W sprawie odebrania prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego

O Ś W I A D C Z E N I E

Zarządu Głównego Ruchu Patriotycznego

w sprawie odebrania prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego

W stosunkach polsko-ukraińskich istnieje sporo trudnych do przezwyciężenia problemów, które uniemożliwiają normalną współpracę między naszymi państwami, a jedną z najpoważniejszych przeszkód na drodze do porozumienia są zaszłości historyczne. Pomimo tego, że tzw. polska klasa polityczna od wielu lat przyjmuje całkowicie uległą postawę wobec Ukraińców, to nie można powiedzieć, że ci odwzajemniają się tym samym i szanują wrażliwość historyczną Polaków. Dotyczy to szczególnie banderyzmu szerzącego się na Ukrainie, który początkowo był zjawiskiem marginalnym i propagowanym przez ugrupowania ekstremistyczne, ale w ostatnim czasie rozwinął się do rozmiarów wszechobecnego kultu państwowego. Stało się to dzięki poparciu ze strony tamtejszych polityków oraz środowisk kościelnych i naukowych, bo to oni właśnie wprowadzili zbrodniarzy z OUN i UPA do ukraińskiego panteonu bohaterów narodowych.

Prekursorem probanderowskiego zwrotu w polityce władz ukraińskich był prezydent Wiktor Juszczenko, jeden z liderów pomarańczowej rewolucji, który 20 stycznia 2010 roku nadał Stepanowi Banderze tytuł „Bohatera Ukrainy”. Od tej pory zaczęła się szokująca „moda” na propagowanie zbrodniczej ideologii banderyzmu i publiczne celebrowanie zwyrodnialców z UPA. W wielu ukraińskich miejscowościach powstały pomniki i muzea ku ich czci, a najkrwawsi zbrodniarze stali się patronami ulic i szkół. Ukraińskie dzieci uczą się alfabetu na podstawie historii OUN-UPA, z podręcznika nasyconego banderowską symboliką, która Polakom kojarzy się jednoznacznie z ludobójstwem i okrucieństwem. Ukraińscy historycy lansują zaś fałszywą tezę o tym, że banderowcy skupiali się na walce z sowieckim imperializmem, a przemilczają lub bagatelizują zbrodnie popełnione na bezbronnej ludności polskiej. Inwazja wojsk rosyjskich na Ukrainę dała nowy impuls do rozwoju tych niebezpiecznych tendencji, bo niezwykle spopularyzowała się wśród ukraińskich żołnierzy symbolika banderowska, a nawet hitlerowska, natomiast czerwono-czarna flaga stała się faktycznie drugą oficjalną flagą państwową.

Jednak ostatnio to prezydent Wołodymyr Zełenski przekroczył wszelkie granice naszej wytrzymałości, gdy dekretem z dnia 27 maja 2026 roku nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Zbrojnych Ukrainy imię „Bohaterów UPA”. W dodatku uczestnicząc 25 maja w ponownym pochówku sprowadzonego z Luksemburga jednego z przywódców OUN i hitlerowskiego kolaboranta Andrija Melnyka na Narodowym Cmentarzu Wojskowym w Kijowie, zapowiedział, że wkrótce na Ukrainę zostaną sprowadzone szczątki kolejnych działaczy nacjonalistycznych, w tym pierwszego szefa OUN Jewhena Konowalca i samego Stepana Bandery. W ten sposób pod auspicjami kancelarii prezydenckiej ma powstać Panteon Wybitnych Ukraińców, jako ważny element w budowie nowej ukraińskiej tożsamości narodowej, mającej niestety wybitnie szowinistyczny i antypolski charakter. Wiele wskazuje na to, że te skandaliczne decyzje podjęte przez Zełenskiego nie wynikają z braku wyobraźni politycznej lub niewiedzy, ale są świadomą i wyrachowaną grą prowadzoną na użytek wewnętrznej polityki ukraińskiej. Flirt z banderowcami i celowe prowokowanie Polaków ma bowiem odwrócić uwagę społeczeństwa ukraińskiego od afer korupcyjnych, w które zamieszane jest najbliższe otoczenie Zełenskiego i ma podreperować jego słabnące notowania. Jednak w ten sposób bardzo szkodzi państwu ukraińskiemu oraz „dostarcza najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie”.

W reakcji na skandaliczną decyzję Zełenskiego o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki, oświadczył, że będzie wnioskował o odebranie prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego. Posiedzenie Kapituły odbędzie się 8

czerwca 2026 roku i wtedy ma być podjęta decyzja o odebraniu tego wyróżnienia, które w 2023 roku Zełenski otrzymał z rąk prezydenta Andrzeja Dudy – „w uznaniu [jego] znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka”. Niestety, czas pokazał, że prezydent Zełenski dopuścił się haniebnego czynu, wskutek którego stał się on niegodnym posiadania tego orderu. Zapracował na to swoją antypolską postawą, szkodzeniem naszym interesom oraz ingerencją w sprawy wewnętrzne państwa polskiego, a publicznym gloryfikowaniem zbrodniarzy z UPA napluł w twarz wszystkim Polakom, stając się w naszych oczach jedynie butnym żydobanderowcem.

Dlatego Ruch Patriotyczny popiera inicjatywę dotyczącą odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego i zwraca się z apelem do członków Kapituły o głosowanie za wnioskiem prezydenta Karola Nawrockiego. Nie będzie to jedynie gest symboliczny, ponieważ w ten sposób zamanifestujemy swój stanowczy sprzeciw wobec zakłamywania historii i propagowania zbrodniczej ideologii banderyzmu. Przyczyni się to także do otrzeźwienia decydentów politycznych w naszym kraju, którzy wreszcie przestaną traktować Polskę jak gospodarstwo pomocnicze Ukrainy.

Ruch Patriotyczny domaga się również od polskich władz podjęcia energicznych działań w celu zabezpieczenia naszych żywotnych interesów w relacjach z Ukraińcami, ograniczenia rozmiarów pomocy udzielanej państwu ukraińskiemu, penalizacji propagowania banderyzmu w Polsce oraz wycofania poparcia dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, bo jak słusznie stwierdził prezydent Nawrocki: „Zełenski udowodnił, że Ukraina pod względem mentalnym oraz gloryfikowania bandytów, morderców z Ukraińskiej Powstańczej Armii nie jest gotowa, aby być częścią rodziny europejskiej”.

Gdańsk, dn. 3 czerwca 2026 roku

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W sprawie umowy zawartej przez Unię Europejską z krajami bloku Mercosur

STANOWISKO

Ruchu Patriotycznego

w sprawie umowy zawartej przez Unię Europejską z krajami bloku Mercosur

W dniu 9 stycznia 2026 roku Rada Unii Europejskiej wyraziła zgodę na sfinalizowanie negocjowanej od 25 lat umowy handlowej z krajami Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj). Stało się to pomimo sprzeciwu części państw członkowskich (Francji, Polski, Węgier, Austrii i Irlandii) i wstrzymania się od głosu Belgii. W dodatku Włochy nieoczekiwanie zmieniły front, bowiem dały się skorumpować Niemcom i Komisji Europejskiej i poparły to porozumienie. W konsekwencji nie udało się zbudować tzw. mniejszości blokującej i ostatecznie umowa została przegłosowana większością kwalifikowaną (55% państw członkowskich, reprezentujących 65% ogółu ludności UE). Rada Unii Europejskiej przyjęła też sprytną strategię, ponieważ podzieliła mechanizm zatwierdzenia tego porozumienia na dwa równoległe procesy: pierwszy dotyczy szerokiej umowy partnerskiej (EMPA), drugi zaś umożliwia zawarcie Tymczasowej Umowy Handlowej (ITA). Ta druga umowa należy do wyłącznych kompetencji brukselskich biurokratów i nie wymaga ratyfikacji przez parlamenty narodowe, natomiast do formalnego usankcjonowania całego pakietu potrzebna będzie zgoda Parlamentu Europejskiego. ITA zakłada natychmiastowe zniesienie większości barier celnych między obydwoma obszarami gospodarczymi. Rozwiązanie to ma samodzielnie funkcjonować aż do momentu wejścia w życie EMPA, co wychodzi naprzeciw oczekiwaniom niemieckiego przemysłu i południowoamerykańskich agroholdingów. W związku z tym, 17 stycznia 2026 roku delegacja Komisji Europejskiej pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen udała się do Paragwaju i podpisała umowę z blokiem państw Mercosur, co otwiera drogę do wdrożenia jej części handlowej z pominięciem przewlekłego procesu procedowania całej EMPA.

Bruksela w triumfalistycznym tonie ogłosiła, że w wyniku podpisania umowy z Mercosur powstanie największa na świecie strefa wolnego handlu obejmująca ponad 700 milionów ludzi i rynek wart prawie 20% światowego PKB. Doprowadzi to do zniesienia ceł na 90% towarów, na czym w UE najbardziej skorzysta przemysł samochodowy, maszynowy, metalurgiczny, chemiczny i farmaceutyczny, czyli najważniejsze branże niemieckiej gospodarki, które uzyskają dostęp do tańszych surowców i nowych rynków zbytu. W krajach Mercosur najwięcej zyska sektor rolny i produkcji żywności, co stanie się kosztem europejskich rolników, w tym oczywiście polskich, którzy będą musieli zmniejszyć lub wygasić swoją produkcję. Wbrew unijnej propagandzie, kwestia ta nie sprowadza się wyłącznie do zalewu europejskiego rynku przez wybrane produkty takie jak: wołowina, drób, cukier, soja czy kukurydza, bowiem wielkie południowoamerykańskie holdingi mogą rozszerzyć zakres oferowanego asortymentu, również o żywność przetworzoną, co będzie możliwe dzięki wsparciu kapitałowemu i technologicznemu dostarczonemu przez niemieckich potentatów przemysłowych.

Polscy producenci rolni, którzy od kilku lat zmagają się z nieuczciwą konkurencją ze strony ukraińskich oligarchów, korzystających z rozlicznych preferencji przyznanych im przez Brukselę, po wejściu w życie umowy z Mercosur zostaną wzięci w podwójne kleszcze, co może doprowadzić nasze rolnictwo do całkowitego upadku. Udział sektora rolno-spożywczego w polskim PKB wynosi obecnie około 3% i odpowiada on za ponad 15% polskiego eksportu. W naszym rolnictwie według danych za rok 2024 zatrudnionych było około 1,2 mln osób, czyli 8,4% ogółu pracujących Polaków, a kolejne 3 miliony pracuje w przemyśle przetwórczym. Sektor rolno-spożywczy jest więc niezwykle istotną gałęzią polskiej gospodarki, która generuje znaczne przychody do budżetu państwa i stanowi podstawę utrzymania dla bardzo wielu polskich rodzin. Działania brukselskich biurokratów są zatem nieakceptowalne dla Polski, gdyż w interesie niemieckich przemysłowców dokonują zamachu na podstawy egzystencji naszego rodzimego rolnictwa. Trzeba też podkreślić, że problemem nie jest wyłącznie potencjalny zalew polskiego rynku przez tańsze produkty z Ameryki Południowej, dystrybuowane za pośrednictwem zagranicznych sieci handlowych, ale również zjawisko wypychania naszej żywności z rynku Unii Europejskiej, gdzie sprzedajemy aż 75% naszego eksportu rolno-spożywczego.

Opisywana umowa wzbudziła silny opór ze strony europejskich rolników, którzy obawiają się utraty konkurencyjności na unijnym rynku, bowiem żywność w państwach Mercosur jest wytwarzana przy znacznie mniej rygorystycznych normach środowiskowych i sanitarnych, niż te obowiązujące w UE. W pełni uzasadnione są także obawy dotyczące bezpieczeństwa konsumentów, ponieważ kraje południowoamerykańskie w produkcji rolnej używają substancji zakazanych w Europie, stosują znacznie wyższe dawki glifosatu i pestycydów oraz masowo produkują żywność genetycznie modyfikowaną (GMO). W hodowli zwierzęcej stosowane są tam powszechnie hormony wzrostu, bo jest ona nastawiona na przemysłową produkcję na eksport. Dlatego nie dba się tam o dobrostan zwierząt, do czego z kolei przywiązuje się wielką wagę w UE. Podstawowym problemem umowy z Mercosur jest więc rażąca asymetria w standardach produkcji rolnej, ponieważ rolnictwo w Ameryce Południowej funkcjonuje w zupełnie innych realiach prawnych, środowiskowych i sanitarnych niż w Unii Europejskiej. Dlatego po wejściu w życie tej umowy położenie polskiego rolnika stanie się niezwykle ciężkie, bo będzie on musiał spełniać rygorystyczne normy unijne, ponosić koszty Zielonego Ładu, ograniczeń środowiskowych i biurokracji, a jednocześnie zostanie zmuszony do konkurowania z towarem wytwarzanym taniej, szybciej i bez porównywalnych obciążeń. To nie jest wolny rynek, lecz instytucjonalnie zalegalizowana nierówność! W dodatku brukselscy biurokraci łamią zasadę, którą od lat głosili, że żywność powinna pokonywać jak najkrótszą drogę „od pola do stołu”. Jednak, kiedy gra toczy się o zabezpieczenie interesów niemieckich przemysłowców, to dla tych hipokrytów ochrona środowiska i klimatu nagle przestaje się liczyć i nie mają oni już nic przeciwko temu, żeby wołowinę transportować przez tysiące kilometrów statkami napędzanymi mazutem.

Umowa handlowa z państwami Mercosur przedstawiana jest przez jej zwolenników jako krok w stronę „wolnego handlu” i „wzmocnienia konkurencyjności europejskiej gospodarki”. W rzeczywistości jednak dla krajów takich jak Polska nie jest ona korzystna, ponieważ przenosi ciężar kosztów na rolnictwo europejskie. Służy zaś wyłącznie wzmocnieniu kondycji podupadającego przemysłu niemieckiego i realizacji imperialnych wizji brukselskich biurokratów, którzy poprzez forsowanie pogłębionej centralizacji i całkowite ubezwłasnowolnienie państw narodowych, chcą wziąć udział w rywalizacji największych światowych potęg ekonomicznych o prymat na globalnym rynku. Umowa z Mercosur to brutalny dumping zalegalizowany polityczną decyzją Komisji Europejskiej, która, uzurpując sobie bezprawnie rolę „europejskiego rządu”, realizuje patologiczny model zarządzania „wspólnotą”, polegający na tym, że centrum zarabia, a peryferie ponoszą koszty społeczne. Ukazuje też brutalną prawdę o polityce UE traktującej rolnictwo jako sektor wymienny, który można poświęcić w imię zabezpieczenia interesów niemieckich koncernów przemysłowych, będących od zawsze w centrum uwagi brukselskich komisarzy. Praktyka ta w oczywisty sposób łamie zapisy unijnych traktatów, które miały zagwarantować równe traktowanie wszystkim państwom członkowskim i ochronę ich żywotnych interesów. Bruksela jednak, w przypadku umowy z Mercosur, nie tylko faworyzuje Niemcy kosztem pozostałych państw członkowskich, ale także dopuszcza do wspólnego rynku kraje spoza Unii, którym zapewnia szczególne uprzywilejowanie.

