed zagrożeniami płynącymi z członkostwa Polski w Unii Europejskiej, ale „polscy” politycy zaślepieni unijną propagandą, obciążeni kompleksem niższości i karmieni brukselskimi dietami, byli głusi na głos rozsądku. Już w 2003 roku ostrzegaliśmy, że „dostosowując nasz kraj do tzw. standardów unijnych, brukselska agentura przygotowuje likwidację naszej państwowości i upadek gospodarki oraz szykuje nam rolę lokajów w Europie, a wszystko to w imię fałszywych iluzji i za cenę kilkuset stołków w Brukseli”. Zgodnie z naszymi przewidywaniami podpisany traktat akcesyjny nie stał się ani korzystnym, ani trwałym fundamentem współpracy, lecz uległ licznym modyfikacjom, tak, że dzisiaj niejeden zwolennik członkostwa Polski w UE, krzyczy w panice, że „nie do takiej Unii wstępowaliśmy!”. Ruch Patriotyczny sprzeciwiał się także ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który otworzył drogę do centralizacji Unii Europejskiej i marginalizacji państw członkowskich, czego wymownym przykładem jest procedowana obecnie umowa z Mercosur. To właśnie jego postanowienia umożliwiają brukselskiej biurokracji robienie szwindli bez oglądania się na sprzeciw zagrożonych państw narodowych, wystarczy tylko, że Niemcy, faktycznie rządzące Unią, kupią sobie wystarczającą większość i przegłosują każdą korzystną dla siebie decyzję. Ruch Patriotyczny już dawno temu wskazywał na to, że „takiego tworu jak Unia Europejska nie można zreformować, ponieważ jej funkcjonowanie opiera się na fałszywych przesłankach, a podstawą jej działania jest zniewolenie suwerennych państw Europy”. Nigdy „nie akceptowaliśmy wcielenia Polski do Unii, tym bardziej nie zaakceptujemy narzucanego nam obcego i szkodliwego prawa unijnego oraz hegemonii Niemiec w Europie”. Dlatego z coraz większym niepokojem obserwujemy jak politycy rządzący Polską kompromitują się postawą całkowitej uległości wobec unijnego dyktatu. Dotychczasowa praktyka działania „polskich” rządów, które tchórzliwie akceptowały narzucane nam coraz gorsze warunki funkcjonowania w Unii oraz spolegliwa postawa parlamentarzystów, którzy bez oporu implementują wszelkie szkodliwe dla naszego kraju dyrektywy, budzi nasze uzasadnione obawy o bezpieczną przyszłość narodu i państwa polskiego. Tym bardziej, że tak jak w przeszłości „polscy” politycy głosujący za ratyfikacją traktatu lizbońskiego nie mieli większego pojęcia o jego zapisach i możliwych konsekwencjach jego wdrożenia, tak obecnie minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL-u, odpowiadający za politykę rolną w rządzie Donalda Tuska, przyznał z rozbrajającą szczerością, że nie przeczytał w całości umowy z Mercosur, bo ma ona około 3 tysiące stron oraz że w zasadzie to spośród „polskich” polityków nikt jej nie zna, a jej ostateczny kształt wciąż się formuje. Ten porażający przykład arogancji i głupoty powinien być otrzeźwiającym sygnałem dla Polaków, którzy muszą sobie wreszcie uświadomić, że rządzą nami niekompetentni szkodnicy, którzy zamiast dbać o nasze narodowe interesy, to prześcigają się jedynie w spełnianiu wszelkich zachcianek brukselskich decydentów. Dlatego nie mają oni moralnego prawa do reprezentowania Polski i Polaków na forum międzynarodowym. W przyszłości muszą być także pociągnięci do odpowiedzialności karnej, bo nie robią nic, żeby blokować szkodliwe dla polskiej gospodarki rozwiązania forsowane w Unii Europejskiej.

Umowa handlowa UE–Mercosur stanowi poważne zagrożenie dla interesów Rzeczypospolitej Polskiej. Jej konstrukcja oraz przewidywane skutki gospodarcze i społeczne pokazują wyraźnie, że nie jest to porozumienie równoważne dla wszystkich państw członkowskich. Polska, jako gospodarka o silnym rolnictwie opartym na rodzinnych gospodarstwach, znalazła się w grupie państw, które poniosą największe koszty jej wdrożenia. Rolnictwo w unijnej układance traktowane jest bowiem jako koszt uboczny i sektor, który można poświęcić i wygasić, w imię interesów globalnych koncernów. Tymczasem nasze rodzime rolnictwo nie jest dodatkiem do państwa polskiego, ale jego fundamentem, ponieważ kraj, który rezygnuje z produkcji własnej żywności, w istocie rezygnuje ze swojej suwerenności. Dlatego osłabianie krajowej produkcji rolnej poprzez otwieranie rynku na masowy import z odległych regionów świata zwiększa zależność Polski od zewnętrznych dostawców i obniża naszą odporność na kryzysy geopolityczne, logistyczne i klimatyczne. Polska nie występuje w tej umowie jako równorzędny partner, lecz jako rynek zbytu, a taki model pogłębia jedynie strukturalne różnice rozwojowe wewnątrz UE oraz utrwala podział na centrum i peryferie. W tej sytuacji polscy rolnicy, objęci rygorystycznymi regulacjami unijnymi oraz kosztami transformacji klimatycznej, zostaną rzuceni na pastwę nieuczciwej konkurencji zagranicznej. W praktyce oznacza to silną presję cenową, spadek opłacalności produkcji i zagrożenie dla tysięcy gospodarstw rodzinnych, co przyczyni się do zniszczenia lokalnych łańcuchów dostaw, obniżenia jakości produkcji i utraty dużej liczby miejsc pracy. Nie możemy sobie pozwolić na taką krótkowzroczność, bo rolnictwo jest jednym z fundamentów naszego bezpieczeństwa, a także stanowi ważny element wzmacniający stabilność społeczną i ciągłość kulturową narodu polskiego. Jest też częścią realnej gospodarki, a nie tylko pozycją w statystykach unijnych biurokratów.

Ruch Patriotyczny uważa, że Polska, która ma potencjał produkcyjny i tradycję rolną, powinna wzmacniać własne zaplecze żywnościowe, a nie wystawiać je na zewnętrzną presję dumpingową. Ochrona własnego rynku nie jest tożsama z nieuzasadnionym protekcjonizmem, czy izolacjonizmem, tylko stanowi wyraz realistycznej troski o interes rodzimych rolników oraz dobro wszystkich Polaków. Wolny handel nie może oznaczać rezygnacji z własnej produkcji, degradacji rolnictwa i podporządkowania się interesom najsilniejszych graczy. Polityka handlowa musi służyć naszemu państwu i jego obywatelom, a nie zmanipulowanym statystykom wzrostu i korporacyjnej chciwości. Dlatego stanowisko polskich władz wobec umowy Unii Europejskiej z krajami Mercosur powinno być jednoznaczne i zdecydowane, bo spór, który się wokół niej toczy, dotyczy nie szczegółów technicznych, lecz kwestii fundamentalnych – zdecyduje on bowiem o tym, czy Polska będzie nadal producentem żywności, czy już tylko jej rynkiem zbytu i konsumpcji.

Ruch Patriotyczny domaga się od polskich władz zdecydowanego odrzucenia porozumienia podpisanego przez Komisję Europejską z krajami Mercosur oraz podjęcia stosownych działań w celu zablokowania wejścia w życie zapisów Tymczasowej Umowy Handlowej (ITA), która umożliwia otwarcie unijnego rynku z pominięciem procesu ratyfikacji. Postawa polityków rządzących Polską wobec umowy z Mercosurem jest testem ich odpowiedzialności i lojalności wobec państwa polskiego, który wykaże, czy potrafią postawić interes własnych rolników ponad interesem niemieckiego przemysłu i brukselskiej ideologii „wolnego” handlu, czy też już całkowicie sprzedali się za wygodne posadki i unijne diety.

Gdańsk, dn. 30 stycznia 2026 roku.

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki


W obronie prawdy o ludobójstwie ukraińskim dokonanym na Polakach zamieszkujących Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej Polskiej

OŚWIADCZENIE

Zarządu Głównego Ruchu Patriotycznego

w obronie prawdy o ludobójstwie ukraińskim dokonanym na Polakach zamieszkujących

Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej Polskiej

4 czerwca 2025 roku Sejm uchwalił ustawę „o ustanowieniu 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej”. Za przyjęciem tej ustawy głosowało 435 posłów, nikt nie był przeciw, a jeden poseł wstrzymał się od głosu. Senat zatwierdził ją bez poprawek, a po podpisaniu przez Prezydenta Andrzeja Dudę, weszła w życie z dniem 5 lipca 2025 roku, ustanawiając nowe święto państwowe. Wybrana data upamiętnia Krwawą Niedzielę, która miała miejsce 11 lipca 1943 roku. W tym dniu nastąpiło apogeum zbrodni ukraińskiej na bezbronnej ludności polskiej, kiedy to krwiożercze bandy UPA, wspierane przez chłopów ukraińskich, zaatakowały równocześnie około 100 polskich miejscowości na Wołyniu.

