W sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego

Stanowisko Ligi Obrony Suwerenności

w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, proces ratyfikacji traktatu przyjętego w Lizbonie 13 grudnia 2007 roku stał się przedmiotem targów i rozgrywek, między głównymi siłami politycznymi w parlamencie i prezydentem Rzeczypospolitej. Zamiast merytorycznej debaty i ogólnonarodowego referendum zaprezentowano polskiemu społeczeństwu żenujące widowisko, w którym nie było ani przez chwilę mowy o naszym interesie narodowym, zagrożeniach i stratach wynikających z zatwierdzenia powyższego traktatu. Za to pełno było kłamliwej propagandy, politycznych pyskówek i partyjnego partykularyzmu. Wreszcie, podczas spotkania w Juracie, zostało zawarte porozumienie między prezydentem Lechem Kaczyńskim, a premierem Donaldem Tuskiem, które regulowało sposób ratyfikacji traktatu i nowy podział kompetencji w sprawach polityki zagranicznej pomiędzy obydwoma ośrodkami władzy. Inicjatorom tej szopki chodziło jedynie o załatwienie swoich politycznych interesów i realizację brukselskiej dyrektywy, która nakazywała przeprowadzenie ratyfikacji przez parlament i zapobieżenie ewentualnemu referendum w tej sprawie.

Sejm, jak zwykle uległy wobec Brukseli, w cyniczny sposób pozbawił polskie społeczeństwo prawa głosu w kwestii, która ma niebagatelne znaczenie dla przyszłości nas wszystkich. Przytłaczającą liczbą głosów zdecydowano w Sejmie i w Senacie o ratyfikacji traktatu bez referendum. Później już prawie przez aklamację, przy niewielu głosach sprzeciwu, przegłosowano jego ratyfikację. Zastanawiająca była też całkowita zgodność wszystkich ugrupowań parlamentarnych, których liderzy z wielkim zapałem namawiali Polaków do akceptacji podjętej przez nich decyzji. Dziwi również pośpiech, z jakim przeprowadzono ratyfikację, pomimo głosów zalecających oczekiwanie na wynik jedynego referendum, jakie miało się odbyć w Irlandii.

Fakt, że Irlandczycy nie ulegli presji Unii, która za wszelką cenę chciała uniknąć klęski, jaka spotkała ją wcześniej we Francji i Holandii, wystawia im jak najlepsze świadectwo dojrzałości politycznej i dbałości o własne interesy. Natomiast sam wynik referendum z 12 czerwca 2008 roku, w którym 53,4% Irlandczyków głosowało za odrzuceniem traktatu lizbońskiego, zdemolował politykę unijną. Świadectwem wielkiej hańby polskich polityków jest ich owczy pęd do spełniania wszelkich zachcianek brukselskich decydentów, bez oglądania się na okoliczności i narodowe interesy. Irlandczycy uratowali Europę od próby zniewolenia jej przez unijne salony i wykazali po raz kolejny, po Francuzach i Holendrach, że wolne narody europejskie mają zgoła odmienne zdanie od swoich polityków, w kwestii dalszego pogłębiania tzw. integracji europejskiej. Jeśli tylko społeczeństwa europejskie mają okazję do zdecydowania o swoim losie, to zawsze wybierają suwerenność państwową i wolność podejmowania decyzji w sprawach, które ich dotyczą. Odrzucają natomiast parlamentarne szwindle i polityczny dyktat. I to jest właśnie dowód wyższości demokracji bezpośredniej nad parlamentarnymi gierkami, czego właśnie Bruksela nie może znieść. Dlatego robiono wszystko, co było w ich mocy, aby uniknąć ewentualności referendum. W przypadku Irlandii to nie wystarczyło i społeczeństwo tego kraju, głosując przeciw, pogrzebało na jakiś czas sprawę traktatu. Musimy być jednak świadomi tego, że determinacja unijnych biurokratów jest tak wielka, iż z całą pewnością podejmą w najbliższym czasie kolejną próbę urzeczywistnienia swoich chorych wizji.

W związku z tym Unia wywiera zwiększone naciski na Irlandię w kwestii ponowienia próby ratyfikacji i na pozostałe państwa, które jeszcze nie ratyfikowały traktatu, w sprawie dokończenia tego procesu. W takiej sytuacji nabiera szczególnej wagi fakt, że prezydent Rzeczypospolitej, nie złożył jeszcze podpisu pod traktatem i że jego ewentualna odmowa podpisania go mogłaby zachęcić pozostałe kraje europejskie do porzucenia procesu ratyfikacji traktatu lizbońskiego, co zadałoby decydujący cios jego zwolennikom.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności wyraża swoje obawy, co do ewentualnej decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zwłaszcza, że jego polityczne zaplecze, kierowane przez byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego, opowiada się zdecydowanie za traktatem lizbońskim, czego przykładem było zachowanie jego partii podczas głosowania w parlamencie. Pomimo to, wzywamy prezydenta Rzeczypospolitej do tego, aby nie podpisywał wspomnianego traktatu i przerwał w ten sposób proces jego ratyfikacji.

Jednocześnie Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności wyraża swoje zdecydowane oburzenie żenującą postawą parlamentarzystów i rządu, którzy sami nie mając większego pojęcia o zapisach traktatu, pozbawili społeczeństwo jakiejkolwiek informacji na jego temat oraz odebrali mu prawo głosu w sprawie ratyfikacji. Uniemożliwili jakąkolwiek merytoryczną debatę nad zapisami traktatu i zamknęli usta jego przeciwnikom, a w końcu podjęli nieodpowiedzialną i szkodliwą decyzję. Uważamy, że do podejmowania tak ważnych z punktu widzenia interesów naszego państwa decyzji uprawniony jest wyłącznie Naród Polski.

Rada Polityczna Ligi Obrony Suwerenności odrzuca ratyfikowany przez polski parlament traktat lizboński, jako szkodliwy i niebezpieczny dla żywotnych interesów Państwa Polskiego oraz oświadcza, że rządząca Polską klasa polityczna skompromitowała się postawą całkowitej uległości wobec unijnego dyktatu. Dlatego straciła w naszej opinii moralne prawo do podejmowania jakichkolwiek decyzji w imieniu Narodu Polskiego.

Gdańsk, dn. 30 sierpnia 2008 roku.

Przewodniczący Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

Comments are closed.