Bardzo niepokojące jest też łamanie demokratycznych reguł w procesie decyzyjnym, ponieważ opisywane porozumienie jest forsowane pomimo sprzeciwu europejskich środowisk rolniczych i wielu państw członkowskich, których protesty są ignorowane przez unijnych biurokratów. Decyzje podejmowane są w zaciszu brukselskich gabinetów, w logice geopolitycznych ambicji i ideologii globalizmu, bez uwzględnienia realnych kosztów społecznych, które są przerzucane tylko na niektóre państwa członkowskie. Proponowane klauzule ochronne i tzw. hamulce bezpieczeństwa są niewystarczającym zabezpieczeniem dla europejskich rolników, a w dodatku o ich zastosowaniu zdecyduje arbitralnie Bruksela. Pomimo tego, że 21 stycznia 2026 roku Parlament Europejski niewielką liczbą głosów zdecydował o poparciu wniosku w sprawie skierowania umowy handlowej z Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości UE, aby sprawdzić zgodność porozumienia z unijnymi traktatami, to jego zatwierdzenie odwlecze się tylko na pewien czas. W tej kwestii swoje oburzenie wyraził już zresztą niemiecki kanclerz Friedrich Merz, który oświadczył, że nie zgadza się z tą decyzją i że „porozumienie musi mimo wszystko wejść w życie”. Bruksela jak zwykle wsłuchała się w głos berlińskiej wyroczni i Ursula von der Leyen oświadczyła, że „istnieje wyraźny interes, by umowa handlowa z Mercosurem weszła w życie jak najszybciej” oraz że „KE ma jednak możliwość wdrożenia umowy tymczasowo, bez ratyfikowania jej przez PE”. Dodała też, że „aby można ją było tymczasowo wdrożyć, stosowne decyzje musi podjąć choć jedno z państw Mercosuru”. Dopinguje ją do tego szef Rady Europejskiej Antonio Costa, bo jego zdaniem „państwa członkowskie, podejmując decyzję w sprawie umowy, nie tylko udzieliły pozwolenia na jej podpisanie przez KE, ale także na jej tymczasowe stosowanie”. Jeśli więc von der Leyen zdecyduje się pójść drogą łamania unijnych procedur i nie będzie czekać z realizacją umowy z Mercosur na decyzję TSUE, to dopuści się rażącego nadużycia uprawnień, co może mieć dla niej i innych odpowiedzialnych za to brukselskich biurokratów przykre konsekwencje prawne. Tymczasem jednak mocno uaktywnia się lobbing największych graczy, a zapłacić za tą szkodliwą politykę mają obywatele dyskryminowanych państw członkowskich.

Ruch Patriotyczny wielokrotnie przestrzegał przed zagrożeniami płynącymi z członkostwa Polski w Unii Europejskiej, ale „polscy” politycy zaślepieni unijną propagandą, obciążeni kompleksem niższości i karmieni brukselskimi dietami, byli głusi na głos rozsądku. Już w 2003 roku ostrzegaliśmy, że „dostosowując nasz kraj do tzw. standardów unijnych, brukselska agentura przygotowuje likwidację naszej państwowości i upadek gospodarki oraz szykuje nam rolę lokajów w Europie, a wszystko to w imię fałszywych iluzji i za cenę kilkuset stołków w Brukseli”. Zgodnie z naszymi przewidywaniami podpisany traktat akcesyjny nie stał się ani korzystnym, ani trwałym fundamentem współpracy, lecz uległ licznym modyfikacjom, tak, że dzisiaj niejeden zwolennik członkostwa Polski w UE, krzyczy w panice, że „nie do takiej Unii wstępowaliśmy!”. Ruch Patriotyczny sprzeciwiał się także ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który otworzył drogę do centralizacji Unii Europejskiej i marginalizacji państw członkowskich, czego wymownym przykładem jest procedowana obecnie umowa z Mercosur. To właśnie jego postanowienia umożliwiają brukselskiej biurokracji robienie szwindli bez oglądania się na sprzeciw zagrożonych państw narodowych, wystarczy tylko, że Niemcy, faktycznie rządzące Unią, kupią sobie wystarczającą większość i przegłosują każdą korzystną dla siebie decyzję. Ruch Patriotyczny już dawno temu wskazywał na to, że „takiego tworu jak Unia Europejska nie można zreformować, ponieważ jej funkcjonowanie opiera się na fałszywych przesłankach, a podstawą jej działania jest zniewolenie suwerennych państw Europy”. Nigdy „nie akceptowaliśmy wcielenia Polski do Unii, tym bardziej nie zaakceptujemy narzucanego nam obcego i szkodliwego prawa unijnego oraz hegemonii Niemiec w Europie”. Dlatego z coraz większym niepokojem obserwujemy jak politycy rządzący Polską kompromitują się postawą całkowitej uległości wobec unijnego dyktatu. Dotychczasowa praktyka działania „polskich” rządów, które tchórzliwie akceptowały narzucane nam coraz gorsze warunki funkcjonowania w Unii oraz spolegliwa postawa parlamentarzystów, którzy bez oporu implementują wszelkie szkodliwe dla naszego kraju dyrektywy, budzi nasze uzasadnione obawy o bezpieczną przyszłość narodu i państwa polskiego. Tym bardziej, że tak jak w przeszłości „polscy” politycy głosujący za ratyfikacją traktatu lizbońskiego nie mieli większego pojęcia o jego zapisach i możliwych konsekwencjach jego wdrożenia, tak obecnie minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL-u, odpowiadający za politykę rolną w rządzie Donalda Tuska, przyznał z rozbrajającą szczerością, że nie przeczytał w całości umowy z Mercosur, bo ma ona około 3 tysiące stron oraz że w zasadzie to spośród „polskich” polityków nikt jej nie zna, a jej ostateczny kształt wciąż się formuje. Ten porażający przykład arogancji i głupoty powinien być otrzeźwiającym sygnałem dla Polaków, którzy muszą sobie wreszcie uświadomić, że rządzą nami niekompetentni szkodnicy, którzy zamiast dbać o nasze narodowe interesy, to prześcigają się jedynie w spełnianiu wszelkich zachcianek brukselskich decydentów. Dlatego nie mają oni moralnego prawa do reprezentowania Polski i Polaków na forum międzynarodowym. W przyszłości muszą być także pociągnięci do odpowiedzialności karnej, bo nie robią nic, żeby blokować szkodliwe dla polskiej gospodarki rozwiązania forsowane w Unii Europejskiej.

Umowa handlowa UE–Mercosur stanowi poważne zagrożenie dla interesów Rzeczypospolitej Polskiej. Jej konstrukcja oraz przewidywane skutki gospodarcze i społeczne pokazują wyraźnie, że nie jest to porozumienie równoważne dla wszystkich państw członkowskich. Polska, jako gospodarka o silnym rolnictwie opartym na rodzinnych gospodarstwach, znalazła się w grupie państw, które poniosą największe koszty jej wdrożenia. Rolnictwo w unijnej układance traktowane jest bowiem jako koszt uboczny i sektor, który można poświęcić i wygasić, w imię interesów globalnych koncernów. Tymczasem nasze rodzime rolnictwo nie jest dodatkiem do państwa polskiego, ale jego fundamentem, ponieważ kraj, który rezygnuje z produkcji własnej żywności, w istocie rezygnuje ze swojej suwerenności. Dlatego osłabianie krajowej produkcji rolnej poprzez otwieranie rynku na masowy import z odległych regionów świata zwiększa zależność Polski od zewnętrznych dostawców i obniża naszą odporność na kryzysy geopolityczne, logistyczne i klimatyczne. Polska nie występuje w tej umowie jako równorzędny partner, lecz jako rynek zbytu, a taki model pogłębia jedynie strukturalne różnice rozwojowe wewnątrz UE oraz utrwala podział na centrum i peryferie. W tej sytuacji polscy rolnicy, objęci rygorystycznymi regulacjami unijnymi oraz kosztami transformacji klimatycznej, zostaną rzuceni na pastwę nieuczciwej konkurencji zagranicznej. W praktyce oznacza to silną presję cenową, spadek opłacalności produkcji i zagrożenie dla tysięcy gospodarstw rodzinnych, co przyczyni się do zniszczenia lokalnych łańcuchów dostaw, obniżenia jakości produkcji i utraty dużej liczby miejsc pracy. Nie możemy sobie pozwolić na taką krótkowzroczność, bo rolnictwo jest jednym z fundamentów naszego bezpieczeństwa, a także stanowi ważny element wzmacniający stabilność społeczną i ciągłość kulturową narodu polskiego. Jest też częścią realnej gospodarki, a nie tylko pozycją w statystykach unijnych biurokratów.

Ruch Patriotyczny uważa, że Polska, która ma potencjał produkcyjny i tradycję rolną, powinna wzmacniać własne zaplecze żywnościowe, a nie wystawiać je na zewnętrzną presję dumpingową. Ochrona własnego rynku nie jest tożsama z nieuzasadnionym protekcjonizmem, czy izolacjonizmem, tylko stanowi wyraz realistycznej troski o interes rodzimych rolników oraz dobro wszystkich Polaków. Wolny handel nie może oznaczać rezygnacji z własnej produkcji, degradacji rolnictwa i podporządkowania się interesom najsilniejszych graczy. Polityka handlowa musi służyć naszemu państwu i jego obywatelom, a nie zmanipulowanym statystykom wzrostu i korporacyjnej chciwości. Dlatego stanowisko polskich władz wobec umowy Unii Europejskiej z krajami Mercosur powinno być jednoznaczne i zdecydowane, bo spór, który się wokół niej toczy, dotyczy nie szczegółów technicznych, lecz kwestii fundamentalnych – zdecyduje on bowiem o tym, czy Polska będzie nadal producentem żywności, czy już tylko jej rynkiem zbytu i konsumpcji.

Ruch Patriotyczny domaga się od polskich władz zdecydowanego odrzucenia porozumienia podpisanego przez Komisję Europejską z krajami Mercosur oraz podjęcia stosownych działań w celu zablokowania wejścia w życie zapisów Tymczasowej Umowy Handlowej (ITA), która umożliwia otwarcie unijnego rynku z pominięciem procesu ratyfikacji. Postawa polityków rządzących Polską wobec umowy z Mercosurem jest testem ich odpowiedzialności i lojalności wobec państwa polskiego, który wykaże, czy potrafią postawić interes własnych rolników ponad interesem niemieckiego przemysłu i brukselskiej ideologii „wolnego” handlu, czy też już całkowicie sprzedali się za wygodne posadki i unijne diety.

Gdańsk, dn. 30 stycznia 2026 roku.

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki


W obronie prawdy o ludobójstwie ukraińskim dokonanym na Polakach zamieszkujących Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej Polskiej

OŚWIADCZENIE

Zarządu Głównego Ruchu Patriotycznego

w obronie prawdy o ludobójstwie ukraińskim dokonanym na Polakach zamieszkujących

Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej Polskiej

4 czerwca 2025 roku Sejm uchwalił ustawę „o ustanowieniu 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej”. Za przyjęciem tej ustawy głosowało 435 posłów, nikt nie był przeciw, a jeden poseł wstrzymał się od głosu. Senat zatwierdził ją bez poprawek, a po podpisaniu przez Prezydenta Andrzeja Dudę, weszła w życie z dniem 5 lipca 2025 roku, ustanawiając nowe święto państwowe. Wybrana data upamiętnia Krwawą Niedzielę, która miała miejsce 11 lipca 1943 roku. W tym dniu nastąpiło apogeum zbrodni ukraińskiej na bezbronnej ludności polskiej, kiedy to krwiożercze bandy UPA, wspierane przez chłopów ukraińskich, zaatakowały równocześnie około 100 polskich miejscowości na Wołyniu.

Ruch Patriotyczny z satysfakcją odebrał decyzję polskiego parlamentu, a w szczególności prawie jednogłośne jej podjęcie, co wobec wcześniejszej postawy tzw. elity politycznej stanowi pozytywne zaskoczenie dla środowisk kresowych i patriotycznych, które od dziesięcioleci walczą o godne upamiętnienie ofiar Rzezi Wołyńskiej. W przeszłości często mieliśmy do czynienia z tchórzostwem polityków, którzy łatwo ulegali presji wpływowego lobby ukraińskiego, co skutkowało brakiem stosownej reakcji na nasze postulaty oraz próbami zamilczenia i zakłamania tej ohydnej zbrodni przeciwko ludzkości. W końcu, po wielu latach, starania ludzi dobrej woli, którym chodziło „nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę”, zostały zauważone przez najwyższe władze w naszym państwie. Stało się to dzięki konsekwentnym działaniom środowisk kresowych i patriotycznych oraz rozpowszechnianej przez nie wiedzy o tych straszliwych wydarzeniach, która zaczęła coraz szerzej docierać do opinii publicznej. Wobec wzrastającej świadomości społecznej, politycy nie mogli już dłużej zachowywać biernej postawy i tłumaczyć się koniecznością utrzymania „dobrych” stosunków z Ukrainą. Otrzeźwiającym dla nich mogło być też niewdzięczne zachowanie władz państwa ukraińskiego, które, zmagając się z inwazją rosyjską i otrzymując ogromne wsparcie od Polski, nie wykonało żadnych działań, aby zadośćuczynić polskim oczekiwaniom w sprawie godnego uczczenia i pochówku ofiar ludobójstwa ukraińskiego.