Ruch Patriotyczny z satysfakcją odebrał decyzję polskiego parlamentu, a w szczególności prawie jednogłośne jej podjęcie, co wobec wcześniejszej postawy tzw. elity politycznej stanowi pozytywne zaskoczenie dla środowisk kresowych i patriotycznych, które od dziesięcioleci walczą o godne upamiętnienie ofiar Rzezi Wołyńskiej. W przeszłości często mieliśmy do czynienia z tchórzostwem polityków, którzy łatwo ulegali presji wpływowego lobby ukraińskiego, co skutkowało brakiem stosownej reakcji na nasze postulaty oraz próbami zamilczenia i zakłamania tej ohydnej zbrodni przeciwko ludzkości. W końcu, po wielu latach, starania ludzi dobrej woli, którym chodziło „nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę”, zostały zauważone przez najwyższe władze w naszym państwie. Stało się to dzięki konsekwentnym działaniom środowisk kresowych i patriotycznych oraz rozpowszechnianej przez nie wiedzy o tych straszliwych wydarzeniach, która zaczęła coraz szerzej docierać do opinii publicznej. Wobec wzrastającej świadomości społecznej, politycy nie mogli już dłużej zachowywać biernej postawy i tłumaczyć się koniecznością utrzymania „dobrych” stosunków z Ukrainą. Otrzeźwiającym dla nich mogło być też niewdzięczne zachowanie władz państwa ukraińskiego, które, zmagając się z inwazją rosyjską i otrzymując ogromne wsparcie od Polski, nie wykonało żadnych działań, aby zadośćuczynić polskim oczekiwaniom w sprawie godnego uczczenia i pochówku ofiar ludobójstwa ukraińskiego.

Pomimo deklarowanej przez Ukraińców chęci dokonania ekshumacji pomordowanych Polaków, prace wykonano dotychczas tylko w Puźnikach w obwodzie tarnopolskim, gdzie w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku nacjonaliści ukraińscy wymordowali 120 kobiet, mężczyzn i dzieci. Wydano też zgodę na ekshumacje polskich żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku w bitwie stoczonej z wojskami niemieckimi pod Zboiskami koło Lwowa. Jednak nadal nie możemy się doczekać rozpoczęcia poszukiwań szczątków naszych rodaków na Wołyniu, gdzie skala zbrodniczego procederu była największa. W zamian za to MSZ Ukrainy wystosowało oświadczenie krytycznie oceniające ustawę sejmową z 4 czerwca 2025 roku, jako „sprzeczną z duchem dobrosąsiedzkich stosunków między Ukrainą a Polską”. Powołano też nowego szefa ukraińskiego IPN, Ołeksandra Ałfiorowa, historyka i oficera 3. Brygady Szturmowej wywodzącej się z Pułku „Azow”, który wcześniej relatywizował rolę kolaboracyjnej formacji ochotniczej – 14 Dywizji Waffen-SS „Galizien”, obciążonej licznymi zbrodniami na Polakach w Małopolsce Wschodniej i na Lubelszczyźnie w 1944 roku, w tym w Hucie Pieniackiej. 

W świetle tych faktów i wcześniejszych doświadczeń trudno oczekiwać od strony ukraińskiej uczciwego podejścia do uregulowania spornych spraw historycznych, które stanowią zarzewie konfliktu między naszymi narodami. Nie możemy się bowiem zgodzić na relatywizowanie zbrodni ukraińskich i zrównywanie ofiar z katami. Nie ma także naszej akceptacji dla gloryfikacji zbrodniarzy, których kult kwitnie na Ukrainie, o czym świadczy używana tam powszechnie symbolika banderowska i wszechobecne pomniki krwawych rezunów z UPA. Ukraińcy od dawna starają się ukryć niewygodne dla nich fakty, bo zapewne obawiają się podważenia kultu UPA, który stał się fundamentem ukraińskiej tożsamości narodowej. Może to także zrujnować wizerunek ich państwa na arenie międzynarodowej. Polscy politycy niejednokrotnie deklarowali, że Ukraina „z Banderą do Europy nie wejdzie”, ale prawda historyczna i pamięć o ofiarach często przegrywały z kalkulacjami politycznymi. Dlatego nawet teraz, gdy cały nasz region stanął w obliczu zagrożenia ze strony imperializmu rosyjskiego, nie możemy zamykać ust i poświęcać pamięci o ofiarach Rzezi Wołyńskiej, w imię „zepsucia” relacji z Ukrainą, ponieważ narody budują dobre stosunki na prawdzie, a nie na jej wyparciu. Musimy również zachować czujność i wywierać stały nacisk na nasze władze, bo jest to czas próby dla polskich polityków, którzy nie mogą ulec ukraińskim szantażom. Jest to też sprawdzian dla Ukraińców, którzy powinni wykazać się szczerością intencji wobec oczekiwań strony polskiej, a nie zasłaniać się stanem wojny z rosyjskim agresorem. Wiemy bowiem z historii wzajemnych relacji polsko-ukraińskich, że dla Kijowa nigdy nie było dogodnego czasu na podjęcie uczciwego dialogu z Polakami.

Skala hekatomby Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej jest przerażająca. W wyniku prowadzonego konsekwentnie ludobójstwa, w latach 1939-1945 i jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej, ukraińscy oprawcy wymordowali ponad 100 tysięcy naszych rodaków. Ich dokładna liczba do dziś nie jest znana, a większość z nich wciąż nie doczekała się godnego pochówku i upamiętnienia. Przerażającym jest też to, że tych ohydnych zbrodni dokonywali najczęściej ukraińscy sąsiedzi, którzy żyjącym wśród nich Polakom przynieśli śmierć i pożogę. Mordowano całe rodziny – dzieci, kobiety i starców, a robiono to w bestialski sposób, często przy użyciu siekier, wideł, pił, a niekiedy nawet gołymi rękami. Te zbrodnie nie były dziełem przypadku ani chaotycznego odwetu, lecz były częścią zaplanowanej i systematycznie realizowanej ludobójczej czystki etnicznej, która miała doprowadzić do całkowitego wyniszczenia polskiej ludności kresowej. Majątek pomordowanych rabowano, a zaatakowane polskie wsie podpalano, aby uniemożliwić ponowne osiedlenie się. Banderowskie ludobójstwo, którego głównym motywem było dążenie do „wyrzucenia Lachów za San”, doprowadziło do tego, że Kresy Wschodnie spłynęły polską krwią, a oprawcy utuczyli się na zrabowanym majątku ofiar i zmusili do ucieczki setki tysięcy ocalałych z pogromu Polaków.

W ustawie sejmowej zdefiniowano, że czyny popełnione przez ukraińskich zwyrodnialców mają wszelkie znamiona zbrodni ludobójstwa, która, zgodnie z polskim i międzynarodowym prawem, nie ulega przedawnieniu. Dlatego domagamy się osądzenia ukraińskich zbrodniarzy i zdecydowanego potępienia gloryfikacji ukraińskich formacji odpowiedzialnych za zbrodnie ludobójstwa oraz ścigania osób propagujących banderyzm na równi z innymi ideologiami totalitarnymi. Polska ma prawo i obowiązek domagać się od Ukrainy potępienia zbrodni popełnionych na narodzie polskim oraz godnego pochówku i upamiętnienia ofiar ludobójstwa ukraińskiego. Polacy potrzebują prawdy nie po to, by dzielić – ale po to, by przestać milczeć, bo milczenie zabija pamięć, a bez pamięci nie ma tożsamości narodowej. Ruch Patriotyczny uważa, że prawdziwe pojednanie z Ukrainą można zbudować jedynie na fundamencie prawdy, a naszej narodowej godności i poczucia sprawiedliwości nie wolno nikomu poświęcać w imię doraźnych korzyści politycznych.

Gdańsk, dn. 11 lipca 2025 roku

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W sprawie wyborów prezydenckich w Polsce

OŚWIADCZENIE

W sprawie wyborów prezydenckich w Polsce.

1 czerwca 2025 roku odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich, które zdecydują o przyszłości naszej Ojczyzny. Wybory te są niezwykle ważnym aktem dziejowym, ponieważ żyjemy w czasach szczególnie niebezpiecznych. Z jednej strony Polska zagrożona jest przez agresywną i imperialistyczną Rosję, która pogwałciła obowiązujące dotychczas zasady prawa międzynarodowego i uczyniła z przemocy militarnej główne narzędzie realizacji swojej polityki wobec sąsiadów. Z drugiej zaś wciąż mamy do czynienia z bezprawnymi ingerencjami brukselskich komisarzy w nasze sprawy wewnętrzne, których celem jest centralizacja Unii Europejskiej, zmierzająca do pozbawienia państw członkowskich suwerenności i niepodległości oraz narzucenia narodom europejskim szaleńczej agendy klimatycznej, migracyjnej i multikulturowej, co w konsekwencji doprowadzi Polskę i Europę do ruiny ekonomicznej i upadku cywilizacyjnego.

W sprawach krajowych zmagamy się również z poważnym kryzysem, ponieważ działalność koalicji 13 grudnia sprowadza się tylko do realizacji nakazów płynących z zagranicznych ośrodków decyzyjnych. Obecny rząd centrolewu jest w istocie bandą cynicznych łajdaków kierowanych przez politycznych szulerów i akwizytorów obcych interesów. Politycy obozu rządowego prezentują postawę typową dla pseudoelity państwa skolonizowanego, która objawia się pogardą i lekceważeniem wobec Polaków oraz płaszczeniem się przed zagranicznymi mocodawcami. Bez żadnych skrupułów poświęcają nasze interesy narodowe dla kariery i sowitych apanaży, czego wymownym przykładem jest hamowanie rozwoju gospodarczego Polski i budowy niezbędnej do tego infrastruktury, bo zagraża to dominującej pozycji Niemiec w Unii Europejskiej.

Ekipa Donalda Tuska dla utrzymania się przy władzy zdolna jest do wszelkich kłamstw i podłości, czemu niejednokrotnie dała wyraz w trakcie kampanii wyborczej. Jedynym jej osiągnięciem jest postępująca destrukcja naszego państwa i rozpętanie politycznej wojny, która osłabia Polskę, stojącą wobec poważnych zagrożeń zewnętrznych. Politycy centrolewu, motywowani chęcią dokonania osobistej zemsty, zniszczyli już system prawny, a teraz bez żadnych ograniczeń rabują nasz majątek narodowy, co w połączeniu z ich niekompetencją i marnotrawstwem środków publicznych prowadzi do pogłębienia się kryzysu naszej państwowości. Opóźniają także modernizację polskiej armii, wystawiając Polaków na niebezpieczeństwo utraty życia i mienia w wyniku możliwej agresji rosyjskiej.

W tych trudnych czasach naszym nadrzędnym zadaniem musi być powstrzymanie procesu destrukcji Państwa Polskiego. Nie możemy pozwolić na to, aby brutalny reżim domknął system politycznych represji i przekształcił nasz kraj w żerowisko dla swojej partyjnej mafii. Dlatego potrzebujemy silnego prezydenta, który sprosta poważnym wyzwaniom stojącym przed Polakami i przeciwstawi się zamachom dokonywanym na naszą wolność. Dla dobra naszej Ojczyzny powinniśmy odsunąć na bok partykularne interesy i osobiste ambicje. Musimy zagłosować na patriotę szanującego polskie tradycje i wartości oraz odesłać do lamusa lewicowo-globalistyczną marionetkę wystawioną przez premiera Tuska.

Oświadczamy niniejszym, że Rada Naczelna Ruchu Patriotycznego postanowiła udzielić poparcia kandydatowi na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Panu dr. Karolowi Nawrockiemu. Zwracamy się też z apelem do wszystkich Polek i Polaków o wzięcie udziału w drugiej turze wyborów prezydenckich i zagłosowanie na popieranego przez nas kandydata. Dość władzy szkodników! Nadchodzi czas patriotów!


Gdańsk, dn. 25 maja 2025 roku.

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W 1000-lecie koronacji Bolesława I Chrobrego na króla Polski

OŚWIADCZENIE

w 1000-lecie koronacji Bolesława I Chrobrego na króla Polski.

18 kwietnia 1025 roku na polskiej ziemi dokonał się akt o doniosłym znaczeniu dziejowym. Bolesław I Chrobry, syn Mieszka I i Dobrawy, władca potężny i mądry, jako pierwszy monarcha w naszej historii został koronowany na króla Polski. Koronacja ta nie była tylko gestem ceremonialnym, lecz wydarzeniem o głębokim znaczeniu politycznym, duchowym i symbolicznym – znakiem pełnej suwerenności i dojrzałości Państwa Polskiego.

Bolesław Chrobry nie był jedynie dziedzicem ojcowskiego tronu, lecz twórczym kontynuatorem dzieła swoich przodków. Był władcą o silnej ręce, ale i dalekowzrocznej wizji, łączył talent wojenny z umiejętną dyplomacją. Prowadził kampanie militarne, które umacniały granice naszego państwa, a jednocześnie potrafił nawiązywać sojusze i prowadzić dialog z najważniejszymi władcami ówczesnego świata, czego najlepszym przykładem jest ugoszczenie cesarza Ottona III podczas zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 roku. Wydarzenie to było symbolicznym uznaniem niezależności Polski przez cesarstwo oraz Kościół, a Gniezno – gród św. Wojciecha – stało się jednym z duchowych centrów chrześcijańskiej Europy.

Bolesław Chrobry rozumiał, że chrześcijaństwo nie było jedynie religią, lecz także fundamentem porządku europejskiego. Dlatego rozwijał strukturę Kościoła, wspierał misjonarzy, sprowadzał kapłanów i dbał o niezależność polskiej hierarchii kościelnej. Ulokowanie relikwii św. Wojciecha w Gnieźnie i utworzenie arcybiskupstwa stanowiło doniosły krok ku religijnej i politycznej autonomii Polski od cesarstwa. Koronując się na króla w 1025 roku postawił Polskę w rzędzie europejskich monarchii. Był to symbol samostanowienia i niezależności, dokonany na podstawie prawa dynastycznego i rzeczywistej siły państwa, a nie z łaski cesarza. Ta koronacja była historycznym aktem odwagi i wizji – manifestacją, że Polska nie musi nikogo prosić, by być godną i dumną, bo jest równa innym mocarstwom europejskim.

W 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego patrzymy na tę postać z szacunkiem dla jej historycznej wielkości, ponieważ był królem z krwi i kości oraz symbolem tego, że Państwo Polskie zbudowane jest na fundamencie niezależności i godności. Epoka jego rządów to czas tworzenia instytucji, scalania ziem, walki o granice i godne miejsce Polski wśród europejskich potęg. Nasz pierwszy król był mężem stanu, który wyprzedził swoją epokę. Wiedział, że siła oręża musi iść w parze z mądrością polityczną. Dlatego jego panowanie było złotym okresem ekspansji i konsolidacji Królestwa Polskiego.

Bolesław Chrobry zmarł niedługo po koronacji, lecz dzieło jego życia przetrwało do naszych czasów. Jego imię nosili później książęta, królowie i bohaterowie narodowi. Jego czyny stały się wzorem dla kolejnych pokoleń Polaków, tak w czasach świetności, jak i upadku naszego państwa. Dlatego, pomimo wielu prób podejmowanych przez odwiecznych wrogów, którzy chcieli odrzeć Polskę z królewskiej godności oraz pozbawić nas podmiotowości i narodowej tożsamości, nadal możemy się cieszyć wolnością i życiem we własnym państwie.

Dziś oddajemy hołd nie tylko królowi, lecz twórcy naszej tożsamości. Jego korona – symbol suwerenności – po tysiącu lat przypomina nam, że Polska to nie dar losu, lecz świadomy i trwały wybór Narodu Polskiego. Niech więc imię Bolesława Chrobrego będzie wypowiadane z dumą i należną czcią. Niech jego dziedzictwo inspiruje nas do mądrości, odwagi i wytrwałości w realizacji jego testamentu, którym jest budowa Wielkiej Polski.

Gdańsk, dn. 18 kwietnia 2025 roku.

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego

Stanowisko Ligi Obrony Suwerenności

w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, proces ratyfikacji traktatu przyjętego w Lizbonie 13 grudnia 2007 roku stał się przedmiotem targów i rozgrywek, między głównymi siłami politycznymi w parlamencie i prezydentem Rzeczypospolitej. Zamiast merytorycznej debaty i ogólnonarodowego referendum zaprezentowano polskiemu społeczeństwu żenujące widowisko, w którym nie było ani przez chwilę mowy o naszym interesie narodowym, zagrożeniach i stratach wynikających z zatwierdzenia powyższego traktatu. Za to pełno było kłamliwej propagandy, politycznych pyskówek i partyjnego partykularyzmu. Wreszcie, podczas spotkania w Juracie, zostało zawarte porozumienie między prezydentem Lechem Kaczyńskim, a premierem Donaldem Tuskiem, które regulowało sposób ratyfikacji traktatu i nowy podział kompetencji w sprawach polityki zagranicznej pomiędzy obydwoma ośrodkami władzy. Inicjatorom tej szopki chodziło jedynie o załatwienie swoich politycznych interesów i realizację brukselskiej dyrektywy, która nakazywała przeprowadzenie ratyfikacji przez parlament i zapobieżenie ewentualnemu referendum w tej sprawie.