Pomimo deklarowanej przez Ukraińców chęci dokonania ekshumacji pomordowanych Polaków, prace wykonano dotychczas tylko w Puźnikach w obwodzie tarnopolskim, gdzie w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku nacjonaliści ukraińscy wymordowali 120 kobiet, mężczyzn i dzieci. Wydano też zgodę na ekshumacje polskich żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku w bitwie stoczonej z wojskami niemieckimi pod Zboiskami koło Lwowa. Jednak nadal nie możemy się doczekać rozpoczęcia poszukiwań szczątków naszych rodaków na Wołyniu, gdzie skala zbrodniczego procederu była największa. W zamian za to MSZ Ukrainy wystosowało oświadczenie krytycznie oceniające ustawę sejmową z 4 czerwca 2025 roku, jako „sprzeczną z duchem dobrosąsiedzkich stosunków między Ukrainą a Polską”. Powołano też nowego szefa ukraińskiego IPN, Ołeksandra Ałfiorowa, historyka i oficera 3. Brygady Szturmowej wywodzącej się z Pułku „Azow”, który wcześniej relatywizował rolę kolaboracyjnej formacji ochotniczej – 14 Dywizji Waffen-SS „Galizien”, obciążonej licznymi zbrodniami na Polakach w Małopolsce Wschodniej i na Lubelszczyźnie w 1944 roku, w tym w Hucie Pieniackiej. 

W świetle tych faktów i wcześniejszych doświadczeń trudno oczekiwać od strony ukraińskiej uczciwego podejścia do uregulowania spornych spraw historycznych, które stanowią zarzewie konfliktu między naszymi narodami. Nie możemy się bowiem zgodzić na relatywizowanie zbrodni ukraińskich i zrównywanie ofiar z katami. Nie ma także naszej akceptacji dla gloryfikacji zbrodniarzy, których kult kwitnie na Ukrainie, o czym świadczy używana tam powszechnie symbolika banderowska i wszechobecne pomniki krwawych rezunów z UPA. Ukraińcy od dawna starają się ukryć niewygodne dla nich fakty, bo zapewne obawiają się podważenia kultu UPA, który stał się fundamentem ukraińskiej tożsamości narodowej. Może to także zrujnować wizerunek ich państwa na arenie międzynarodowej. Polscy politycy niejednokrotnie deklarowali, że Ukraina „z Banderą do Europy nie wejdzie”, ale prawda historyczna i pamięć o ofiarach często przegrywały z kalkulacjami politycznymi. Dlatego nawet teraz, gdy cały nasz region stanął w obliczu zagrożenia ze strony imperializmu rosyjskiego, nie możemy zamykać ust i poświęcać pamięci o ofiarach Rzezi Wołyńskiej, w imię „zepsucia” relacji z Ukrainą, ponieważ narody budują dobre stosunki na prawdzie, a nie na jej wyparciu. Musimy również zachować czujność i wywierać stały nacisk na nasze władze, bo jest to czas próby dla polskich polityków, którzy nie mogą ulec ukraińskim szantażom. Jest to też sprawdzian dla Ukraińców, którzy powinni wykazać się szczerością intencji wobec oczekiwań strony polskiej, a nie zasłaniać się stanem wojny z rosyjskim agresorem. Wiemy bowiem z historii wzajemnych relacji polsko-ukraińskich, że dla Kijowa nigdy nie było dogodnego czasu na podjęcie uczciwego dialogu z Polakami.

Skala hekatomby Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej jest przerażająca. W wyniku prowadzonego konsekwentnie ludobójstwa, w latach 1939-1945 i jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej, ukraińscy oprawcy wymordowali ponad 100 tysięcy naszych rodaków. Ich dokładna liczba do dziś nie jest znana, a większość z nich wciąż nie doczekała się godnego pochówku i upamiętnienia. Przerażającym jest też to, że tych ohydnych zbrodni dokonywali najczęściej ukraińscy sąsiedzi, którzy żyjącym wśród nich Polakom przynieśli śmierć i pożogę. Mordowano całe rodziny – dzieci, kobiety i starców, a robiono to w bestialski sposób, często przy użyciu siekier, wideł, pił, a niekiedy nawet gołymi rękami. Te zbrodnie nie były dziełem przypadku ani chaotycznego odwetu, lecz były częścią zaplanowanej i systematycznie realizowanej ludobójczej czystki etnicznej, która miała doprowadzić do całkowitego wyniszczenia polskiej ludności kresowej. Majątek pomordowanych rabowano, a zaatakowane polskie wsie podpalano, aby uniemożliwić ponowne osiedlenie się. Banderowskie ludobójstwo, którego głównym motywem było dążenie do „wyrzucenia Lachów za San”, doprowadziło do tego, że Kresy Wschodnie spłynęły polską krwią, a oprawcy utuczyli się na zrabowanym majątku ofiar i zmusili do ucieczki setki tysięcy ocalałych z pogromu Polaków.

W ustawie sejmowej zdefiniowano, że czyny popełnione przez ukraińskich zwyrodnialców mają wszelkie znamiona zbrodni ludobójstwa, która, zgodnie z polskim i międzynarodowym prawem, nie ulega przedawnieniu. Dlatego domagamy się osądzenia ukraińskich zbrodniarzy i zdecydowanego potępienia gloryfikacji ukraińskich formacji odpowiedzialnych za zbrodnie ludobójstwa oraz ścigania osób propagujących banderyzm na równi z innymi ideologiami totalitarnymi. Polska ma prawo i obowiązek domagać się od Ukrainy potępienia zbrodni popełnionych na narodzie polskim oraz godnego pochówku i upamiętnienia ofiar ludobójstwa ukraińskiego. Polacy potrzebują prawdy nie po to, by dzielić – ale po to, by przestać milczeć, bo milczenie zabija pamięć, a bez pamięci nie ma tożsamości narodowej. Ruch Patriotyczny uważa, że prawdziwe pojednanie z Ukrainą można zbudować jedynie na fundamencie prawdy, a naszej narodowej godności i poczucia sprawiedliwości nie wolno nikomu poświęcać w imię doraźnych korzyści politycznych.

Gdańsk, dn. 11 lipca 2025 roku

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W sprawie wyborów prezydenckich w Polsce

OŚWIADCZENIE

W sprawie wyborów prezydenckich w Polsce.

1 czerwca 2025 roku odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich, które zdecydują o przyszłości naszej Ojczyzny. Wybory te są niezwykle ważnym aktem dziejowym, ponieważ żyjemy w czasach szczególnie niebezpiecznych. Z jednej strony Polska zagrożona jest przez agresywną i imperialistyczną Rosję, która pogwałciła obowiązujące dotychczas zasady prawa międzynarodowego i uczyniła z przemocy militarnej główne narzędzie realizacji swojej polityki wobec sąsiadów. Z drugiej zaś wciąż mamy do czynienia z bezprawnymi ingerencjami brukselskich komisarzy w nasze sprawy wewnętrzne, których celem jest centralizacja Unii Europejskiej, zmierzająca do pozbawienia państw członkowskich suwerenności i niepodległości oraz narzucenia narodom europejskim szaleńczej agendy klimatycznej, migracyjnej i multikulturowej, co w konsekwencji doprowadzi Polskę i Europę do ruiny ekonomicznej i upadku cywilizacyjnego.

W sprawach krajowych zmagamy się również z poważnym kryzysem, ponieważ działalność koalicji 13 grudnia sprowadza się tylko do realizacji nakazów płynących z zagranicznych ośrodków decyzyjnych. Obecny rząd centrolewu jest w istocie bandą cynicznych łajdaków kierowanych przez politycznych szulerów i akwizytorów obcych interesów. Politycy obozu rządowego prezentują postawę typową dla pseudoelity państwa skolonizowanego, która objawia się pogardą i lekceważeniem wobec Polaków oraz płaszczeniem się przed zagranicznymi mocodawcami. Bez żadnych skrupułów poświęcają nasze interesy narodowe dla kariery i sowitych apanaży, czego wymownym przykładem jest hamowanie rozwoju gospodarczego Polski i budowy niezbędnej do tego infrastruktury, bo zagraża to dominującej pozycji Niemiec w Unii Europejskiej.

Ekipa Donalda Tuska dla utrzymania się przy władzy zdolna jest do wszelkich kłamstw i podłości, czemu niejednokrotnie dała wyraz w trakcie kampanii wyborczej. Jedynym jej osiągnięciem jest postępująca destrukcja naszego państwa i rozpętanie politycznej wojny, która osłabia Polskę, stojącą wobec poważnych zagrożeń zewnętrznych. Politycy centrolewu, motywowani chęcią dokonania osobistej zemsty, zniszczyli już system prawny, a teraz bez żadnych ograniczeń rabują nasz majątek narodowy, co w połączeniu z ich niekompetencją i marnotrawstwem środków publicznych prowadzi do pogłębienia się kryzysu naszej państwowości. Opóźniają także modernizację polskiej armii, wystawiając Polaków na niebezpieczeństwo utraty życia i mienia w wyniku możliwej agresji rosyjskiej.

W tych trudnych czasach naszym nadrzędnym zadaniem musi być powstrzymanie procesu destrukcji Państwa Polskiego. Nie możemy pozwolić na to, aby brutalny reżim domknął system politycznych represji i przekształcił nasz kraj w żerowisko dla swojej partyjnej mafii. Dlatego potrzebujemy silnego prezydenta, który sprosta poważnym wyzwaniom stojącym przed Polakami i przeciwstawi się zamachom dokonywanym na naszą wolność. Dla dobra naszej Ojczyzny powinniśmy odsunąć na bok partykularne interesy i osobiste ambicje. Musimy zagłosować na patriotę szanującego polskie tradycje i wartości oraz odesłać do lamusa lewicowo-globalistyczną marionetkę wystawioną przez premiera Tuska.

Oświadczamy niniejszym, że Rada Naczelna Ruchu Patriotycznego postanowiła udzielić poparcia kandydatowi na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Panu dr. Karolowi Nawrockiemu. Zwracamy się też z apelem do wszystkich Polek i Polaków o wzięcie udziału w drugiej turze wyborów prezydenckich i zagłosowanie na popieranego przez nas kandydata. Dość władzy szkodników! Nadchodzi czas patriotów!


Gdańsk, dn. 25 maja 2025 roku.

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W 1000-lecie koronacji Bolesława I Chrobrego na króla Polski

OŚWIADCZENIE

w 1000-lecie koronacji Bolesława I Chrobrego na króla Polski.

18 kwietnia 1025 roku na polskiej ziemi dokonał się akt o doniosłym znaczeniu dziejowym. Bolesław I Chrobry, syn Mieszka I i Dobrawy, władca potężny i mądry, jako pierwszy monarcha w naszej historii został koronowany na króla Polski. Koronacja ta nie była tylko gestem ceremonialnym, lecz wydarzeniem o głębokim znaczeniu politycznym, duchowym i symbolicznym – znakiem pełnej suwerenności i dojrzałości Państwa Polskiego.

Bolesław Chrobry nie był jedynie dziedzicem ojcowskiego tronu, lecz twórczym kontynuatorem dzieła swoich przodków. Był władcą o silnej ręce, ale i dalekowzrocznej wizji, łączył talent wojenny z umiejętną dyplomacją. Prowadził kampanie militarne, które umacniały granice naszego państwa, a jednocześnie potrafił nawiązywać sojusze i prowadzić dialog z najważniejszymi władcami ówczesnego świata, czego najlepszym przykładem jest ugoszczenie cesarza Ottona III podczas zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 roku. Wydarzenie to było symbolicznym uznaniem niezależności Polski przez cesarstwo oraz Kościół, a Gniezno – gród św. Wojciecha – stało się jednym z duchowych centrów chrześcijańskiej Europy.

Bolesław Chrobry rozumiał, że chrześcijaństwo nie było jedynie religią, lecz także fundamentem porządku europejskiego. Dlatego rozwijał strukturę Kościoła, wspierał misjonarzy, sprowadzał kapłanów i dbał o niezależność polskiej hierarchii kościelnej. Ulokowanie relikwii św. Wojciecha w Gnieźnie i utworzenie arcybiskupstwa stanowiło doniosły krok ku religijnej i politycznej autonomii Polski od cesarstwa. Koronując się na króla w 1025 roku postawił Polskę w rzędzie europejskich monarchii. Był to symbol samostanowienia i niezależności, dokonany na podstawie prawa dynastycznego i rzeczywistej siły państwa, a nie z łaski cesarza. Ta koronacja była historycznym aktem odwagi i wizji – manifestacją, że Polska nie musi nikogo prosić, by być godną i dumną, bo jest równa innym mocarstwom europejskim.

W 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego patrzymy na tę postać z szacunkiem dla jej historycznej wielkości, ponieważ był królem z krwi i kości oraz symbolem tego, że Państwo Polskie zbudowane jest na fundamencie niezależności i godności. Epoka jego rządów to czas tworzenia instytucji, scalania ziem, walki o granice i godne miejsce Polski wśród europejskich potęg. Nasz pierwszy król był mężem stanu, który wyprzedził swoją epokę. Wiedział, że siła oręża musi iść w parze z mądrością polityczną. Dlatego jego panowanie było złotym okresem ekspansji i konsolidacji Królestwa Polskiego.

Bolesław Chrobry zmarł niedługo po koronacji, lecz dzieło jego życia przetrwało do naszych czasów. Jego imię nosili później książęta, królowie i bohaterowie narodowi. Jego czyny stały się wzorem dla kolejnych pokoleń Polaków, tak w czasach świetności, jak i upadku naszego państwa. Dlatego, pomimo wielu prób podejmowanych przez odwiecznych wrogów, którzy chcieli odrzeć Polskę z królewskiej godności oraz pozbawić nas podmiotowości i narodowej tożsamości, nadal możemy się cieszyć wolnością i życiem we własnym państwie.

Dziś oddajemy hołd nie tylko królowi, lecz twórcy naszej tożsamości. Jego korona – symbol suwerenności – po tysiącu lat przypomina nam, że Polska to nie dar losu, lecz świadomy i trwały wybór Narodu Polskiego. Niech więc imię Bolesława Chrobrego będzie wypowiadane z dumą i należną czcią. Niech jego dziedzictwo inspiruje nas do mądrości, odwagi i wytrwałości w realizacji jego testamentu, którym jest budowa Wielkiej Polski.

Gdańsk, dn. 18 kwietnia 2025 roku.

Przewodniczący Ruchu Patriotycznego

Wojciech Podjacki

W związku z 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości.

OŚWIADCZENIE

w związku z 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości.

W 2018 roku obchodzimy 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, co powinno być okazją nie tylko do świętowania tego wiekopomnego wydarzenia, ale przede wszystkim powodem do refleksji nad obecnym stanem Rzeczypospolitej. Droga, którą przebyliśmy od upadku naszej państwowości w XVIII wieku, aż do powrotu Państwa Polskiego na mapę Europy w 1918 roku jest dość dobrze znana i opisana. Dlatego w niniejszym oświadczeniu chcemy się skupić na tym, jak Polacy wykorzystali odzyskaną wolność, a także omówić aktualną sytuację Polski.