Sejm, jak zwykle uległy wobec Brukseli, w cyniczny sposób pozbawił polskie społeczeństwo prawa głosu w kwestii, która ma niebagatelne znaczenie dla przyszłości nas wszystkich. Przytłaczającą liczbą głosów zdecydowano w Sejmie i w Senacie o ratyfikacji traktatu bez referendum. Później już prawie przez aklamację, przy niewielu głosach sprzeciwu, przegłosowano jego ratyfikację. Zastanawiająca była też całkowita zgodność wszystkich ugrupowań parlamentarnych, których liderzy z wielkim zapałem namawiali Polaków do akceptacji podjętej przez nich decyzji. Dziwi również pośpiech, z jakim przeprowadzono ratyfikację, pomimo głosów zalecających oczekiwanie na wynik jedynego referendum, jakie miało się odbyć w Irlandii.

Fakt, że Irlandczycy nie ulegli presji Unii, która za wszelką cenę chciała uniknąć klęski, jaka spotkała ją wcześniej we Francji i Holandii, wystawia im jak najlepsze świadectwo dojrzałości politycznej i dbałości o własne interesy. Natomiast sam wynik referendum z 12 czerwca 2008 roku, w którym 53,4% Irlandczyków głosowało za odrzuceniem traktatu lizbońskiego, zdemolował politykę unijną. Świadectwem wielkiej hańby polskich polityków jest ich owczy pęd do spełniania wszelkich zachcianek brukselskich decydentów, bez oglądania się na okoliczności i narodowe interesy. Irlandczycy uratowali Europę od próby zniewolenia jej przez unijne salony i wykazali po raz kolejny, po Francuzach i Holendrach, że wolne narody europejskie mają zgoła odmienne zdanie od swoich polityków, w kwestii dalszego pogłębiania tzw. integracji europejskiej. Jeśli tylko społeczeństwa europejskie mają okazję do zdecydowania o swoim losie, to zawsze wybierają suwerenność państwową i wolność podejmowania decyzji w sprawach, które ich dotyczą. Odrzucają natomiast parlamentarne szwindle i polityczny dyktat. I to jest właśnie dowód wyższości demokracji bezpośredniej nad parlamentarnymi gierkami, czego właśnie Bruksela nie może znieść. Dlatego robiono wszystko, co było w ich mocy, aby uniknąć ewentualności referendum. W przypadku Irlandii to nie wystarczyło i społeczeństwo tego kraju, głosując przeciw, pogrzebało na jakiś czas sprawę traktatu. Musimy być jednak świadomi tego, że determinacja unijnych biurokratów jest tak wielka, iż z całą pewnością podejmą w najbliższym czasie kolejną próbę urzeczywistnienia swoich chorych wizji.

W związku z tym Unia wywiera zwiększone naciski na Irlandię w kwestii ponowienia próby ratyfikacji i na pozostałe państwa, które jeszcze nie ratyfikowały traktatu, w sprawie dokończenia tego procesu. W takiej sytuacji nabiera szczególnej wagi fakt, że prezydent Rzeczypospolitej, nie złożył jeszcze podpisu pod traktatem i że jego ewentualna odmowa podpisania go mogłaby zachęcić pozostałe kraje europejskie do porzucenia procesu ratyfikacji traktatu lizbońskiego, co zadałoby decydujący cios jego zwolennikom.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności wyraża swoje obawy, co do ewentualnej decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zwłaszcza, że jego polityczne zaplecze, kierowane przez byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego, opowiada się zdecydowanie za traktatem lizbońskim, czego przykładem było zachowanie jego partii podczas głosowania w parlamencie. Pomimo to, wzywamy prezydenta Rzeczypospolitej do tego, aby nie podpisywał wspomnianego traktatu i przerwał w ten sposób proces jego ratyfikacji.

Jednocześnie Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności wyraża swoje zdecydowane oburzenie żenującą postawą parlamentarzystów i rządu, którzy sami nie mając większego pojęcia o zapisach traktatu, pozbawili społeczeństwo jakiejkolwiek informacji na jego temat oraz odebrali mu prawo głosu w sprawie ratyfikacji. Uniemożliwili jakąkolwiek merytoryczną debatę nad zapisami traktatu i zamknęli usta jego przeciwnikom, a w końcu podjęli nieodpowiedzialną i szkodliwą decyzję. Uważamy, że do podejmowania tak ważnych z punktu widzenia interesów naszego państwa decyzji uprawniony jest wyłącznie Naród Polski.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności odrzuca ratyfikowany przez polski parlament traktat lizboński, jako szkodliwy i niebezpieczny dla żywotnych interesów Państwa Polskiego oraz oświadcza, że rządząca Polską klasa polityczna skompromitowała się postawą całkowitej uległości wobec unijnego dyktatu. Dlatego straciła w naszej opinii moralne prawo do podejmowania jakichkolwiek decyzji w imieniu Narodu Polskiego.

Gdańsk, dn. 30 sierpnia 2008 roku.

Przewodniczący Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

W sprawie traktatu konstytucyjnego Unii Europejskiej

Stanowisko Ligi Obrony Suwerenności

w sprawie traktatu konstytucyjnego Unii Europejskiej

Liga Obrony Suwerenności uważa, że podpisany 13 grudnia 2007 roku w Lizbonie przez premiera Donalda Tuska traktat konstytucyjny Unii Europejskiej, stanowi poważne zagrożenie dla naszej państwowości i jest kolejnym krokiem na drodze do pozbawienia Polski suwerenności i niepodległości. Traktat ten nie różni się zasadniczo od odrzuconego wcześniej przez społeczeństwa Francji i Holandii projektu konstytucji UE, a polskim „negocjatorom”, pomimo szumnych zapewnień, nie udało się uzyskać praktycznie żadnych korzystnych dla naszego kraju zapisów. Nie dość tego, to nawet nie udało się zachować tych rozwiązań, które według twierdzeń zwolenników włączenia Polski w struktury unijne, miały rzekomo zapewnić jej „silną” pozycję we „wspólnocie”. Marzenia euroentuzjastów o „silnej Polsce w Europie” rozwiały się szybciej niż przeczuwali, brutalnie zweryfikowane przez eurokratów z Brukseli i dążenia Berlina. W odwiecznej grze interesów, która toczy się na arenie europejskiej, liczy się tylko spryt dyplomacji i brutalna siła, a nie megalomania i urojone mrzonki. W Brukseli rządzą silni i wyłącznie ich interesy brane są pod uwagę, czego przykładem może być Wielka Brytania, która jak zwykle uzyskała dla siebie lepsze warunki. Słabi i naiwni są marginalizowani i sprowadzani do roli biernych uczestników „europejskiej ruletki”, których kosztem zaspokaja się rosnące wymagania starych członków Unii.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności wielokrotnie już zajmowała stanowisko w sprawie członkostwa Polski w Unii Europejskiej i procesu pogłębiania tzw. integracji europejskiej. Nasza opinia w tej sprawie nie uległa zmianie. Byliśmy, jesteśmy i będziemy przeciwni temu, aby kosztem istnienia Państwa Polskiego budowano federacyjne państwo europejskie, w którym przewidziano dla nas rolę rezerwuaru taniej siły roboczej i surowców, a nasz kraj traktowano jak terytorium tranzytowe i przedmiot do zaspokajania rewizjonistycznych dążeń Berlina. Nie wyrażamy zgody na to, aby prawo unijne było nadrzędne w stosunku do naszego prawa krajowego, aby polskiego złotego zastąpiono walutą euro, aby nasza polityka zagraniczna i obronna podporządkowana była interesom Brukseli i aby unijni komisarze ingerowali w nasze sprawy wewnętrzne. Nie zgadzamy się z tym, aby likwidowano w Polsce przemysł, zawłaszczano handel i utwierdzano dominację ekonomiczną zagranicznych koncernów. Sprzeciwiamy się temu, aby w naszym kraju pod unijnym patronatem szerzono demoralizację, aby szargano polskie świętości religijne i narodowe, a nasze dzieci i młodzież wychowywano na bezideowych i bezdusznych groszorobów, pracujących w pocie czoła nad pomnażaniem fortun obcej finansjery. Nie zgadzamy się na to, aby Polskę przekształcano w unijny skansen, a Polaków w lokajów globalnego kapitału. Jesteśmy przeciwni temu, aby nasza ojczysta ziemia, za którą Naród Polski przelał ogrom krwi, była obiektem targów i zawłaszczania przez obcokrajowców, a owoce naszej pracy były rabowane przez zagraniczne koncerny i unijnych biurokratów. Nie zgadzamy się przede wszystkim na to, aby Polską rządzili ludzie skompromitowani kolaboracją z Brukselą, którzy za cel swojego działania nie obrali służby dla Państwa Polskiego i walki o umacnianie naszych narodowych interesów, lecz dążenie do zabezpieczenia sobie lukratywnych posad, bez oglądania się na straty, jakie przynosi krajowi i wszystkim obywatelom ich spolegliwa i wiernopoddańcza postawa wobec Unii.

Uważamy, że współpraca między państwami europejskimi, o bogatej historii i rozwiniętej cywilizacji, powinna być układana na zasadzie partnerstwa i szacunku dla suwerenności oraz tożsamości narodowej poszczególnych krajów. Natomiast narzucanie dyktatu politycznego, prawnego i ekonomicznego, wściekła antynarodowa propaganda, sprzyjanie dominacji państw silniejszych oraz narastająca atmosfera rewizjonizmu, nie mogą sprzyjać rozwijaniu dobrych stosunków międzynarodowych, bo stanowią zarzewie kolejnych konfliktów i podziałów. Dlatego reforma Unii Europejskiej powinna iść w kierunku ograniczania biurokracji, a nie jej powiększania oraz zmniejszania kosztów funkcjonowania unijnych instytucji. W związku z tym, postulujemy odrzucenie traktatu konstytucyjnego i likwidację wielu niepotrzebnych instytucji, np. Parlamentu Europejskiego. Domagamy się także rezygnacji z uprawiania kosztownej i nikomu niepotrzebnej propagandy, a także powstrzymania procesu mnożenia przepisów prawnych, które zamiast pomagać, to krępują rozwój gospodarki i społeczeństw europejskich.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności wyraża swój zdecydowany sprzeciw wobec ratyfikacji traktatu konstytucyjnego Unii Europejskiej i domaga się odrzucenia go w całości, jako szkodliwego i niebezpiecznego dla żywotnych interesów Państwa Polskiego. Uważamy, że obecny parlament, jak również klasa polityczna rządząca w naszym kraju, nie mają moralnego prawa do podejmowania decyzji w sprawie ratyfikacji tego traktatu, ponieważ prezentują postawę zupełnej uległości wobec unijnego dyktatu. Do podejmowania tak ważnych decyzji uprawniony jest wyłącznie Naród Polski, który powinien wypowiedzieć się w ogólnonarodowym referendum, czego żadna władza nie ma prawa nam odmówić. Referendum powinno być przeprowadzone w sposób umożliwiający Polakom podjęcie świadomej decyzji. Dlatego do wiadomości publicznej muszą być podane wszystkie aspekty związane z ratyfikacją traktatu, a przede wszystkim jego pełna treść przetłumaczona na język polski. Władze krajowe powinny również dopuścić do uczciwej debaty przeciwników Unii i przekazać społeczeństwu wszelkie informacje na temat zagrożeń, jakie dla naszej państwowości przyniesie ratyfikacja tego traktatu.

Gdańsk, dn. 2 lutego 2008 roku.

Przewodniczący Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

W sprawie polskiej polityki zagranicznej

Stanowisko Ligi Obrony Suwerenności

w sprawie polskiej polityki zagranicznej

Polska musi być krajem suwerennym, dlatego zdecydowanie odrzucamy wszelkie formy obcej ingerencji w nasze sprawy wewnętrzne oraz jakiekolwiek dążenia do ograniczenia wolności i niepodległości Narodu Polskiego. Władze naszego państwa muszą prowadzić politykę zagraniczną zgodną z narodowym interesem i polską racją stanu oraz mają obowiązek chronić Polaków przed wszelkimi przejawami agresji i prześladowania. Przywilejem i nakazem każdego rządu Rzeczypospolitej powinno być prowadzenie samodzielnej polityki zagranicznej, która musi umacniać pozycję Polski na arenie międzynarodowej.

Praktyczna realizacja powyższych zasad wyglądała dotychczas marnie. Najczęściej kolejne rządy, pozbawione głębszej wizji przyszłości naszego kraju i zapatrzone bezkrytycznie w mityczny Zachód, z wielką gorliwością spełniały wszelkie zachcianki komisarzy z Brukseli. Jedynym wyraźnym i konsekwentnym kierunkiem działania krajowych elit politycznych stało się dążenie do włączenia Polski w skład Unii Europejskiej, bez oglądania się na negatywne skutki, jak również bez jakiejkolwiek troski o zabezpieczenie naszych narodowych interesów. Wepchnięcie naszego kraju w objęcia brukselskich biurokratów stało się celem samym w sobie dla szerokiej rzeszy krajowych politykierów, którzy w tym przedsięwzięciu dostrzegali możliwość zrobienia osobistych karier na unijnych salonach. W obecnej chwili akwizytorzy unijnych interesów pracują gorliwie nad demontażem polskiej państwowości i oddaniem pozostałych atrybutów suwerenności mocodawcom z Brukseli. Z rozmachem lansowana jest więc koncepcja tzw. pogłębienia integracji europejskiej, której dalekosiężnym celem jest rozbicie europejskich państw narodowych i na ich gruzach powołanie do życia nowego unijnego państwa.

Jednak największym problemem polskiej polityki zagranicznej jest faktyczny jej brak. Państwa takie jak Stany Zjednoczone, Rosja, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Chiny, Indie, Japonia, jak też wiele innych mniejszych i nieposiadających aspiracji mocarstwowych, mają nakreślone priorytety swojej polityki zagranicznej, które obowiązują dziesiątki lat i realizowane są bez względu na formę rządów, czy poglądy wyznawane przez ludzi aktualnie sprawujących władzę. Wszelkimi dostępnymi środkami starają się one zabezpieczyć swoją suwerenność i ochronić żywotne interesy, a rozwój siły i wzrost znaczenia tych państw na arenie międzynarodowej jest naczelnym zadaniem realizowanym przez wszystkie ich rządy. Natomiast w Polsce uprawia się od dziesięcioleci politykę zagraniczną na kolanach. W czasach PRL-u krajowi decydenci padali na twarz przed władcami Kremla, a w III Rzeczypospolitej taką samą postawę przyjęli rządzący wobec mocodawców z Brukseli. I gdybyśmy nie mieli w przeszłości innych wzorców działania, to być może moglibyśmy próbować usprawiedliwić takie postępowanie w naszych stosunkach zewnętrznych, szczególnie z silniejszymi państwami. My jednak, jako państwo i naród, mamy ponad tysiącletnią historię, wypełnioną wielkimi czynami i walką o umocnienie polskiej państwowości. W czasach, gdy zwyciężała prywata wąskiej grupy renegatów, szukających możliwości robienia karier na zagranicznych dworach, wtedy właśnie frymarczono polskimi interesami i za łapówki od obcych ambasadorów doprowadzano do osłabienia, a potem likwidacji naszego państwa. Stosunkowo łatwo można znaleźć analogie do sytuacji obecnej, z czasami poprzedzającymi rozbiory I Rzeczypospolitej i porównywanie osobników współcześnie rządzących Polską do osiemnastowiecznych targowiczan wydaje się bardzo zasadne. Tak wtedy, jak i teraz rządząca oligarchia przedkładała własny grupowy interes ponad interesy Rzeczypospolitej i realizowała polecenia zagranicznych mocodawców, które niechybnie doprowadzają do upadku naszej państwowości.

Natomiast Liga Obrony Suwerenności swoją wizję polityki zagranicznej zamierza oprzeć na najlepszych wzorcach zaczerpniętych z czasów, kiedy interes Rzeczypospolitej i honor był dla rządzących wartością najcenniejszą, za którą gotowi byli walczyć i ginąć. Nie potrzeba szukać natchnienia dla uprawiania tej dziedziny w zbyt odległych czasach. Bardzo cennych, wręcz przykładnych wzorów dla naszych stosunków z zagranicą, dostarczają nam doświadczenia z okresu II Rzeczypospolitej, gdy kolejni prezydenci i ministrowie spraw zagranicznych z odpowiedzialnością i godnością realizowali nasze interesy narodowe i budowali silną pozycję Polski na arenie międzynarodowej. W tym czasie popełnialiśmy również błędy, mieliśmy jako młode państwo swoje ograniczenia, ale wytrwałością, lojalnością i poczuciem honoru, byliśmy w stanie zyskać sobie uznanie i szacunek, które umacniało prestiż i pozycję naszego państwa w Europie i na świecie. Głównym nakazem naszej polityki zagranicznej będzie umacnianie i rozwój polskiej państwowości oraz ochrona naszych żywotnych interesów, a nie jak to jest obecnie demontaż państwa i poddawanie się obcym wpływom. Polską racją stanu musi być uprawianie aktywnej polityki zagranicznej i rozwijanie stosunków z wszystkimi państwami, a nie ograniczanie naszego zainteresowania tylko do krajów Unii i Stanów Zjednoczonych.