Kiedy 100 lat temu nasi przodkowie odbudowywali Państwo Polskie po ponad wiekowej niewoli, w czasie której było ono rozdarte między trzech zaborców, wspólnie czuwających nad tym, aby się nigdy nie odrodziło, to wtedy naród polski stanął przed ogromnym wyzwaniem. Polacy musieli wielkim wysiłkiem i poświęceniem odbudować swój kraj zniszczony przez działania wojenne i rabunkową eksploatację okupantów. Musieli zmagać się z antypolskimi intrygami na forum międzynarodowym oraz wrogimi działaniami mniejszości narodowych i komunistów dążących do wywołania rewolucji bolszewickiej w Polsce. Musieli wreszcie „krwią i żelazem” wyrąbać granice odrodzonego państwa, walcząc z sąsiadami dążącymi do zagarnięcia terytoriów, które nam się słusznie należały, bowiem przez wiele wieków wsiąkała w te ziemie krew żołnierza polskiego walczącego w ich obronie oraz pot polskiego chłopa, mieszczanina i szlachcica, którzy pracowali nad ich zagospodarowaniem. Musieli również zmagać się z największym zagrożeniem dla świeżo odzyskanej niepodległości, którym był najazd bolszewicki w 1920 roku, mający na celu przejście „po trupie Polski” do Europy, aby szerzyć na całym kontynencie czerwony terror. I pomimo tego, że naród polski był umęczony długoletnią wojną światową, w której stracił kilkaset tysięcy żołnierzy walczących z przymusu w armiach państw zaborczych, to jednak wykrzesał z siebie ogromne pokłady siły i zjednoczony stanął do walki, aby odnieść wspaniałe zwycięstwo, które uchroniło nas od zagłady i ocaliło Europę przed barbarzyństwem komunistycznym.

Polacy u zarania niepodległości musieli przezwyciężyć wiele poważnych problemów społecznych, gospodarczych i politycznych. I nawet w atmosferze ostrej rywalizacji stronnictw potrafili się porozumieć w sprawach fundamentalnych, tworząc podwaliny niepodległej Rzeczypospolitej. Powołano rząd jedności narodowej pod kierownictwem Ignacego Paderewskiego i dzięki wysiłkom Komitetu Narodowego Polskiego pod przywództwem Romana Dmowskiego zapewniono Polsce miejsce przy stole obrad konferencji pokojowej w Wersalu. W drodze zjednoczenia różnych formacji wojskowych utworzono Wojsko Polskie, na czele którego stanął marszałek Józef Piłsudski. Przeprowadzono też wybory do Sejmu Ustawodawczego, który pod przewodnictwem Wojciecha Trąmpczyńskiego uchwalił 17 marca 1921 roku Konstytucję Rzeczypospolitej. W tamtym czasie nie brakowało różnych koncepcji urządzenia odzyskanego państwa, ale żaden z antagonistów politycznych, oczywiście poza komunistami, nie kwestionował sensu istnienia niepodległego Państwa Polskiego.

Z tym aktem dziejowej sprawiedliwości nie mogły się natomiast pogodzić dawne państwa zaborcze. Już kanclerz niemiecki, Josef Wirth, otwarcie deklarował, że celem jego polityki jest „wykończenie Polski”, którą pogardliwie określał mianem państwa sezonowego. Doprowadził też w 1922 roku do podpisania układu w Rapallo, którym zapoczątkował bliską współpracę Niemiec i Rosji sowieckiej, dążących do obalenia porządku wersalskiego i zniszczenia Państwa Polskiego. Służyły temu prowadzone przez te kraje intensywne działania wywiadowcze oraz wspieranie organizacji terrorystycznych, których aktywność była wymierzona w żywotne interesy Rzeczypospolitej. Niemcy zgłaszali też roszczenia terytorialne wobec Polski i nie omieszkali wykorzystać swojej dominującej pozycji w zakresie wymiany handlowej do destabilizacji naszego kraju, co doprowadziło do wojny celnej. Kulminacją współpracy niemiecko-sowieckiej było zawarcie 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow, będącego w istocie IV rozbiorem Polski i przyczyną wybuchu największego w dziejach ludzkości konfliktu zbrojnego. Najwymowniejszym podsumowaniem współdziałania obu zbrodniczych reżimów była wypowiedź Mołotowa, który z zadowoleniem oświadczył, że w wyniku wspólnej ofensywy wojsk niemieckich i sowieckich „nic nie pozostało po tym bękarcie traktatu wersalskiego”.

II Rzeczpospolita nie była państwem idealnym, a rządzący nią ludzie popełnili wiele brzemiennych w skutki błędów, ale niewątpliwie była państwem suwerennym, prowadzącym własną i niezależną politykę, oczywiście na miarę ówczesnych możliwości, które, o czym trzeba pamiętać, były mocno ograniczone. Borykaliśmy się przecież ze skutkami zaborów i zniszczeń wojennych. Kraj był biedny, a wiele jego regionów było zacofanych cywilizacyjnie. Odzyskaniu niepodległości w 1918 roku sprzyjała pomyślna koniunktura międzynarodowa i klęska trzech państw zaborczych, ale ta korzystna sytuacja trwała bardzo krótko i po Rapallo wzmógł się ponownie nacisk ze strony Niemiec i Związku Sowieckiego. Towarzyszyło temu ciągłe wrzenie wśród mniejszości narodowych, które stanowiły około 30% ogólnej liczby ludności naszego kraju i najczęściej nie akceptowały swojej przynależności państwowej, co nierzadko przejawiało się działalnością terrorystyczną i antypaństwową podejmowaną przez ich przedstawicieli. Elita polityczna dopiero się kształtowała, a działo się to często w ogniu zażartej walki, czego przykładem był zamach majowy w 1926 roku. Niemniej jednak dokonania naszych przodków jeszcze długo będą nas współczesnych wprawiały w zakłopotanie, bowiem ogrom wyzwań, przed jakimi stanęli i ich osiągnięcia na polu działalności społecznej, gospodarczej i ustrojowej, z których po dzień dzisiejszy korzystamy, są powodem do dumy, ale także ukazują nam bylejakość obecnej polityki polskiej.

Kres istnieniu II Rzeczypospolitej położyła klęska zadana nam w 1939 roku przez niemieckich i sowieckich agresorów oraz zdrada „sojuszników” zachodnich, którzy porzucili nas na pastwę najeźdźców. Zdrady dopuściły się również mniejszości narodowe, których przedstawiciele dokonywali aktów dywersji i sabotażu, witali wrogie wojska bramami triumfalnymi i ochoczo uczestniczyli w procesie eksterminacji Polaków, wstępując w szeregi okupacyjnego aparatu terroru. Naród polski zapłacił wielką cenę za stawienie oporu agresorom i pragnienie życia we własnym niepodległym państwie. W czasie II wojny światowej dokonano na naszym społeczeństwie straszliwych aktów ludobójstwa, których ofiarą padło ponad 6 milionów obywateli polskich. Polacy ginęli masowo w niemieckich obozach koncentracyjnych i sowieckich łagrach, w niezliczonych egzekucjach i skrupulatnie zaplanowanych akcjach likwidacyjnych, uderzających szczególnie w inteligencję polską. Umierali z głodu i chorób podczas deportacji w głąb Związku Sowieckiego i w trakcie niewolniczej pracy u Niemców. Ginęli także w barbarzyńskich rzeziach dokonywanych przez zwyrodnialców ukraińskich, którzy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej wymordowali ponad 100 tys. naszych rodaków. Do rachunku krzywd należy również doliczyć ogromny rabunek przez okupantów polskiego majątku narodowego, dóbr kultury i zasobów naturalnych oraz wielkie rozmiary zniszczeń, jakich się dopuścili na terytorium naszego kraju, czego najwymowniejszym przykładem była zagłada Warszawy. Nie można też zapominać o haniebnym procederze rabunku 200 tys. dzieci polskich, poddanych procesowi germanizacji i przekazanych rodzinom niemieckim, z których jedynie niewielka część powróciła po wojnie do Polski. Dlatego jest wielką niesprawiedliwością, że do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy od sprawców naszych cierpień stosownej rekompensaty za doznane krzywdy.

Polacy stawili bohaterski opór najeźdźcom i przez cały okres II wojny światowej walczyli po stronie koalicji antyniemieckiej, tworząc liczne regularne formacje wojskowe oraz rozbudowując podziemny ruch oporu w okupowanym kraju. W walce poległo 150 tys. żołnierzy polskich. Państwo Polskie poniosło największe straty biologiczne i materialne spośród wszystkich państw dotkniętych skutkami zawieruchy wojennej, a pomimo to wytrwało po stronie aliantów aż do ostatecznej kapitulacji Niemiec. W okupowanej Polsce nie było przejawów kolaboracji z Niemcami, z jakimi spotykano się w innych krajach Europy zajętych przez wojska niemieckie, gdzie tworzono marionetkowe rządy współpracujące z władzami okupacyjnymi. Polski rząd na uchodźstwie lojalnie współdziałał z aliantami, żołnierze polscy dochowali wierności sojusznikom, a nasze społeczeństwo wegetujące pod okupacją niemiecką nie czekało biernie na wyzwolicieli, podejmując często heroiczną walkę z bezwzględnym wrogiem. Dlatego mieliśmy prawo oczekiwać od aliantów sprawiedliwego zadośćuczynienia za polski wkład w zwycięstwo nad III Rzeszą. A co dostaliśmy w zamian?

Polskę potraktowano na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie jak najgorszego wroga. Nie tylko nie zrekompensowano nam strat wojennych, bowiem reparacje od Niemiec mieliśmy otrzymać za pośrednictwem Związku Sowieckiego (15% puli sowieckiej), co faktycznie nigdy nie nastąpiło, to jeszcze Armia Czerwona doszczętnie ograbiła Ziemie Odzyskane. Dokonano też bezprzykładnego zaboru naszych Kresów Wschodnich, ponieważ zgodnie z postanowieniami Wielkiej Trójki ziemie położone na wschód od Bugu, należące w 1939 roku do Polski, zostały podarowane Stalinowi. Konsekwencją tego rozboju stało się wygnanie ogromnej rzeszy Polaków z ich ojcowizny oraz utrata majątku wypracowanego przez wiele pokoleń naszych rodaków. Jednak nie był to koniec klęsk, jakie spadły na Polskę, ponieważ „sojusznicy” zachodni po raz kolejny zdradzili nas i oddali we władanie sowietom, którzy przy pomocy terroru, fałszerstw wyborczych i zmasowanej propagandy zainstalowali w naszym kraju marionetkowy rząd komunistyczny. W czasie drugiej okupacji sowieckiej poddano represjom liczne rzesze Polaków, a wiele tysięcy patriotów polskich zostało zamordowanych, zesłanych w głąb Związku Sowieckiego lub skazanych na długoletnie więzienie. Wielką ofiarę ponieśli żołnierze powojennego podziemia antykomunistycznego, których tropiono jak dzikie bestie i okrutnie mordowano w katowniach ubeckich. Na wieczne wygnanie skazano również ponad 500 tys. Polaków, którzy nie mogli powrócić do kraju, ponieważ nie akceptowali reżimu komunistycznego. Proces sowietyzacji Polski przejawiał się także we wściekłych atakach na instytucje kościelne, w niszczeniu wszelkich przejawów niezależnej od komunistów działalności społecznej i politycznej oraz w upaństwowieniu własności prywatnej i w dążeniu do całkowitej kolektywizacji wsi. W wyniku tych działań zdławiono opór naszego społeczeństwa, a Polska na pół wieku stała się bezwolnym satelitą imperium sowieckiego. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie gorliwa kolaboracja ze zbrodniczym systemem polskojęzycznych renegatów, rekrutujących się spośród „rodzimych” komunistów i tzw. postępowców oraz z mętów społecznych i przedstawicieli mniejszości narodowych, wśród których prym wiedli aparatczycy partyjni i funkcjonariusze bezpieki pochodzenia żydowskiego. Nad lojalnością władz PRL-u wobec władców Kremla i posłuszeństwem społeczeństwa polskiego czuwali namiestnicy sowieccy, którzy dysponowali rozbudowaną agenturą oraz licznym kontyngentem wojsk sowieckich stacjonujących na terytorium naszego kraju.

Polacy, w tych niekorzystnych okolicznościach, musieli się zmagać z głębokim uzależnieniem politycznym od Moskwy i rabunkową eksploatacją zasobów gospodarczych, co w wielkim stopniu utrudniało nasz rozwój. A jednak pomimo przytłaczającego jarzma dominacji sowieckiej i dyletanctwa rządów komunistycznych odbudowaliśmy swój kraj ze zniszczeń wojennych i zagospodarowaliśmy Ziemie Odzyskane. W tamtym czasie zrealizowano też wiele inwestycji i rozbudowano różne gałęzie przemysłu, co było możliwe dzięki rozwijającej się rodzimej myśli technicznej i ogromnemu poświęceniu społeczeństwa, które nierzadko wegetowało w warunkach urągających godności ludzkiej. Polacy ocalili również namiastki gospodarki wolnorynkowej, w postaci rolnictwa indywidualnego i rzemiosła oraz obronili Kościół katolicki, który stał się ostoją działalności antykomunistycznej. Naszą drogę do wolności wytyczały kolejne zrywy robotnicze podejmowane w latach 1956, 1970, 1976 i 1980, których zwieńczeniem było powstanie NSZZ „Solidarność”. Polacy walczyli wtedy nie tylko o poprawę swojej sytuacji bytowej, która w warunkach niewydolnego systemu komunistycznego stale się pogarszała, ale także podnosili postulaty wolnościowe. Reżim komunistyczny brutalnie i krwawo pacyfikował te protesty, strzelając do robotników na ulicach miast i w zakładach pracy oraz maltretując i osadzając w więzieniach tysiące opozycjonistów. Kulminacją prześladowań był stan wojenny wprowadzony 13 grudnia 1981 roku przez juntę wojskową Jaruzelskiego, w wyniku którego wiele osób zostało zabitych przez milicję podczas pacyfikacji strajków i rozpędzania demonstracji lub zamordowanych przez tzw. nieznanych sprawców. Tysiące Polaków było wtedy represjonowanych, a cały kraj pogrążył się w kryzysie gospodarczym. Z powodu prześladowań politycznych i pogłębiającej się nędzy materialnej w latach 1980–1989 wyemigrowało z Polski około 1,3 mln osób, w przeważającej mierze ludzi młodych i dobrze wykształconych, co niewątpliwie zahamowało rozwój naszego kraju i doprowadziło do osłabienia polskiego potencjału demograficznego.