Unia jest tworem przejściowym i wbrew intencjom jej twórców, prędzej czy później rozpadnie się, rozsadzona przez konflikt interesów państw ją tworzących oraz w związku z nieżyciową i nadmiernie zbiurokratyzowaną strukturą, zbyt kosztowną i mało efektywną, aby dała się utrzymać. Natomiast interesy Rzeczypospolitej są wieczne i naszym najważniejszym zadaniem jest ich ochrona. W stosunkach z Unią, należy odrzucać każdy dyktat, który zagraża naszym interesom i łagodzić skutki tzw. polityki integracyjnej. Należy dążyć do zahamowania procesu pogłębiania integracji i zachowania jak najpełniejszej suwerenności państwowej. Unię należy traktować jak każdą organizację międzynarodową, a nie jako alternatywę dla naszej państwowości. Dlatego najważniejszym zadaniem jest odrzucenie traktatu konstytucyjnego i euro oraz wszelkich innych rozwiązań, które wprost zmierzają do pozbawienia nas suwerenności państwowej. Niezależnie od tego czy uda się brukselskim biurokratom narzucić Europie swój dyktat, będzie to stan przejściowy, a naszym celem powinno być złagodzenie jego skutków i praca nad zrzuceniem tego jarzma zależności.

W stosunkach wzajemnych ze Stanami Zjednoczonymi nie możemy dać się sprowadzić do roli wasala ich polityki imperialnej i dostarczyciela najemnych wojsk na potrzeby prowadzonych przez nie wojen. Musimy dążyć do tego, aby poprzez sojusznicze wsparcie, którego im udzielamy uzyskiwać maksymalne korzyści, szczególnie ważne na polu modernizacji naszych sił zbrojnych i umacniania naszego bezpieczeństwa narodowego. Sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i nasza aktywność w ramach NATO mogą być skutecznym panaceum na imperialne zapędy Rosji, dążenia Niemiec i pomysły unijnych komisarzy, dotyczące stworzenia europejskich sił zbrojnych, które w ich planach mają stać się alternatywą dla Paktu Północnoatlantyckiego.

Jeśli chodzi o Rosję to nieodpowiedzialne pomysły krajowych polityków, dotyczące poprawy wzajemnych stosunków za wszelką cenę, bez oglądania się na nasze interesy, należy bezwzględnie odrzucić i we wzajemnych relacjach trzeba przede wszystkim myśleć o naszym bezpieczeństwie narodowym. Spolegliwość wobec Kremla i uniżona postawa, rezygnacja z realizacji naszych narodowych interesów i aspiracji, mogą tylko na jakiś czas poprawić wzajemne relacje, ze strony rosyjskiej będzie to cynizm polityczny, a z naszej zwykła głupota. Marsz Rosji do odbudowy imperialnej pozycji należy hamować, ponieważ jej zachłanność nie ma granic i wcześniej czy później Rosjanie zabiorą się do odbudowy swojej strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Należy więc odrzucać wszelkie próby rosyjskiego dyktatu i domagać się od Rosji traktowania naszego państwa z należnym szacunkiem, takim samym, jakiego oni sobie życzą. Jednocześnie trzeba dążyć do zabezpieczenia Polski przed możliwym szantażem energetycznym lub politycznym ze strony Rosji, która posiadane źródła energii traktuje w sposób instrumentalny, wykorzystując je do uzależniania innych państw i ingerowania w ich wewnętrzne sprawy. Klucz do poprawy stosunków wzajemnych z Rosją posiada główny lokator Kremla, który jak dotychczas nie ma jakiejkolwiek woli ich poprawy i od zmiany jego postawy zależy to, czy relacje polsko-rosyjskie będą poprawne, czy też nie.

W polu naszego zainteresowania muszą się znaleźć także inne kraje. Musimy więc rozwinąć szerokie kontakty z wszystkimi państwami, z którymi współpraca może okazać się dla nas owocna. To, co zawsze zbliżało ludzi i państwa, nawet bardzo odległe od siebie, niezależnie od sytuacji i epoki, to ożywione kontakty handlowe, a kupcy częstokroć wypełniali również misje dyplomatyczne. Polskie ambasady i konsulaty muszą stać się propagatorami naszych interesów gospodarczych, a nie tylko organizatorami spotkań kulturalno-towarzyskich. Muszą również udzielać efektywnej pomocy coraz większej rzeszy Polaków przebywających zagranicą oraz udzielać wsparcia aspiracjom narodowym Polonii, aby nasi rodacy nie zrywali więzów z Ojczyzną. Dlatego ważną sprawą jest dbałość o odpowiednią jakość personelu dyplomatycznego, co bezpośrednio przekłada się na skuteczność i efektywność jego działań. Polskie placówki dyplomatyczne nie powinny już dłużej służyć jako przechowalnia dla politycznych „emerytów” i ludzi skompromitowanych w kraju, natomiast podstawowym kryterium ich doboru powinna być lojalność wobec naszego państwa, kompetencja oraz energiczność i operatywność w działaniu.

Polska dyplomacja powinna energiczniej zabiegać o stworzenie takiego systemu sojuszy, który skutecznie zapewni nam bezpieczeństwo i ochroni nasze żywotne interesy. Uczestnictwo Polski we wszelkich organizacjach międzynarodowych należy wykorzystywać do podnoszenia znaczenia naszego kraju w świecie. Szczególnie ważną sprawą jest to, aby nasza dyplomacja dbała o umacnianie prestiżu naszego państwa, dlatego należy zdecydowanie reagować na wszelkie ataki, szykany i pomówienia, które pod adresem Polski padają ze strony przedstawicieli różnych organizacji i państw. Należy także postawić przed naszą polityką zagraniczną zadanie zabezpieczenia polskiego majątku przed roszczeniami zagranicznych rewizjonistów i poczynienia kroków celem wyegzekwowania należnych Polsce odszkodowań za straty poniesione w czasie II wojny światowej, w wyniku wrogich działań ze strony Niemiec i Rosji Sowieckiej.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności uważa, że strategicznym celem polskiej polityki zagranicznej musi być praca nad umacnianiem naszej państwowości i pozycji Polski na arenie międzynarodowej oraz dbanie o ochronę naszych żywotnych interesów. W wykonywaniu tej misji nasza dyplomacja nie może liczyć tylko na to, że o polskie sprawy zadba ktoś obcy, choćby Unia Europejska, natomiast musi działać energicznie i samodzielnie, po to, aby wszelkie sprzyjające nam okoliczności wyzyskiwać dla dobra Polski.

Gdańsk, dn. 17 listopada 2007 roku.

Przewodniczący Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

W sprawie poprawy bezpieczeństwa publicznego w Polsce

Stanowisko Ligi Obrony Suwerenności

w sprawie poprawy bezpieczeństwa publicznego w Polsce

Stan bezpieczeństwa publicznego w Polsce pogarsza się z roku na rok i jest jednym z najgorszych w Europie. Rośnie zarówno liczba przestępstw będących dziełem grup zorganizowanych, jak i tych pospolitych. Ich wynikiem jest ciągły wzrost liczby zabójstw i gwałtów, pleni się też plaga pedofilii oraz narkomania wśród młodzieży. Organizacje przestępcze zarabiają ogromne pieniądze, a zwykły bandytyzm doskonale wpisuje się w ten chaos. Konsekwencją wynikającą z tej sytuacji jest spadek poczucia bezpieczeństwa osobistego, odczuwany przez znakomitą większość obywateli.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest na pewno przyzwolenie społeczne i obojętność spowodowane postępującym zanikiem więzów międzyludzkich, ale głównym powodem jest słabość instytucji powołanych do zwalczania skutków oraz przeciwdziałania powstawaniu tych patologii. Wymiar sprawiedliwości i organy ścigania zapewne mogą być skutecznym egzekutorem prawa i stróżem porządku publicznego, ale żeby dokonała się zasadnicza poprawa, to zmianie musi ulec nasz system prawny. Liga Obrony Suwerenności uważa, że konieczna jest zmiana obowiązującego kodeksu karnego, przede wszystkim w kierunku zaostrzenia istniejących w nim sankcji, a także przywrócenia kary śmierci dla zbrodniarzy, która jest niezbędnym czynnikiem służącym likwidacji bandytyzmu i radykalnej poprawie naszego bezpieczeństwa.

Uważamy, że najwyższy wymiar kary należałoby stosować wobec sprawców morderstw popełnianych ze szczególnym okrucieństwem. Istnieje wiele powodów skłaniających nas do opowiedzenia się za przywróceniem kary śmierci, a także wiele dowodów na jej skuteczność. Groźba szubienicy wpłynie odstraszająco na ogromną większość potencjalnych sprawców zbrodni. Spowoduje, że znacznie trudniej będzie prowadzić działalność zorganizowanym grupom przestępczym. Kara ta uniemożliwia złoczyńcom ucieczkę lub zwolnienie, dzięki czemu raz na zawsze zostanie zlikwidowana groźba ponownego popełnienia zbrodni przez tych samych osobników. Wykonanie wyroku uniemożliwia szantaż ze strony ewentualnych wspólników mordercy będących na wolności, a strach przed karą śmierci spowoduje, iż niejeden potencjalny morderca nie spełni swoich zbrodniczych zamierzeń, a to oznacza uratowanie życia wielu niewinnym ludziom. Istniejące dziś środki techniczne w znacznej mierze ograniczają ryzyko pomyłki i skazania na śmierć niewinnego człowieka. Liga Obrony Suwerenności, tak jak ogromna większość Polaków, opowiada się za przywróceniem kary śmierci dla zbrodniarzy, jako jednego z niezbędnych warunków przywrócenia ładu i bezpieczeństwa publicznego w naszym państwie! Żadne traktaty i zobowiązania międzynarodowe nie mogą powstrzymywać nas przed stosowaniem niezbędnych, choćby najsurowszych środków, które mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa życia, zdrowia i mienia naszych rodaków, ponieważ jest to jedno z podstawowych zadań i powinności państwa wobec swoich obywateli.

W związku z tym, że przykład musi iść od góry, należy zaostrzyć sankcje karne wobec wszystkich funkcjonariuszy publicznych łamiących prawo, a więc sprzeniewierzających się złożonej przysiędze, która zobowiązywała ich do uczciwej służby na rzecz społeczeństwa. W naszej opinii odpowiedzialność powinna wzrastać wraz z zajmowaną pozycją w hierarchii społecznej narodu, a kara powinna być proporcjonalnie większa w przypadku popełnienia przestępstwa przez funkcjonariusza publicznego, niż przez zwykłego obywatela. Funkcjonariusze ci muszą być osobami o nieskazitelnej postawie moralnej oraz powinni służyć za przykład uczciwości, rzetelności i poświęcenia, ponieważ społeczeństwo powołało ich do tego, aby strzegli bezpieczeństwa i porządku w Polsce. Nie ma i nie będzie naszego przyzwolenia na to, aby funkcjonariusze publiczni bezkarnie łamali prawo, współpracowali z przestępcami lub bogacili się kosztem pozostałych obywateli. Na straży przestrzegania norm moralnych i praworządności powinny stać wydziały wewnętrzne poszczególnych służb oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Wymiar sprawiedliwości musi być poddany reformie zmierzającej do takich zmian organizacyjnych i uproszczenia procedury, które zapewnią skrócenie czasu oczekiwania na rozprawę i wydanie wyroku. Zwiększenie nakładów finansowych na sądownictwo oraz otwarcie zawodów prawniczych dla większej liczby absolwentów uczelni wyższych, a także podniesienie odpowiedzialności karnej i zawodowej za łamanie prawa przez sędziów, prokuratorów i adwokatów, doprowadzi do poprawienia jakości działania sądów powszechnych oraz do wyeliminowania z tego grona osób z przeszłością komunistyczną i zerwania częstych związków przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości ze światem przestępczym.

Policja Państwowa i pozostałe służby działające na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, powinny otrzymać na swoją działalność odpowiednie do potrzeb środki materialne. Nie może brakować im potrzebnego wyposażenia, środków transportu, łączności i broni. Należy zadbać o zapewnienie odpowiedniej infrastruktury, koniecznej zarówno do pełnienia służby, jak i do odbywania procesu szkolenia zawodowego. Należy podwyższyć płace policjantom, aby były adekwatne do odpowiedzialności i ponoszonego przez nich ryzyka. Sprawą równie ważną jest zapewnienie odpowiedniego poziomu moralnego funkcjonariuszy. W tym celu trzeba zaostrzyć kryteria naboru do służby, co przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń zapewni większą atrakcyjność zawodu policjanta i możliwość pozyskiwania kandydatów o lepszych predyspozycjach zawodowych i większej motywacji. Należy również usprawnić organizację tych służb, aby większa liczba funkcjonariuszy trafiła do pracy patrolowej i prewencyjnej wśród społeczeństwa. Policjanci muszą wyjść zza biurek, dlatego należy zmniejszyć wymogi biurokratyczne i uprościć procedury prawne. Dobrym rozwiązaniem, które poprawiłoby poczucie bezpieczeństwa jest wprowadzenie obowiązku noszenia mundurów przez policjantów, nie tylko pozostających w danej chwili na służbie, ale również udających się do pracy lub z niej powracających. Obecność większej liczby umundurowanych funkcjonariuszy na ulicach, w środkach transportu i innych miejscach publicznych, zobligowanych do interwencji w razie naruszania prawa, byłoby kolejnym czynnikiem prowadzącym do zwiększenia ładu i porządku w naszym kraju.

Konieczne jest również stworzenie silnego ośrodka koordynującego działalność wszystkich służb zajmujących się zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego, którym powinno być Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. W tym celu także dokonać niezbędnych zmian legislacyjnych oraz zlikwidować funkcję koordynatora ds. służb specjalnych, które powinny być podporządkowane bezpośrednio ministrowi spraw wewnętrznych. Można również wyłączyć administrację państwową ze struktury MSW, przekształcając ten resort w organ zajmujący się wyłącznie zapewnieniem porządku i bezpieczeństwa publicznego. Wspomniane rozwiązania doprowadzą do poprawy jakości działania całego resortu i wszystkich podległych mu służb oraz wyeliminują chaos kompetencyjny i szkodliwe antagonizmy, a także uproszczą proces zarządzania i zmniejszą wydatki na nadmiernie rozrośniętą biurokrację.

Kolejnym postulatem jest reforma systemu penitencjarnego. Wiadomym jest od dawna, że w obecnie obowiązującym systemie resocjalizacja skuteczna jest tylko w nielicznych przypadkach, praktycznie tylko wśród części drobnych przestępców. Więźniowie skazani prawomocnym wyrokiem, powinni odpokutować swoje winy wobec społeczeństwa. Stać się to może za pomocą pracy fizycznej wykonywanej przez skazanych, którzy powinni zarobić na swoje utrzymanie w zakładzie karnym, np. pracując przy budowie dróg, mostów, wałów przeciwpowodziowych itp. Przyniesie to znaczne korzyści polskiemu społeczeństwu, ponieważ tanim kosztem zostaną zbudowane, bądź naprawione rozmaite obiekty publiczne, a wykonywana przez nich praca zapewni lepsze wyniki w ich resocjalizacji. Zresztą nie może być tak jak dotychczas, że więźniowie wylegują się całymi dniami w swoich celach, korzystają z siłowni i telewizji, a koszt ich utrzymania przerasta wydatki na utrzymanie żołnierza Wojska Polskiego lub wychowanka domu dziecka. Taka sytuacja jest dłużej niemożliwa do zniesienia. Dlatego należy doprowadzić do stanu, w którym ludzie uczciwi nie będą musieli utrzymywać bandytów, złodziei czy chuliganów, którzy powinni sami zapracować na swoje potrzeby, a dodatkowo wnieść swój własny wkład pracy na rzecz społeczeństwa, któremu uprzednio szkodzili. Niezwykle ważną sprawą jest to, aby zapewnić odpowiednią liczbę miejsc w zakładach karnych, ponieważ przestępcy powinni być natychmiast po skazaniu prawomocnym wyrokiem odizolowani od społeczeństwa. Nie może dłużej trwać sytuacja, która słusznie bulwersuje całe społeczeństwo, gdy skazany przestępca pozostaje na wolności, ponieważ ze względu na brak miejsca w zakładach penitencjarnych oczekuje w kolejce na możliwość odbycia kary. Takie kuriozalne zjawiska prowadzą do upadku prestiżu i powagi państwa, ośmielają przestępców do dalszego łamania prawa i powodują spadek poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie, które coraz mniej ufa w zdolność organów państwowych do zapewnienia ładu publicznego.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że zapewnienie porządku i bezpieczeństwa publicznego powinno być jednym z podstawowych priorytetów w działaniu władz państwowych. Społeczeństwo, które nie ma poczucia bezpieczeństwa i czuje się stale zagrożone nie może się normalnie rozwijać. Natomiast wartość i sprawność państwa oraz jego organów oceniana jest między innymi poprzez zdolność do zapewnienia porządku na rządzonym przez siebie terytorium. Dlatego domagamy się podjęcia zdecydowanych działań w celu zapewnienia bezpieczeństwa publicznego i wydania zdecydowanej walki wszelkim patologiom, które zagrażają spokojnej egzystencji polskiego społeczeństwa i podcinają podstawy funkcjonowania naszego państwa. Wszelkie zmiany w tej dziedzinie możliwe są do przeprowadzenia, wymagają tylko dobrej woli rządzących i zapewnienia odpowiednich środków, które pozostają w dyspozycji rządu. Musimy zrobić wszystko, co tylko jest w naszej mocy, aby poprzez podniesienie sprawności i efektywności działania organów państwowych odpowiedzialnych za przestrzeganie prawa i utrzymanie bezpieczeństwa publicznego zapewnić odpowiednią ochronę społeczeństwu i podnieść autorytet Państwa Polskiego!