W końcowych latach PRL-u system nakazowo-rozdzielczy osiągnął już taki poziom nieefektywności i marnotrawstwa, że wystąpiła stagnacja gospodarcza, a ponad 80% produktów było niedostępnych na rynku. Gospodarkę wyniszczała też szalejąca hiperinflacja, a przez braki w zaopatrzeniu kwitły korupcja i czarny rynek. Katastrofalną sytuację pogłębiały niekorzystne umowy handlowe ze Związkiem Sowieckim, ponieważ sprzedawano tam towary po mocno zaniżonych cenach. Negatywny wpływ na gospodarkę wywierały także sankcje nałożone przez USA oraz ogromne koszty obsługi długów zagranicznych zaciągniętych przez ekipę Edwarda Gierka. Efektem ostrego kryzysu była bieda i zapaść cywilizacyjna, a także ogłoszenie przez władze PRL niewypłacalności i faktyczne bankructwo niereformowalnego systemu gospodarczego. Narastająca wśród Polaków frustracja mogła w każdej chwili doprowadzić do masowego wybuchu społecznego, który mógł całkowicie pozbawić komunistów władzy, tym bardziej, że nie działał już straszak interwencji sowieckiej. Upadek reżimu komunistycznego był już przesądzony, zwłaszcza, że Związek Sowiecki pogrążył się w głębokim kryzysie ekonomicznym i politycznym, który w parę lat później doprowadził do jego rozpadu i wybicia się na niepodległość narodów ciemiężonych przez władców Kremla.

 Władze komunistyczne doskonale zdawały sobie sprawę z powagi sytuacji. Dlatego opracowały i wdrożyły w życie perfidny plan „ucieczki do przodu”, którego efektem był układ zawarty w Magdalence i przy Okrągłym Stole z dobraną przez szefa bezpieki opozycją. W wyniku tej zmowy powstała III Rzeczpospolita, będąca swoistą Republiką Okrągłego Stołu, do której niejako aportem wniesiono „doświadczone” kadry reżimu komunistycznego, czego najwymowniejszym symbolem była postać dyktatora PRL-u, Wojciecha Jaruzelskiego, który stał się jej pierwszym prezydentem. Komuniści zapewnili sobie również 65% miejsc w Sejmie, wyłonionym w wyborach kontraktowych w czerwcu 1989 roku, co w połączeniu z penetracją większości ugrupowań politycznych i organizacji społecznych przez ich agenturę dało im całkowitą kontrolę nad procesem transformacji ustrojowej. Dzięki temu zapewnili sobie nie tylko bezkarność za zbrodnie popełnione w okresie PRL-u, ale także szerokie możliwości uwłaszczenia się nomenklatury komunistycznej na majątku narodowym, co utorowało im drogę do ponownego uchwycenia władzy, sprawowanej przez nich w latach 1993–1997 i 2001–2005 oraz umożliwiło dwukrotny wybór Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta RP w 1995 i 2000 roku. W tym miejscu należy podkreślić zasadniczą różnicę w podejściu do odbudowy niepodległego Państwa Polskiego, bowiem o ile nasi przywódcy w 1918 roku opierali się wyłącznie na środowiskach niepodległościowych, rezygnując ze współpracy z ugrupowaniami wcześniej lojalnymi wobec państw zaborczych, to w 1989 roku postąpiono zupełnie inaczej. Aktem założycielskim III Rzeczypospolitej stało się porozumienie podpisane przy Okrągłym Stole, uzgodnione wcześniej na tajnych schadzkach w Magdalence, które nie tylko dopuszczało komunistów do udziału we władzy, ale czyniło z nich faktyczny fundament nowego systemu politycznego. I w tej właśnie zmowie należy upatrywać głównych przyczyn słabości naszego obecnego państwa, bowiem rządzący nim politycy od samego początku koncentrowali się wyłącznie na umacnianiu wpływów swoich mafii politycznych, a nie na rozwoju Polski i obronie jej suwerenności. Świadczy o tym zadziwiająca łatwość, z jaką oddali nasz kraj na łup międzynarodowym lichwiarzom i całkowite poddanie się nakazom Unii Europejskiej, czego dobitnym przykładem jest narzucenie Polsce traktatu lizbońskiego, który faktycznie pozbawił nas suwerenności.

Układ zawarty przez komunistów z koncesjonowaną opozycją rozpoczął nowy etap w historii Polski, bowiem od tego momentu trwa nieprzerwanie proces grabienia i demontażu naszego państwa oraz umacniania się wpływów „elit” polityczno-finansowych ukształtowanych na początku transformacji ustrojowej. Pod kierownictwem marksisty Leszka Balcerowicza i pod nadzorem „doradców” zagranicznych zastosowano w gospodarce polskiej tzw. terapię szokową, która pociągnęła za sobą ogromną falę bankructw rodzimych zakładów produkcyjnych i wielką skalę bezrobocia. Otwarto rynek krajowy na nieograniczoną ekspansję obcego kapitału, a majątek narodowy był rozkradany pod przykrywką prywatyzacji przez koncerny zagraniczne i „rodzimych” oszustów. Społeczeństwo polskie wbrew zapewnieniom składanym przez kolejne ekipy rządowe nigdy nie zostało uwłaszczone na majątku narodowym, natomiast dość skutecznie zostało z wszelkich praw do niego wywłaszczone. Dzieje III Rzeczypospolitej, szczególnie w początkowym stadium jej istnienia, to także nieprzerwane pasmo afer oraz nieudolnych prób rozliczenia sprawców tych przestępstw, które wskazują na chroniczną niemoc organów państwowych i brak woli u decydentów politycznych.

W atmosferze całkowitej bezkarności doprowadzono do zniszczenia lub wrogiego przejęcia przez koncerny zagraniczne wielu gałęzi polskiego przemysłu i handlu, ograniczono produkcję rolną i zlikwidowano rybołówstwo oraz zawłaszczono system bankowy. Ogromnie na tym zyskały obce państwa, szczególnie Niemcy, które odgrywają wiodącą rolę w Unii Europejskiej i narzucają za jej pośrednictwem korzystne dla siebie rozwiązania prawne. Nadmierne uprzywilejowanie obcego kapitału oraz całkowita swoboda transferu za granicę ogromnych i nieopodatkowanych zysków, w połączeniu z narastającym uciskiem fiskalnym wobec rodzimych przedsiębiorstw, spowodowały, że Polska stała się faktycznie kolonią zarządzaną przez gorliwych akwizytorów cudzych interesów. Przekształcono nasz kraj w rezerwuar surowców i taniej siły roboczej oraz odbiorcę nadwyżek produkcyjnych z Unii Europejskiej i Chin. Wszelkie koszty podejmowanych „reform”, które najczęściej prowadziły donikąd, przerzucono na barki społeczeństwa pozbawionego perspektyw na lepsze życie we własnym kraju, co przejawiło się masową emigracją Polaków, poszukujących rozpaczliwie możliwości poprawy swojej egzystencji. W chwili obecnej poza granicami naszego państwa przebywa już ponad 2,5 mln polskich emigrantów zarobkowych. Należy też podkreślić, że wyjeżdżają przeważnie ludzie młodzi i dobrze wykształceni, w dodatku coraz częściej deklarujący chęć pozostania za granicą na stałe, a bez ich udziału trudno sobie wyobrazić rozwój Polski. Niestety, kolejne rządy nie robią nic, aby zachęcić naszych rodaków do powrotu z emigracji, próbują za to wypełnić lukę demograficzną masowym sprowadzaniem obcych imigrantów, w szczególności ukraińskich.

W kraju rozpanoszyła się wszechwładna biurokracja, a korupcja, nepotyzm, kolesiostwo i arogancja stały się chlebem powszednim w życiu publicznym. Awans społeczny nie jest uwarunkowany osobistym zaangażowaniem i posiadanymi zdolnościami, lecz pokrewieństwem lub znajomością z politykami będącymi aktualnie przy władzy. Pasożytnicza klasa polityczna urządziła się wygodnie na koszt podatników i domaga się ciągle nowych przywilejów, jednocześnie wysługując się zagranicznym ośrodkom decyzyjnym. Jak za czasów przedrozbiorowych po salonach nadwiślańskich krążą ambasadorzy i agenci obcych wpływów, którzy gorliwie zabiegają o realizację zleceń swoich mocodawców. Sprzyja temu fakt, że w polityce polskiej dominują bezideowi karierowicze, moralne karły i osobnicy o mentalności niewolniczej, ukształtowanej jeszcze w czasach systemu komunistycznego, zawdzięczający często swoją karierę opiece możnych protektorów. Oni właśnie gotowi są sprzedać Polskę za cenę własnego awansu, co jest dla nich tym łatwiejsze, że nie mają jakiejkolwiek wizji rozwoju naszego państwa. Dążą więc do jego demontażu i wcielenia do imperium unijnego, które starają się usilnie budować brukselscy technokraci wspierani przez rosnące w siłę Niemcy. Krajowi politykierzy, aby odwrócić uwagę społeczeństwa polskiego od swoich podłych i podstępnych poczynań, wszczynają kolejne konflikty wewnętrzne, które w istocie sprowadzają się do tego, kto zajmie lepsze miejsce przy korycie państwowym. Stale też manipulują Polakami, próbując im wmówić konieczność poniesienia ofiary z niepodległości na rzecz budowania „lepszej” przyszłości w Unii Europejskiej. Ile to razy słyszeliśmy z ust polityków tzw. głównego nurtu o tym, że Polska rośnie w siłę, a nasza pozycja w świecie jest coraz mocniejsza. Jednak rzeczywistość brutalnie obnażyła fałsz głoszonej przez nich propagandy, którą rozsiewają za pośrednictwem mediów należących w większości do kapitału niemieckiego.

Prawda jest zaś taka, że Państwo Polskie trawione kryzysem wewnętrznym ma bardzo słabą pozycję międzynarodową, bowiem, gdy upadał Związek Sowiecki, to z winy polityków okrągłostołowych zmarnowano szansę wybicia się na niepodległość. O ile można uznać przynależność do NATO za czynnik wzmacniający nasze bezpieczeństwo, to akcesja na niekorzystnych warunkach do Unii Europejskiej stała się hamulcem naszego rozwoju. Wielu Polaków dało się zwieść fałszywej propagandzie i uznało, że to środki unijne i „troska” brukselskich komisarzy przyczyniają się do poprawy jakości ich życia. Tymczasem prawda jest zgoła inna, ponieważ koszty członkostwa w Unii przewyższają obiecane korzyści, a faktycznie wszystko, co obecnie posiadamy, zawdzięczamy głównie swojej ciężkiej pracy. Dotacje unijne nie rekompensują nam rozmiarów spustoszenia, jakie czynią na naszym rynku koncerny zagraniczne. W dodatku obarczone są wysokim kosztem utrzymania licznej biurokracji i drenowane są przez obce firmy, które przechwytują większość realizowanych kontraktów i transferują ogromne nieopodatkowane zyski za granicę. W tej sytuacji nie można się dziwić, że pomimo modernizowanej infrastruktury nie poprawia się znacząco zamożność naszego społeczeństwa, co w oczywisty sposób wpływa na wzrost liczby emigrantów.

Czas więc na to, aby spojrzeć prawdzie w oczy. Polska wbrew zapewnieniom kłamliwych polityków nie jest obecnie państwem niepodległym, ponieważ jest formalnie zależna od nakazów Brukseli i od nieformalnych wpływów innych ośrodków zagranicznych. Nie jest też państwem suwerennym, ponieważ nie posiada zdolności do niezależnego sprawowania władzy oraz samodzielnego podejmowania decyzji w sprawach wewnętrznych i zewnętrznych. Świadczy o tym najwymowniej kapitulacja przed dyktatem unijnym w kwestii reformy sądownictwa i uległość wobec żądań środowisk żydowskich. Nie możemy bez zgody czynników zagranicznych przeprowadzić żadnych reform, które mogłyby się przyczynić do wzrostu naszej niezależności. Ingerencja w nasze sprawy wewnętrzne posunęła się już do tego stopnia, że Unia narzuca Polakom rozwiązania wkraczające w sferę ich życia prywatnego i obyczajów, czego najlepszym przykładem jest promocja zgnilizny moralnej w postaci „ideologii” gender i multikulturalizmu. W polityce polskiej zarysowuje się też coraz bardziej podział na unionistów, którzy bez względu na negatywne konsekwencje dążą do pogłębienia integracji Polski ze strukturami Unii Europejskiej oraz na patriotów, którzy chcą ratować nasz kraj przed upadkiem. Niestety, na razie większość stanowią ci pierwsi, bowiem zdominowali skład parlamentu i rządu oraz wywierają przemożny wpływ na funkcjonowanie aparatu administracyjnego, sądownictwa, gospodarki i mediów. Obecni są we wszystkich ugrupowaniach parlamentarnych i ponad podziałami pracują nad utrzymaniem Polski w stanie zależności od obcych wpływów.

Z przedstawionego bilansu wynika, że Państwo Polskie od momentu odzyskania niepodległości było suwerenne tylko w okresie II Rzeczypospolitej. W tamtym czasie samodzielnie kształtowaliśmy naszą politykę i pomimo tego, że mieliśmy ograniczone możliwości i nie ustrzegliśmy się wielu błędów, to jednak była to polityka polska. Upadek naszej państwowości w 1939 roku, którego następstwem była brutalna okupacja niemiecka i sowiecka, sprowadził na nasze społeczeństwo straszliwy terror i zniszczenie. Szczególnie dotkliwie odczuliśmy eksterminację naszych elit, tępionych zaciekle przez obu okupantów, którzy z wielką determinacją dążyli do całkowitej likwidacji inteligencji polskiej, aby w ten sposób pozbawić nas warstwy przywódczej. Polska po zakończeniu II wojny światowej stała się częścią sowieckiej strefy wpływów, a faktycznie bezwzględnie eksploatowaną kolonią. W okresie PRL-u nie mieliśmy jakiejkolwiek swobody w zakresie wyboru dróg naszego rozwoju, ponieważ komuniści realizowali wyłącznie nakazy płynące z Moskwy i tępili brutalnie jakiekolwiek przejawy odchylenia od linii reprezentowanej przez partię rządzącą. Także III Rzeczpospolita, wbrew oczekiwaniom społeczeństwa polskiego, nie stała się państwem suwerennym i niepodległym, bowiem od samego początku została opanowana przez mafię okrągłostołową rekrutującą się z komunistów i ich agentów. Efektem ich szkodliwej działalności jest podporządkowanie Państwa Polskiego obcym ośrodkom decyzyjnym oraz konsekwentne osłabianie jego struktur, co może doprowadzić do likwidacji naszej państwowości i rozpłynięcia się narodu polskiego w multikulturowym tyglu Unii Europejskiej.

Z perspektywy stuletnich doświadczeń można więc stwierdzić, że Polska najlepiej rozwijała się i najpełniej wykorzystywała swój potencjał, gdy była suwerenna. Natomiast w okresach, gdy popadała w zależność od obcych wpływów lub znajdowała się pod okupacją, to wtedy była na wszelkie sposoby niszczona i rabowana, a społeczeństwo polskie pozbawione ochrony swojego państwa poddawane było różnym prześladowaniom i niebezpiecznym eksperymentom ideologicznym. Podstawowym warunkiem niepodległości każdego państwa jest posiadanie własnych i lojalnych wobec niego elit politycznych, które kierując się poczuciem patriotycznego obowiązku będą dążyć do wzmocnienia jego siły i znaczenia. Obecne „elity” nie spełniają tych kryteriów, ponieważ w przeważającej mierze składają się z postkomunistów, którzy mają na rękach krew patriotów polskich, a na sumieniu zdradę interesów narodowych oraz z osobników uległych wobec czynników zagranicznych i lokajów obcego kapitału. Dlatego chcąc odzyskać kontrolę nad własnym państwem musimy najpierw odtworzyć polskie elity polityczne i obalić Republikę Okrągłego Stołu, aby w ten sposób dać pole do działania ludziom kompetentnym, odważnym i szczerze miłującym Ojczyznę.

100. rocznica odzyskania niepodległości powinna stać się dla patriotów impulsem do podjęcia niezbędnych działań naprawczych, które uczynią Polskę państwem wielkim i suwerennym, bo mamy do tego odpowiedni potencjał. Polska jest przecież krajem zdolnych, wykształconych i pracowitych ludzi. Posiadamy zasoby naturalne, majątek oraz przemysł, które w wielu dziedzinach są w stanie zaspokajać nasze potrzeby. Położenie geograficzne stwarza nam dogodne warunki do rozwijania tranzytu towarów i międzynarodowej wymiany handlowej. Dotychczas, co prawda, nie mogliśmy wykorzystać tych atutów dla rozwoju państwa i poprawienia warunków życia narodu, ale działo się tak dlatego, że władzę sprawowali politycy nieudolni i uzależnieni od obcych ośrodków decyzyjnych. Dlatego musimy odsunąć od rządzenia państwem skompromitowane „elity” polityczne oraz zrzucić krępujące nas więzy obcej zależności. Musimy również poprawić jakość rządzenia i podnieść autorytet władzy, bo tylko w ten sposób możemy wydobyć Polskę z kryzysu i zapewnić Polakom lepszą przyszłość. Nie możemy się uchylać od tej powinności, ponieważ „Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli. Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swoich synów ma być przekazywane w spadku dziejowym z pokolenia na pokolenie. Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę państwa. Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i swoim imieniem”.

 

Gdańsk, dn. 11 listopada 2018 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

                                                                                                                         Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie antypolskich ataków na Ukrainie.

Oświadczenie

w sprawie antypolskich ataków na Ukrainie.

W ostatnim czasie na Ukrainie coraz częściej dochodzi do antypolskich ataków. Na początku 2017 roku dokonano tam profanacji cmentarza w Bykowni pod Kijowem, gdzie spoczywają szczątki polskich żołnierzy zamordowanych w 1940 roku przez NKWD. Zdewastowano również polską nekropolię w Podkamieniu w obwodzie lwowskim, gdzie na tablicach i krzyżu, upamiętniających ofiary zbrodni ludobójstwa dokonanej przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), namalowano napisy „Śmierć Lachom” i swastykę. W podobny sposób sprofanowano we Lwowie monument profesorów lwowskich zabitych przez Niemców w 1941 roku. Dwukrotnie zniszczono pomnik Polaków pomordowanych w 1944 roku przez zbrodniarzy z SS Galizien w Hucie Pieniackiej. W styczniu wysadzono go przy pomocy materiałów wybuchowych, a w marcu, w niedługi czas po odnowieniu, został ponownie zdewastowany. Na symbolicznym krzyżu namalowano swastykę i tryzub, a na stojących obok tablicach z nazwiskami ofiar umieszczono napisy: „Śmierć Lachom” i „Precz z Ukrainy”. Wymienione akty barbarzyństwa były jednak tylko wstępem do bezprecedensowego ataku na polski konsulat w Łucku, który pod koniec marca został ostrzelany z granatnika. Podobne ataki terrorystyczne wymierzone w placówki dyplomatyczne, będące przecież pod szczególną ochroną, zdarzają się tylko w rejonach ogarniętych wojną lub w krajach, które trudno uznać za cywilizowane. Poza tym nie był to odosobniony incydent, ponieważ miesiąc wcześniej „nieznani sprawcy” obrzucili pojemnikami z czerwoną farbą siedzibę polskiego konsulatu we Lwowie, a na parkanie wymalowali napis: „Nasza ziemia”. W dniu 30 maja podpalono także polską szkołę w Mościskach.

Przedstawione tu haniebne czyny noszą znamiona zorganizowanej akcji, której wspólnym mianownikiem jest uderzenie w obiekty symbolizujące Państwo Polskie lub będące świadectwem polskości Kresów Południowo-Wschodnich, należących niegdyś do Rzeczypospolitej. Znamienne są także reakcje ukraińskich władz na te karygodne przejawy agresji. Ukraińcy bowiem, poza przekazywaniem Polakom wyrazów ubolewania, starają się przerzucić odpowiedzialność na „stronę trzecią”, czyli Rosję, która, ich zdaniem, za pomocą swoich służb specjalnych, dąży do wywołania konfliktu między naszymi państwami. Podobna narracja płynie również ze strony polskich polityków, zarówno z partii rządzącej, jak i z ugrupowań opozycyjnych, które widzą w tym inspirację, a nawet sprawstwo rosyjskie. Jednak, pomimo zgodnej wersji głoszonej przez oficjalne czynniki polityczne, sprawa narastającej fali antypolskich ataków na Ukrainie budzi wiele wątpliwości. Najważniejszą kwestią pozostaje schwytanie i ukaranie ich wykonawców. Nie można się bowiem zadowolić tłumaczeniem ukraińskich władz, że za wszystkim stoją Rosjanie, ponieważ na to, jak dotychczas, nie przedstawiono żadnych przekonywujących dowodów. Nikogo nie aresztowano, a winę przypisuje się bezustannie „nieznanym sprawcom”. Wywołuje to uzasadnione wątpliwości, co do szczerości intencji strony ukraińskiej, która, albo ukrywa prawdziwych sprawców, bo ich ujawnienie mogłoby zaszkodzić relacjom polsko-ukraińskim, albo też nie jest w stanie ich wykryć, co wskazywałoby na zatrważający rozkład tamtejszych instytucji państwowych, które nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa i porządku na swoim terytorium.

Fakty są zaś takie, że na Ukrainie rozwija się żywiołowo banderyzm, który staje się fundamentem ukraińskiej tożsamości narodowej, co jest efektem wychowywania przez wiele lat młodzieży w duchu szowinizmu i polonofobii. Widocznym tego przejawem są marsze i obchody urządzane cyklicznie ku czci zbrodniarzy z UPA oraz swoisty kult Stepana Bandery, który przeniknął już do szerokich kręgów ukraińskiego społeczeństwa, czego dowodem są liczne pomniki stawiane upowcom. Postawy wrogości wobec Polaków wzmacniane są przez prowokacyjne zachowania ukraińskich polityków, którzy nie dość, że nie przejawiają jakiejkolwiek woli rozliczenia się ze zbrodniczą przeszłością swoich przodków, to jeszcze zaostrzają sytuację uchwalając w parlamencie ustawy gloryfikujące banderowców i grożące sankcjami karnymi za podważanie ich „bohaterstwa”. Do pogorszenia wzajemnych relacji przyczynia się także działalność Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, który, po usunięciu postawionego nielegalnie w 1994 roku pomnika UPA w Hruszowicach na Podkarpaciu, wstrzymał stronie polskiej pozwolenie na prowadzenie prac poszukiwawczych, ekshumacyjnych i porządkowych na Ukrainie, gdzie znajdują się miejsca pochówku Polaków, będących ofiarami stalinowskich represji i ukraińskiego ludobójstwa. Ukraińcy grożą także wstrzymaniem legalizacji polskich miejsc pamięci na terenie ich kraju. Ta skandaliczna decyzja wpisuje się w cały ciąg antypolskich prowokacji, których przykładem jest zawieszenie na parkanie naszej ambasady w Kijowie portretu Stepana Bandery przez aktywistów nacjonalistycznej organizacji Czarny Komitet. A także uczczenie na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukrainy rocznicy śmierci Romana Szuchewycza – dowódcy UPA i kata Polaków, którego syn Jurij, będący deputowanym do parlamentu, bezczelnie oświadczył, że Polska nie ma prawa mówić Ukrainie kogo należy uważać za bohatera oraz że jest gotów „plunąć Polakom w mordę”. Nie można się więc dziwić, że w tak nienawistnej atmosferze, zachęcającej wręcz do odwetu na Polakach, mnożą się bandyckie ataki na polskie obiekty i instytucje.

Sytuację pogarsza też aktywność bardzo wpływowego ukraińskiego lobby w Polsce, na które składają się już nie tylko działające w naszym kraju organizacje ukraińskiej mniejszości, ale także zastępy zaślepionych polskich polityków, dziennikarzy i celebrytów. Wykazywana przez nich bezrefleksyjna postawa filoukraińska oraz głoszone fałszywe tezy o rzekomo pogłębiającym się „braterstwie” z Ukraińcami, zamiast prowadzić do zbliżenia między naszymi narodami, wywołują coraz większe antagonizmy. Ukraińcom trudno się dziwić, że starają się przedstawiać swój kraj w jak najlepszych barwach, zwłaszcza, że aspirują do Unii Europejskiej i NATO, ale uległość polskich władz wobec żądań strony ukraińskiej, to powód do wstydu. Polscy politycy pomagali Ukraińcom podczas „pomarańczowej rewolucji”, jeździli tłumnie na kijowski Majdan, wspierają ich hojnie pieniędzmi polskich podatników i nie zważając na koszty forsują ukraińskie interesy na arenie międzynarodowej. W zamian za to, Ukraińcy bezustannie plują nam w twarz! Doszło już nawet do tego, że strona ukraińska decydowała o tym, jak polski parlament ma uczcić ofiary ludobójstwa dokonanego przez UPA. W tej kwestii pod koniec czerwca 2016 roku, przed zaplanowaną debatą w Sejmie, marszałek Marek Kuchciński paktował w Truskawcu koło Lwowa z przedstawicielami ukraińskiego parlamentu, w tym ze wspomnianym już Jurijem Szuchewyczem. Ukraińcy głosząc hasło: „Nasz kraj – nasi bohaterowie!”, z oburzeniem reagują na próby zwrócenia im uwagi, że bezwstydnie gloryfikując zbrodniarzy z UPA szkodzą swojej narodowej sprawie. Jednocześnie wywierają presję na polskich polityków, aby odstąpili od godnego upamiętnienia ofiar ukraińskiego ludobójstwa. Warto też zwrócić uwagę na symboliczną, wręcz złowieszczą dla Polaków wymowę miejsca corocznych spotkań polityków PiS z ukraińskimi parlamentarzystami. W 1931 roku w Truskawcu został zamordowany przez ukraińskich terrorystów Tadeusz Hołówko, jeden z najbliższych współpracowników marszałka Józefa Piłsudskiego i gorący orędownik ugody polsko-ukraińskiej. Nie był on jedynym Polakiem, który w okresie międzywojennym zapłacił najwyższą cenę za zbyt idealistyczne podejście do zagadnienia stosunków polsko-ukraińskich. Od kul zamachowców z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ginęli także Ukraińcy opowiadający się za współpracą z Polakami, czego przykładem jest zamordowanie w 1934 roku Iwana Babija, dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie. Tragiczne dzieje naszych wzajemnych relacji, powinny być dla wszystkich przestrogą, zwłaszcza, że nie brak obecnie dowodów na to, iż Ukraińcy bezwzględnie wykorzystują naiwność polskich decydentów i bezczelnie narzucają im swój punkt widzenia w różnych kwestiach.

Dlatego Liga Obrony Suwerenności domaga się zrewidowania dotychczasowej błędnej polityki polskiego rządu wobec Ukrainy, która może być w dłuższej perspektywie zagrożeniem dla naszego narodowego bezpieczeństwa. Domagamy się zdecydowanego potępienia gloryfikacji ukraińskich formacji odpowiedzialnych za zbrodnie ludobójstwa oraz ścigania osób propagujących banderyzm na równi z innymi totalitarnymi ideologiami. Nie można bowiem tolerować szerzącego się na Ukrainie kultu dla zbrodniarzy z UPA, a tym bardziej zezwalać na stawianie takim zwyrodnialcom pomników na polskiej ziemi. Uległość polskich władz wobec ukraińskich szowinistów zachęca ich jedynie do kolejnych ataków i prowokacji. Niedopuszczalne są również naciski ze strony Kijowa, zmierzające do uniemożliwienia godnego upamiętnienia ukraińskiego ludobójstwa oraz czyniące z polskich ofiar zakładników w politycznej grze prowadzonej przez Ukraińców. Państwo Polskie nie może pod żadnym pozorem negocjować z Ukraińcami kwestii uhonorowania naszych rodaków oraz potępienia sprawców ich okrutnej śmierci, ponieważ jest to wyłącznie naszą sprawą wewnętrzną, w którą nie mają oni prawa ingerować.

Liga Obrony Suwerenności popiera stanowisko polskiego Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, który zdecydowanie odrzucił żądania Ukraińców dotyczące odtworzenia w pierwotnej formie pomnika UPA w Hruszowicach oraz stanowczo sprzeciwia się gloryfikacji formacji odpowiedzialnych za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, której „służy część nielegalnych ukraińskich miejsc pamięci w Polsce”.

Liga Obrony Suwerenności przyjęła również z rozczarowaniem decyzję Prezydenta Andrzeja Dudy, który odmówił objęcia patronatem honorowym Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Obywateli Polskich na Kresach II RP obchodzonego w dniach 8-9 lipca 2017 roku. W naszej opinii jest to nieusprawiedliwiony przejaw lekceważenia szlachetnych inicjatyw podejmowanych przez środowiska kresowe i patriotyczne, które miały prawo liczyć na to, że po wielu latach okazywanej im pogardy, ze strony poprzednich lokatorów Pałacu Namiestnikowskiego, znajdą wreszcie w osobie Prezydenta Rzeczypospolitej rzecznika swoich słusznych postulatów. Tym bardziej, że obecna głowa państwa zawdzięcza swój wybór, w znacznej mierze, poparciu udzielonemu przez wspomniane środowiska. Potępiamy również przejawy ohydnej propagandy pomawiającej szczerych patriotów i ludzi dobrej woli dążących do godnego upamiętnienia ofiar ukraińskiego ludobójstwa, o to, że są jakoby „ruskimi agentami” lub „pożytecznymi idiotami”. Naszym zdaniem są to nieuczciwe i plugawe pomówienia, które nie dość, że nie znajdują potwierdzenia w faktach, to jeszcze coraz częściej wygłaszane są przez państwowych dygnitarzy.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że Ukraińcy swoimi antypolskimi wystąpieniami dostarczają wystarczających argumentów do zweryfikowania stanowiska względem ich państwa. Widać coraz wyraźniej, że polityka tzw. strategicznego partnerstwa i uległości wobec Ukrainy uprawiana przez polskie rządy była błędem oraz że nie warto bezwarunkowo opowiadać się po ich stronie, narażając tym samym własne interesy narodowe. Ukraina bardziej potrzebuje pomocy od Polski, niż Polska od Ukrainy. Czas więc na otrzeźwienie, tak polskich, jak i ukraińskich polityków. Nie można bowiem dłużej tolerować sytuacji, gdy Polska, w zamian za bezwarunkowe poparcie dla interesów Ukrainy, doznaje samych upokorzeń w relacjach z tym krajem, a polscy politycy „chowają głowy w piasek”, zamiast zdecydowanie formułować nasze postulaty. Dlatego Liga Obrony Suwerenności domaga się wywarcia skutecznej presji na oficjalne czynniki ukraińskie, celem uzyskania z ich strony zdecydowanego potępienia szerzącego się na Ukrainie kultu zbrodniarzy z UPA oraz zapewnienia skutecznej ochrony polskim instytucjom i obiektom znajdującym się na terenie tego państwa, a także zagwarantowania bezpieczeństwa mieszkającym tam Polakom.

Gdańsk, dn. 11 lipca 2017 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

                                                                                                                    Wojciech Podjacki

W sprawie godnego upamiętnienia ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie godnego upamiętnienia ofiar ukraińskiego ludobójstwa

na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej.

11 lipca 1943 roku krwiożercze bandy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) dokonały jednoczesnego ataku na prawie 100 polskich miejscowości na Wołyniu, co było kulminacją zaplanowanej z zimną krwią zbrodni, mającej na celu unicestwienie wszelkich śladów polskości na południowo-wschodnich terenach Rzeczypospolitej. Ukraińscy oprawcy, z okrzykiem „śmierć Lachom”, wymordowali w bestialski sposób tysiące niewinnych i bezbronnych ludzi, co dowodzi ich ogromnego okrucieństwa i zdziczenia, które można porównać jedynie z postępowaniem najbardziej prymitywnych barbarzyńców. Mordowano mężczyzn, kobiety i dzieci, bez względu na wiek. Zabijano nie tylko Polaków, ale także ich ukraińskich małżonków. W rzeziach ginęli również Żydzi, Ormianie, Czesi oraz przedstawiciele innych mniejszości narodowych, a także Ukraińcy starający się pomóc ofiarom. Majątek pomordowanych rabowano, palono też zaatakowane polskie wsie, aby uniemożliwić ponowne osiedlenie się ludności. W wyniku prowadzonego konsekwentnie ludobójstwa, w latach 1939-1945 i jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej, Ukraińcy zamordowali ponad 100 tys. obywateli II Rzeczypospolitej. Ich dokładna liczba do dziś nie jest znana, a wielu z nich wciąż nie doczekało się godnego pochówku i upamiętnienia. Przerażającym jest to, że tych ohydnych zbrodni dokonywali najczęściej ukraińscy sąsiedzi, którzy żyjącym wśród nich Polakom odpłacili okrucieństwem i pożogą za to, że przynieśli na kresowe ziemie kaganek oświaty i nowoczesne formy gospodarowania. Banderowski holokaust, którego głównym motywem było dążenie do wyrzucenia „Lachów za San”, doprowadził do tego, że Kresy Wschodnie spłynęły polską krwią, a oprawcy utuczyli się na zrabowanym majątku ofiar. Jednak pomimo wielkiej determinacji owładniętych zbrodniczą ideologią i zarażonych chorą zawiścią siepaczy, nie udało im się całkowicie zatrzeć świadectwa polskości kresowych ziem, gdzie nawet obecnie „każdy kamień mówi po polsku”.

Rodziny pomordowanych, jak również ogół Kresowiaków i patriotów, od wielu lat domagają się godnego uczczenia i upamiętnienia ofiar ukraińskiego ludobójstwa. Dotychczas jednak ta szczytna inicjatywa przegrywała w konfrontacji z polityką rządzących Polską ugrupowań, które, bezrefleksyjnie wspierając Ukrainę i ulegając wpływowemu w naszym kraju lobby ukraińskiemu, odrzucały możliwość odpowiedniego zadośćuczynienia tym słusznym postulatom. Polscy politycy, w imię fałszywie pojętej „przyjaźni” z Ukrainą, przymykają oczy na szerzący się u naszych wschodnich sąsiadów banderyzm i kult morderców z UPA, który również coraz częściej daje o sobie znać w Polsce, gdzie lokalne społeczności ukraińskie stawiają pomniki naszym oprawcom i dokonują licznych antypolskich prowokacji. Haniebną i godną potępienia jest także działalność tych polityków, którzy usiłują uniemożliwić sprawiedliwe rozliczenie banderowskich zbrodni i próbują relatywizować to ludobójstwo w imię „dobrych” stosunków z Ukrainą.

Polskie władze dotychczas umywały ręce od potrzeby godnego uczczenia pamięci mieszkańców Kresów Wschodnich pomordowanych przez ukraińskich zbrodniarzy. Dlatego, gdy rządy w Polsce sprawuje obóz polityczny mieniący się patriotycznym, Liga Obrony Suwerenności domaga się pełnego zadośćuczynienia ofiarom tej strasznej zbrodni. Domagamy się, aby uchwalono 11 lipca Dniem Pamięci Pomordowanych podczas ukraińskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej. Uważamy także, że nie można poprzestać na uchwale oddającej hołd ofiarom, a Sejm powinien wydać specjalną ustawę potępiającą ukraińskich zbrodniarzy i umożliwiającą zwalczanie rozprzestrzeniającego się banderyzmu, podobnie jak to ma miejsce w przypadku nazizmu i komunizmu. Liga Obrony Suwerenności uważa, że prawdziwe partnerstwo z Ukrainą można budować jedynie na fundamencie prawdy, a naszej narodowej godności i poczucia sprawiedliwości nie wolno nikomu poświęcać w imię doraźnych politycznych interesów.

Gdańsk, dn. 6 lipca 2016 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W związku z niedopuszczalną ingerencją w sprawy wewnętrzne Państwa Polskiego.

O Ś W I A D C Z E N I E

w związku z niedopuszczalną ingerencją w sprawy wewnętrzne Państwa Polskiego.

W ostatnim czasie na Polskę wywierany jest silny nacisk ze strony unijnych instytucji i innych zagranicznych ośrodków, które w ten sposób chcą zmusić władze naszego kraju do działania zgodnego z ich interesem. Służą temu zorganizowane na forum Parlamentu Europejskiego debaty „w sprawie sytuacji w Polsce” w dniach 19 stycznia i 13 kwietnia 2016 roku, zwieńczone uchwaleniem rezolucji wymierzonej w nasze państwo. W wymienione działania wpisuje się również rzekomo niezależna Komisja Wenecka, która wydała 12 marca 2016 roku nieprzychylną dla Polski opinię, jak również zakulisowe naciski ze strony amerykańskiej administracji. Bez wątpienia polityczny podtekst mają także nierzetelne oceny agencji ratingowej, nieuwzględniające faktycznej kondycji naszej gospodarki i finansów publicznych, a będące formą szantażu, który ma na celu umożliwienie dalszego nieskrępowanego wyzysku ekonomicznego Polski przez obcy kapitał i międzynarodową finansjerę. W przeciwieństwie do pustosłowia unijnych manifestów, które nie muszą się przełożyć na sytuację wewnętrzną w Polsce, oceny agencji ratingowych uderzają wprost w polskie finanse, obniżając naszą atrakcyjność gospodarczą oraz doprowadzając do osłabienia kursu złotego i podwyższenia kosztów obsługi długu zagranicznego. Takimi właśnie niegodziwymi metodami międzynarodowi lichwiarze zamierzają zabezpieczyć swoje interesy kosztem polskiego budżetu i podatnika. Dochodzi do tego zmasowany atak antypolskiej propagandy, która mając swoje źródła we wpływowych środowiskach politycznych i finansowych, próbuje przedstawić nasz kraj w jak najgorszych barwach. W ten sposób chcą oni zdyscyplinować „niepokornych” Polaków, aby posłusznie maszerowali w stronę „upragnionego raju”, czyli nowego federacyjnego imperium, które miałoby powstać na gruzach europejskich państw narodowych.

Pomijając szczegółowe aspekty konfliktu, który stał się dla brukselskich technokratów dogodnym pretekstem do ingerencji w nasze sprawy wewnętrzne, należy podkreślić haniebną rolę niektórych krajowych polityków, którzy ze szkodzenia Polsce uczynili sobie podstawę swojej aktywności. Wynoszenie polskich spraw na forum zagraniczne i przysparzanie naszemu państwu kłopotów jest postępowaniem karygodnym. Przypomina bowiem najgorsze momenty w naszych dziejach, gdy targowiczanie czy komunistyczni renegaci, broniąc swoich synekur i przywilejów, zabiegali o obcą interwencję w Petersburgu i Moskwie. Teraz prominentni politycy upadłej koalicji jeżdżą do Brukseli i uczestniczą w antypolskiej nagonce, co budzi uzasadnione oburzenie naszego społeczeństwa. Narastający w Polsce konflikt świadczy o braku dobrej woli i złej kondycji moralnej krajowego establishmentu, ale nie upoważnia żadnej z opcji politycznych do wynoszenia naszych problemów na zewnątrz, ponieważ podkopuje to pozycję Polski na arenie międzynarodowej i naraża nas na niepotrzebne reperkusje.

Liga Obrony Suwerenności zdecydowanie odrzuca nieuprawnioną i niedopuszczalną ingerencję w sprawy wewnętrzne Państwa Polskiego, naruszającą jego podmiotowość i świadczącą dobitnie o zamiarze narzucenia naszemu krajowi jarzma obcej dominacji. Uważamy, że Unia Europejska powinna się zająć kryzysem migracyjnym, który wywołała swoją nieodpowiedzialną polityką, a nie stwarzać sztuczne problemy w relacjach z Polską. Dlatego domagamy się od polskich władz zdecydowanej i nieugiętej postawy wobec nacisków i szantaży ze strony czynników zagranicznych. Potępiamy także niegodziwe postępowanie tych polityków, którzy zabiegają o obcą ingerencję i zagraniczny arbitraż, co czynią pod szumnymi hasłami obrony demokracji i praworządności, a w istocie motywuje ich do tego prywata i chęć zachowania uprzywilejowanej pozycji społecznej. Realizowanie osobistego interesu kosztem dobra publicznego jest czynem wysoce niemoralnym i karygodnym, zasługującym na najwyższe potępienie. Dlatego osobników, którzy się tego dopuszczają trzeba eliminować ze świata polityki i poddawać ostracyzmowi społecznemu.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że rozwiązania naszych własnych problemów należy poszukiwać w kraju, a nie wynosić je na forum międzynarodowe. W związku z tym domagamy się zaprzestania dalszego eskalowania konfliktu i przyjęcia przez zwaśnione strony takich rozwiązań, które będą zgodne z najlepiej pojętym interesem Narodu i Państwa Polskiego.

Gdańsk, dn. 25 kwietnia 2016 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie kryzysu migracyjnego w Europie.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie kryzysu migracyjnego w Europie.

Wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim czasie pokazały, że Unia Europejska nie radzi sobie z wyzwaniem, jakim jest masowy napływ do Europy ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu. Wielomilionowa skala tego exodusu może być porównywalna jedynie z przemieszczeniami ludności po zakończeniu II wojny światowej lub z wielką wędrówką ludów barbarzyńskich, która w starożytności przyczyniła się do upadku Cesarstwa Rzymskiego. Wiele wskazuje na to, że proces ten, podobnie jak w przeszłości, może radykalnie odmienić oblicze Europy i doprowadzić do głębokich zmian struktury etnicznej na dużych obszarach naszego kontynentu. W konsekwencji osiedlenia się w Europie milionów ludzi wywodzących się z obcej i wrogiej nam cywilizacji islamskiej, nastąpi wzrost zagrożenia przestępczością i terroryzmem, jak również upadek naszych europejskich wartości i kultury. Proces ten doprowadzi Europejczyków nie tylko do ruiny ekonomicznej i socjalnej, lecz przede wszystkim zdewastuje nasz dotychczasowy styl życia, którego, jak pokazują wieloletnie doświadczenia państw zachodnich, obcy nam przybysze w ogóle nie akceptują.

Wiele przyczyn złożyło się na powstanie tego zagrożenia, a jedną z ważniejszych jest znaczny wzrost populacji ludów zamieszkujących Afrykę i Bliski Wschód oraz towarzyszące temu zjawisku kurczenie się lokalnych zasobów i ubożenie wielkich mas ludności, a także powiększające się rozwarstwienie społeczne. Z jednej strony mamy do czynienia ze skrajną nędzą przeważającej części tamtejszych społeczeństw, z drugiej zaś z życiem w nadmiernym luksusie i przepychu wąskich elit. Dotyczy to w szczególności krajów zarabiających ogromne sumy na handlu ropą naftową i turystyce, które zamiast służyć rozwiązywaniu problemów w regionie, wydawane są na zbrojenia i utrzymanie zachłannych szejków. Kolejnym problemem jest postępująca w ostatnich latach destabilizacja tamtego regionu, której przyczyn należy doszukiwać się w aktywności islamskich radykałów, organizujących wystąpienia rewolucyjne w stylu „Arabskiej Wiosny Ludów” oraz inspirujących najohydniejsze zamachy terrorystyczne. Powszechnie wiadomo, że zbrodnicze formacje, takie jak ISIS czy Al-Kaida, wspierane są przez państwa muzułmańskie i wpływowe środowiska islamskie. Niebagatelną przyczyną jest również rywalizacja globalnych i regionalnych mocarstw, która na tamtym terenie przybrała bardzo brutalną formę, a ich sprzeczne interesy doprowadziły do zdemolowania dotychczasowej względnej równowagi sił. Wsparcie polityczne, finansowe i militarne udzielane z wielką hojnością wszelakiej maści rebeliantom, w konsekwencji doprowadziło do obalenia lokalnych reżimów, które nie cechowały się łagodnością wobec swoich obywateli, lecz za to były przewidywalne i utrzymywały w ryzach islamskich rzezimieszków. Czas pokazał, że miejsce po obalonych dyktatorach zajęli krwiożerczy dżihadyści, którzy rozpętali na wielką skalę terror, wprowadzili na zajętych terenach prymitywne prawo szariatu, wypędzili z domów miliony ludzi i przenieśli wojnę do centrum Europy.

W takiej sytuacji nieodpowiedzialna polityka Unii Europejskiej i odgrywających w jej ramach największą rolę Niemiec, musi się jawić jako szaleństwo lub zdrada pozostałych państw członkowskich, co wiedzie Europejczyków wprost do zbiorowego samobójstwa. Nie można bowiem inaczej nazwać zaproszenia do Europy przez kanclerz Angelę Merkel milionów imigrantów, których często trudno nazwać uchodźcami. Stanowią oni w przytłaczającej większości zbiorowisko młodych i rozwydrzonych mężczyzn, którzy przybywają do nas przeważnie po to, aby zaznać lepszego i wygodniejszego życia na koszt europejskiego podatnika. Nie garną się do pracy, lecz wyciągają ręce po zasiłki socjalne. Nie chcą się też integrować, tylko narzucić nam swój styl życia, a gospodarzom okazują całkowitą pogardę, o czym najdobitniej świadczy masowa skala kradzieży, rozbojów i przestępstw na tle seksualnym, których się dopuszczają w wielu europejskich miastach. Polityka multikulturalizmu wprowadzana na siłę przez środowiska lewicowe i liberalne w Zachodniej Europie poniosła całkowitą klęskę, a jej pokłosiem są znajdujące się we wszystkich większych miastach muzułmańskie enklawy, które stanowią wylęgarnię przestępców i terrorystów. Świadczą o tym tysiące najemników walczących w szeregach ISIS, rekrutujących się spośród rzekomo zasymilowanych europejskich muzułmanów, a także coraz większa liczba zamachów dokonywanych przez nich na terenie państw europejskich, w których zamieszkują. Z takim wrogiem trudno jest walczyć, bo jest w praktyce naszym sąsiadem. Dlatego godnym potępienia jest szerokie otwarcie drzwi dla kolejnych milionów przybyszów, którzy zasilą szeregi zradykalizowanych islamistów, dążących do przejęcia panowania nad Europą. 

Wzrostowi zagrożenia towarzyszy jednocześnie porażająca bezradność unijnych instytucji, które najpierw presją i szantażem wymusiły wpuszczenie ogromnej fali imigrantów w granice UE, a teraz próbują narzucić państwom członkowskim przyjęcie zasady automatycznej relokacji tych przybyszów, według odgórnie ustalanego rozdzielnika. Wiele wskazuje na to, że takie postępowanie jest elementem planu, który ma na celu złamanie oporu państw narodowych i narzucenie im nowych rozwiązań, mających doprowadzić do przyspieszenia procesów integracyjnych, czego efektem będzie przejęcie pełni władzy przez decydentów z Brukseli, marzących o przekształceniu Unii Europejskiej w państwo federacyjne. Sprowadzenie na Europę inwazji obcych przybyszów, którzy naruszą bądź zniszczą dotychczasowe status quo we wszystkich aspektach naszego życia społecznego, może być dogodnym pretekstem, aby postawić fałszywą tezę, że państwa członkowskie nie są w stanie samodzielnie poradzić sobie z taką skalą problemów, a dotychczasowe uprawnienia unijnych technokratów są do tego niewystarczające. Dlatego brukselscy komisarze zamierzają sięgnąć po prerogatywy pozostające do tej pory w gestii państw narodowych, a dotyczy to przede wszystkim ochrony granic zewnętrznych Unii. Domagają się bowiem utworzenia europejskiej straży granicznej, która wbrew woli poszczególnych krajów mogłaby przejmować kontrolę nad ich granicami, co w jawny sposób naruszałoby suwerenność tych państw. Prawda wygląda jednak inaczej, niż ją przedstawia unijna propaganda, ponieważ przykład węgierski wyraźnie pokazuje, że przy odpowiedzialnej i zdecydowanej postawie władz tego państwa, można było powstrzymać napływ imigrantów i zabezpieczyć społeczeństwo przed negatywnymi następstwami szkodliwej polityki unijnej.

Unia Europejska, poza szykanami i szantażowaniem państw członkowskich, które nie chcą się ugiąć przed jej dyktatem, nie ma do zaoferowania żadnego rozwiązania. Nie można przecież uznać za zbawienną kapitulację przed szantażem ze strony Turcji, która ma znaczny udział w destabilizacji Bliskiego Wschodu, gdzie próbuje realizować swoje interesy, kosztem całego otoczenia międzynarodowego, a wszystko to czyni pod parasolem ochronnym NATO i za pieniądze z Brukseli. Turcy nie bez podstaw oskarżani są o to, że wspierają ISIS i inne organizacje terrorystyczne w różnych zakątkach świata, a ich udział w interwencji na terenie Syrii i Iraku sprowadza się głównie do zwalczania Kurdów i dokonywania czystek etnicznych na terenach przygranicznych. Nie budzi też wątpliwości, że masowy exodus imigrantów do Europy ma wszelkie cechy zorganizowanego procederu, który nie byłby możliwy, gdyby nie przyzwolenie i wsparcie ze strony tureckich służb. Dlatego musi napawać niepokojem bliskie partnerstwo Niemiec i Turcji w „zarządzaniu kryzysem migracyjnym”. Nie można być bowiem przekonanym o szczerości intencji Ankary, która, w zamian za 3 mld euro i przyspieszenie negocjacji w sprawie członkostwa w UE, zobowiązała się do wdrożenia konkretnych działań w celu uszczelnienia swoich granic, powstrzymania fali imigrantów i skutecznego zwalczania przemytu. O tym jednak, że są to puste deklaracje świadczą brutalne fakty, ponieważ pomimo zimy, która tylko nieznacznie zmniejszyła skalę migracji, do samej Grecji codziennie dociera nawet 2 tys. osób. Turcy nie robią praktycznie nic, aby ograniczyć rozmiary tego exodusu i nie podejmują walki z przemytnikami na Morzu Egejskim, którzy nawet przy silnym wietrze i niskich temperaturach wsadzają ludzi do przepełnionych łodzi i wysyłają w morze. W świetle przytoczonych faktów można więc uznać, że polityka uległości wobec Turcji realizowana przez Berlin i Brukselę jest ślepą uliczką, która doprowadzi do pogorszenia się naszej sytuacji, ponieważ po przyjęciu tego państwa do Unii, z jego prawie osiemdziesięciomilionową społecznością muzułmańską, może się ono stać dla nas przysłowiowym „koniem trojańskim”.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że dla rozwiązania kryzysu migracyjnego w Europie należy podjąć zdecydowane działania, mające na celu zmianę dotychczasowej polityki Unii Europejskiej, której zadaniem powinno być zapewnienie Europejczykom prawdziwej „przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości”, przy jednoczesnym poszanowaniu suwerenności państw narodowych. Musi temu towarzyszyć rezygnacja przez instytucje unijne z dążenia do narzucenia narodom europejskim zbankrutowanego multikulturalizmu, który, w imię fałszywie definiowanego humanitaryzmu, niszczy podstawy ich funkcjonowania. Unia Europejska nie ma prawa utrudniać lub zabraniać wolnym i dumnym narodom Europy podejmowania działań na rzecz ochrony wolności, majątku i stylu ich życia, przed zagrożeniami wynikającymi z masowego napływu obcych kulturowo przybyszów. Dlatego należy niezwłocznie zabezpieczyć i uszczelnić zewnętrzne granice UE, do czego niezbędne jest zastosowanie podobnych środków jakie przedsięwzięli Węgrzy oraz wyasygnowanie na ten cel odpowiednich funduszy z unijnego budżetu. W gestii Agencji Frontex leży natomiast udzielenie efektywnego wsparcia państwom członkowskim, a także skuteczne zwalczanie przemytu ludzi w basenie Morza Śródziemnego. Uszczelnienie granic i traktowanie z całą surowością prawa osób, które próbują je nielegalnie przekroczyć, w połączeniu z akcją informacyjną prowadzoną w krajach skąd rekrutują się imigranci, powinno przynieść oczekiwane rezultaty. Z Europy musi wyjść wyraźny komunikat, że więcej uchodźców ani tym bardziej imigrantów nie przyjmiemy, a wszystkich, którzy zignorują to ostrzeżenie będziemy traktować jak nieproszonych intruzów. W poczuciu odpowiedzialności za los Europy, trzeba również ukrócić wybryki tych polityków, którzy swoim postępowaniem sprowadzili na nas te kłopoty. Jeśli zaś chodzi o rozwiązanie problemu osób znajdujących się już na obszarze Unii, to naszym zdaniem należy dokonać ich niezwłocznej identyfikacji oraz deportować wszystkich imigrantów ekonomicznych, którym nie przysługuje status uchodźcy. Deportacji powinni podlegać także osobnicy, którzy zamieszani są w działalność terrorystyczną lub dokonali jakichkolwiek przestępstw podczas pobytu w Europie. Pomoc udzielana zweryfikowanym uchodźcom może trwać jedynie do momentu, gdy będą oni mogli bezpiecznie powrócić do swoich krajów. Doraźny charakter tej pomocy powinien wykluczać powiększanie liczby uchodźców poprzez udzielanie zgody na sprowadzanie kolejnych członków ich rodzin oraz doprowadzić do rezygnacji z prowadzenia kosztownych i nieskutecznych działań integracyjnych. Wszelkie koszty wynikające z udzielenia tymczasowego schronienia uchodźcom powinny być pokrywane z funduszy unijnych, a państw członkowskich, które nie chcą ich przyjąć na swoje terytorium nie powinno się do tego zmuszać.

Liga Obrony Suwerenności zdaje sobie sprawę z tego, że proponowane działania mają charakter doraźny, służący rozwiązaniu bieżącego kryzysu migracyjnego, ale są one niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom Europy. W celu uniknięcia w przyszłości podobnych problemów należy podjąć działania o charakterze długofalowym. Jednym z nich może być wywarcie skutecznej presji na kraje muzułmańskie, aby uzyskać ich większe zaangażowanie w pomoc uchodźcom przebywającym w państwach sąsiadujących z terenami objętymi działaniami wojennymi, ale przede wszystkim trzeba na nich wymóc zaprzestanie współpracy z organizacjami terrorystycznymi. Świat muzułmański musi wziąć większą odpowiedzialność za rozwiązywanie konfliktów w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, a nie tylko czerpać zyski ze współpracy gospodarczej z Zachodem. Przywrócenie ładu i pokoju w tamtym regionie wymaga też większej rozwagi, odpowiedzialności i współpracy ze strony mocarstw dokonujących interwencji, aby cały świat nie musiał ponosić konsekwencji ich awanturniczej polityki. Dlatego rozwiązania trwających tam konfliktów powinno się poszukiwać na forum ONZ, a nie w narastającej rywalizacji militarnych potęg. Potrzebna jest efektywna pomoc materialna, kierowana za pośrednictwem organizacji humanitarnych wprost do uchodźców, zamiast dostarczanego stronom walczącym najnowocześniejszego uzbrojenia, które przeważnie wpada w ręce zbrodniarzy z ISIS.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że Polska nie ponosi odpowiedzialności za wywołanie kryzysu migracyjnego w Europie. Dlatego nie powinniśmy przyjmować na swoje terytorium imigrantów ani uchodźców, którzy i tak nie mają zamiaru u nas pozostać, ponieważ celem ich wędrówki są bogatsze od nas kraje Zachodniej Europy. Obowiązkiem polskich władz jest obrona naszej suwerenności i zapewnienie bezpieczeństwa Polakom, którzy mają prawo do zachowania własnego stylu życia oraz pielęgnowania swojej kultury, religii i tradycji, a jednorodny charakter Państwa Polskiego jest wielką wartością i źródłem naszej siły. W związku z tym należy zawetować wszelkie próby narzucenia Polsce przez Unię Europejską jakichkolwiek kontyngentów w ramach przymusowej relokacji uchodźców. Udział naszego kraju w rozwiązywaniu kryzysu migracyjnego powinien polegać na aktywnej akcji dyplomatycznej, która miałaby na celu zmianę polityki unijnej na racjonalną i efektywną oraz na udzieleniu pomocy państwom borykającym się z falą masowej migracji, a także na wsparciu wszelkimi możliwymi środkami akcji uszczelnienia zewnętrznych granic Unii. Oczekujemy więc od polskich władz zdecydowanej i odpowiedzialnej postawy, która zagwarantuje bezpieczną egzystencję polskiemu społeczeństwu, a także umożliwi uregulowanie wstydliwego długu wobec rodaków mieszkających na terenach byłego Związku Sowieckiego i tych Polaków, którzy w ostatnim czasie zmuszeni byli do poszukiwania pracy za granicą. Priorytetem dla nas powinna być repatriacja osób polskiego pochodzenia, które w wyniku represji ze strony sowieckiego reżimu zostały przesiedlone w głąb ZSRS oraz ich potomków, co byłoby zadośćuczynieniem za cierpienia jakich doznali. Rozwiązaniem problemów demograficznych jest natomiast stałe działanie na rzecz zwiększenia dzietności polskich rodzin i stworzenie warunków do powrotu dla milionów polskich emigrantów ekonomicznych, a nie naturalizacja obcych nam cywilizacyjnie przybyszów.

Gdańsk, dn. 29 stycznia 2016 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki 

[Sassy_Social_Share]