Gdańsk, dn. 14 stycznia 2007 roku.

Przewodniczący Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki


W sprawie patriotycznego wychowania polskiej młodzieży

Stanowisko Ligi Obrony Suwerenności

w sprawie patriotycznego wychowania polskiej młodzieży

Polska młodzież jest naszą przyszłością i od jakości jej wychowania zależy to, czy Naród Polski sprosta oczekującym go wyzwaniom. Dzisiaj dużo uwagi poświęca się edukacji młodych ludzi, słusznie zachęcając ich do wydajniejszej nauki i doskonalenia swoich kwalifikacji, ale przyglądając się temu zagadnieniu z szerszej perspektywy dochodzimy do wniosku, że proces kształcenia młodzieży pozbawiony jest niezwykle ważnego elementu, jakim było i jest wychowanie patriotyczne. Można bowiem na koszt państwa wykształcić rzesze dobrze wykwalifikowanych lekarzy, inżynierów, informatyków, itp., ale jeśli podatnicy ponoszą ciężar finansowy ich edukacji, to społeczeństwo ma prawo wymagać spłaty zaciągniętego przez nich długu.

Wielu młodych ludzi po ukończeniu swojej edukacji decyduje się na wyjazd za granicę w poszukiwaniu lepszej pracy i godniejszych warunków życia. Trudno ich winić za to, że chcą żyć lepiej niż ich rodzice i starają się o pracę u obcych, ponieważ często nie ma jej we własnym kraju. Ale niestety, często też jesteśmy świadkami wypowiedzi, które muszą szokować, zwłaszcza, gdy młody człowiek twierdzi, że nic go w kraju nie trzyma i nic nie jest winien Polsce, a w ogóle, to wstydzi się, że jest Polakiem. Jest to ewidentny przykład klęski naszego systemu edukacji narodowej, ponieważ zamiast wychować i wykształcić zastęp dobrze wykwalifikowanych, mądrych i miłujących Ojczyznę obywateli, wypuściliśmy w świat rzeszę egoistycznych groszorobów, pozbawionych poczucia jakiejkolwiek więzi z naszym narodem. Każdy ma prawo do poszukiwania możliwości poprawy swojej egzystencji, ale nikt nie ma prawa do poniżania swojego narodu, zwłaszcza, gdy zawdzięcza mu swoją edukację.

W świecie znane są rozwiązania, gdy państwo za publiczne pieniądze kształci swoich obywateli, ale najczęściej jest tak, że zaciągnięty dług jest przez nich odpracowywany w publicznych instytucjach, co uwalnia ich na przyszłość od zobowiązań z tytułu pobierania bezpłatnej edukacji. W naszym kraju nie dorobiliśmy się jeszcze tych słusznych z punktu widzenia interesu społecznego rozwiązań, a częsty brak jakiejkolwiek wdzięczności ze strony beneficjentów musi nam mocno doskwierać. Nasza młodzież zbyt często jest przeświadczona o tym, że wszystko się jej należy za darmo, a potem zamiast pracować w Polsce nad podniesieniem jej poziomu cywilizacyjnego i zamożności społeczeństwa, to wyjeżdża za granicę i pracuje nad pomnażaniem fortun zachodnich koncernów.

Za zły stosunek młodzieży do naszego państwa i brak u niej poczucia patriotyzmu odpowiedzialni są kreatorzy dotychczasowej polityki, bardzo często wywodzący się ze środowisk postkomunistycznych i kosmopolitycznych, którzy nie tylko nie widzieli potrzeby wychowania patriotycznego młodych Polaków, ale z rozmysłem czynili wszystko, aby przez kilkanaście lat nikt nie zatroszczył się o ich wychowanie. Polska szkoła ma obowiązek nie tylko uczyć, ale też wychowywać, a państwo odpowiedzialne jest za jakość tego wychowania. Jeśli w przyszłości mamy mieć pożytek z naszej młodzieży, to już dziś musimy ją chronić przed szkodliwym i demoralizującym wpływem kosmopolitycznej i antypolskiej propagandy, promującej dewiacje oraz postawy obojętności wobec patriotycznych obowiązków.

Liga Obrony Suwerenności opowiada się za wychowaniem młodego pokolenia Polaków w duchu patriotyzmu i miłości do Ojczyzny. Polska młodzież jest naszą przyszłością, dlatego domagamy się, aby była uczona od najmłodszych lat szacunku dla dokonań i tradycji Narodu Polskiego oraz żeby wpajano jej zasady wierności dla Rzeczypospolitej. Zawsze pragnęliśmy edukacji szanującej narodową przeszłość oraz przestrzegającej tradycyjnych polskich wartości. Pragnęliśmy szkoły wolnej od wpływów zdegenerowanych środowisk antypolskich. Dlatego domagamy się wprowadzenia w polskich szkołach wychowania patriotycznego jako obowiązkowego przedmiotu nauczania.

W proces wychowania patriotycznego dzieci i młodzieży powinny włączyć się wszystkie instytucje publiczne zajmujące się młodymi ludźmi, a także organizacje kościelne, sportowe, kulturalne itp. Środki masowego przekazu ze względu na ogromny wpływ, jaki wywierają na opinię publiczną, ponoszą również wielką odpowiedzialność za kształtowanie postaw nie tylko młodzieży, ale całego społeczeństwa. Dlatego należy eliminować z przekazów medialnych wszelkie treści antypolskie, poniżające Naród Polski i szerzące demoralizację oraz znieczulicę wobec obywatelskich obowiązków. Media działające w naszym kraju powinny uczyć szacunku dla Polski i dokonań Polaków, a jeśli prowadzą działalność sprzeczną z naszym narodowym interesem i poczuciem przyzwoitości, to powinny być pozbawione możliwości funkcjonowania na rynku medialnym.

Ministerstwo Edukacji Narodowej powinno kierować procesem wychowania patriotycznego dzieci i młodzieży oraz koordynować działania podejmowane w tym zakresie przez inne instytucje publiczne i społeczne. Należy sporządzić odpowiedni program edukacji patriotycznej, wyeliminować ze szkolnych podręczników kosmopolityczny i antypolski bełkot, a w kształceniu młodzieży położyć szczególny nacisk na nauczanie narodowej historii, polskiej literatury i ojczystego języka. W mediach publicznych powinny być częściej emitowane programy propagujące treści patriotyczne i uczące szacunku dla Polski i dokonań Polaków. Tylko, gdy wychowamy naszą młodzież w duchu patriotyzmu i miłości do Ojczyzny, możemy być spokojni o przyszłość Narodu i Państwa Polskiego. Młodzi Polacy będą wtedy rzadziej decydować się na emigrację zarobkową, a częściej włączać się w proces przemian w naszym kraju, co z pewnością przyniesie nam poprawę sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej, ponieważ drogą do rozwiązania naszych problemów nie jest bierność, rezygnacja lub ucieczka, lecz aktywność, pracowitość i odpowiedzialność.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności uważa, że wychowanie patriotyczne polskiej młodzieży musi być jednym z podstawowych zadań władz naszego państwa i jest doskonałą inwestycją, która w przyszłości przyniesie Polsce ogromne korzyści. Rada Polityczna wyraża również swoje poparcie dla wszelkich działań zmierzających do wprowadzenia w polskich szkołach wychowania patriotycznego dzieci i młodzieży oraz do wyrugowania niebezpiecznej propagandy, szerzonej przez środowiska liberalne i lewicowe.

Gdańsk, dn. 15 sierpnia 2006 roku.

Przewodniczący Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki