STANOWISKO
Ruchu Patriotycznego
w sprawie umowy zawartej przez Unię Europejską z krajami bloku Mercosur
W dniu 9 stycznia 2026 roku Rada Unii Europejskiej wyraziła zgodę na sfinalizowanie negocjowanej od 25 lat umowy handlowej z krajami Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj). Stało się to pomimo sprzeciwu części państw członkowskich (Francji, Polski, Węgier, Austrii i Irlandii) i wstrzymania się od głosu Belgii. W dodatku Włochy nieoczekiwanie zmieniły front, bowiem dały się skorumpować Niemcom i Komisji Europejskiej i poparły to porozumienie. W konsekwencji nie udało się zbudować tzw. mniejszości blokującej i ostatecznie umowa została przegłosowana większością kwalifikowaną (55% państw członkowskich, reprezentujących 65% ogółu ludności UE). Rada Unii Europejskiej przyjęła też sprytną strategię, ponieważ podzieliła mechanizm zatwierdzenia tego porozumienia na dwa równoległe procesy: pierwszy dotyczy szerokiej umowy partnerskiej (EMPA), drugi zaś umożliwia zawarcie Tymczasowej Umowy Handlowej (ITA). Ta druga umowa należy do wyłącznych kompetencji brukselskich biurokratów i nie wymaga ratyfikacji przez parlamenty narodowe, natomiast do formalnego usankcjonowania całego pakietu potrzebna będzie zgoda Parlamentu Europejskiego. ITA zakłada natychmiastowe zniesienie większości barier celnych między obydwoma obszarami gospodarczymi. Rozwiązanie to ma samodzielnie funkcjonować aż do momentu wejścia w życie EMPA, co wychodzi naprzeciw oczekiwaniom niemieckiego przemysłu i południowoamerykańskich agroholdingów. W związku z tym, 17 stycznia 2026 roku delegacja Komisji Europejskiej pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen udała się do Paragwaju i podpisała umowę z blokiem państw Mercosur, co otwiera drogę do wdrożenia jej części handlowej z pominięciem przewlekłego procesu procedowania całej EMPA.
Bruksela w triumfalistycznym tonie ogłosiła, że w wyniku podpisania umowy z Mercosur powstanie największa na świecie strefa wolnego handlu obejmująca ponad 700 milionów ludzi i rynek wart prawie 20% światowego PKB. Doprowadzi to do zniesienia ceł na 90% towarów, na czym w UE najbardziej skorzysta przemysł samochodowy, maszynowy, metalurgiczny, chemiczny i farmaceutyczny, czyli najważniejsze branże niemieckiej gospodarki, które uzyskają dostęp do tańszych surowców i nowych rynków zbytu. W krajach Mercosur najwięcej zyska sektor rolny i produkcji żywności, co stanie się kosztem europejskich rolników, w tym oczywiście polskich, którzy będą musieli zmniejszyć lub wygasić swoją produkcję. Wbrew unijnej propagandzie, kwestia ta nie sprowadza się wyłącznie do zalewu europejskiego rynku przez wybrane produkty takie jak: wołowina, drób, cukier, soja czy kukurydza, bowiem wielkie południowoamerykańskie holdingi mogą rozszerzyć zakres oferowanego asortymentu, również o żywność przetworzoną, co będzie możliwe dzięki wsparciu kapitałowemu i technologicznemu dostarczonemu przez niemieckich potentatów przemysłowych.
Polscy producenci rolni, którzy od kilku lat zmagają się z nieuczciwą konkurencją ze strony ukraińskich oligarchów, korzystających z rozlicznych preferencji przyznanych im przez Brukselę, po wejściu w życie umowy z Mercosur zostaną wzięci w podwójne kleszcze, co może doprowadzić nasze rolnictwo do całkowitego upadku. Udział sektora rolno-spożywczego w polskim PKB wynosi obecnie około 3% i odpowiada on za ponad 15% polskiego eksportu. W naszym rolnictwie według danych za rok 2024 zatrudnionych było około 1,2 mln osób, czyli 8,4% ogółu pracujących Polaków, a kolejne 3 miliony pracuje w przemyśle przetwórczym. Sektor rolno-spożywczy jest więc niezwykle istotną gałęzią polskiej gospodarki, która generuje znaczne przychody do budżetu państwa i stanowi podstawę utrzymania dla bardzo wielu polskich rodzin. Działania brukselskich biurokratów są zatem nieakceptowalne dla Polski, gdyż w interesie niemieckich przemysłowców dokonują zamachu na podstawy egzystencji naszego rodzimego rolnictwa. Trzeba też podkreślić, że problemem nie jest wyłącznie potencjalny zalew polskiego rynku przez tańsze produkty z Ameryki Południowej, dystrybuowane za pośrednictwem zagranicznych sieci handlowych, ale również zjawisko wypychania naszej żywności z rynku Unii Europejskiej, gdzie sprzedajemy aż 75% naszego eksportu rolno-spożywczego.
Opisywana umowa wzbudziła silny opór ze strony europejskich rolników, którzy obawiają się utraty konkurencyjności na unijnym rynku, bowiem żywność w państwach Mercosur jest wytwarzana przy znacznie mniej rygorystycznych normach środowiskowych i sanitarnych, niż te obowiązujące w UE. W pełni uzasadnione są także obawy dotyczące bezpieczeństwa konsumentów, ponieważ kraje południowoamerykańskie w produkcji rolnej używają substancji zakazanych w Europie, stosują znacznie wyższe dawki glifosatu i pestycydów oraz masowo produkują żywność genetycznie modyfikowaną (GMO). W hodowli zwierzęcej stosowane są tam powszechnie hormony wzrostu, bo jest ona nastawiona na przemysłową produkcję na eksport. Dlatego nie dba się tam o dobrostan zwierząt, do czego z kolei przywiązuje się wielką wagę w UE. Podstawowym problemem umowy z Mercosur jest więc rażąca asymetria w standardach produkcji rolnej, ponieważ rolnictwo w Ameryce Południowej funkcjonuje w zupełnie innych realiach prawnych, środowiskowych i sanitarnych niż w Unii Europejskiej. Dlatego po wejściu w życie tej umowy położenie polskiego rolnika stanie się niezwykle ciężkie, bo będzie on musiał spełniać rygorystyczne normy unijne, ponosić koszty Zielonego Ładu, ograniczeń środowiskowych i biurokracji, a jednocześnie zostanie zmuszony do konkurowania z towarem wytwarzanym taniej, szybciej i bez porównywalnych obciążeń. To nie jest wolny rynek, lecz instytucjonalnie zalegalizowana nierówność! W dodatku brukselscy biurokraci łamią zasadę, którą od lat głosili, że żywność powinna pokonywać jak najkrótszą drogę „od pola do stołu”. Jednak, kiedy gra toczy się o zabezpieczenie interesów niemieckich przemysłowców, to dla tych hipokrytów ochrona środowiska i klimatu nagle przestaje się liczyć i nie mają oni już nic przeciwko temu, żeby wołowinę transportować przez tysiące kilometrów statkami napędzanymi mazutem.
Umowa handlowa z państwami Mercosur przedstawiana jest przez jej zwolenników jako krok w stronę „wolnego handlu” i „wzmocnienia konkurencyjności europejskiej gospodarki”. W rzeczywistości jednak dla krajów takich jak Polska nie jest ona korzystna, ponieważ przenosi ciężar kosztów na rolnictwo europejskie. Służy zaś wyłącznie wzmocnieniu kondycji podupadającego przemysłu niemieckiego i realizacji imperialnych wizji brukselskich biurokratów, którzy poprzez forsowanie pogłębionej centralizacji i całkowite ubezwłasnowolnienie państw narodowych, chcą wziąć udział w rywalizacji największych światowych potęg ekonomicznych o prymat na globalnym rynku. Umowa z Mercosur to brutalny dumping zalegalizowany polityczną decyzją Komisji Europejskiej, która, uzurpując sobie bezprawnie rolę „europejskiego rządu”, realizuje patologiczny model zarządzania „wspólnotą”, polegający na tym, że centrum zarabia, a peryferie ponoszą koszty społeczne. Ukazuje też brutalną prawdę o polityce UE traktującej rolnictwo jako sektor wymienny, który można poświęcić w imię zabezpieczenia interesów niemieckich koncernów przemysłowych, będących od zawsze w centrum uwagi brukselskich komisarzy. Praktyka ta w oczywisty sposób łamie zapisy unijnych traktatów, które miały zagwarantować równe traktowanie wszystkim państwom członkowskim i ochronę ich żywotnych interesów. Bruksela jednak, w przypadku umowy z Mercosur, nie tylko faworyzuje Niemcy kosztem pozostałych państw członkowskich, ale także dopuszcza do wspólnego rynku kraje spoza Unii, którym zapewnia szczególne uprzywilejowanie.
Bardzo niepokojące jest też łamanie demokratycznych reguł w procesie decyzyjnym, ponieważ opisywane porozumienie jest forsowane pomimo sprzeciwu europejskich środowisk rolniczych i wielu państw członkowskich, których protesty są ignorowane przez unijnych biurokratów. Decyzje podejmowane są w zaciszu brukselskich gabinetów, w logice geopolitycznych ambicji i ideologii globalizmu, bez uwzględnienia realnych kosztów społecznych, które są przerzucane tylko na niektóre państwa członkowskie. Proponowane klauzule ochronne i tzw. hamulce bezpieczeństwa są niewystarczającym zabezpieczeniem dla europejskich rolników, a w dodatku o ich zastosowaniu zdecyduje arbitralnie Bruksela. Pomimo tego, że 21 stycznia 2026 roku Parlament Europejski niewielką liczbą głosów zdecydował o poparciu wniosku w sprawie skierowania umowy handlowej z Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości UE, aby sprawdzić zgodność porozumienia z unijnymi traktatami, to jego zatwierdzenie odwlecze się tylko na pewien czas. W tej kwestii swoje oburzenie wyraził już zresztą niemiecki kanclerz Friedrich Merz, który oświadczył, że nie zgadza się z tą decyzją i że „porozumienie musi mimo wszystko wejść w życie”. Bruksela jak zwykle wsłuchała się w głos berlińskiej wyroczni i Ursula von der Leyen oświadczyła, że „istnieje wyraźny interes, by umowa handlowa z Mercosurem weszła w życie jak najszybciej” oraz że „KE ma jednak możliwość wdrożenia umowy tymczasowo, bez ratyfikowania jej przez PE”. Dodała też, że „aby można ją było tymczasowo wdrożyć, stosowne decyzje musi podjąć choć jedno z państw Mercosuru”. Dopinguje ją do tego szef Rady Europejskiej Antonio Costa, bo jego zdaniem „państwa członkowskie, podejmując decyzję w sprawie umowy, nie tylko udzieliły pozwolenia na jej podpisanie przez KE, ale także na jej tymczasowe stosowanie”. Jeśli więc von der Leyen zdecyduje się pójść drogą łamania unijnych procedur i nie będzie czekać z realizacją umowy z Mercosur na decyzję TSUE, to dopuści się rażącego nadużycia uprawnień, co może mieć dla niej i innych odpowiedzialnych za to brukselskich biurokratów przykre konsekwencje prawne. Tymczasem jednak mocno uaktywnia się lobbing największych graczy, a zapłacić za tą szkodliwą politykę mają obywatele dyskryminowanych państw członkowskich.
Ruch Patriotyczny wielokrotnie przestrzegał przed zagrożeniami płynącymi z członkostwa Polski w Unii Europejskiej, ale „polscy” politycy zaślepieni unijną propagandą, obciążeni kompleksem niższości i karmieni brukselskimi dietami, byli głusi na głos rozsądku. Już w 2003 roku ostrzegaliśmy, że „dostosowując nasz kraj do tzw. standardów unijnych, brukselska agentura przygotowuje likwidację naszej państwowości i upadek gospodarki oraz szykuje nam rolę lokajów w Europie, a wszystko to w imię fałszywych iluzji i za cenę kilkuset stołków w Brukseli”. Zgodnie z naszymi przewidywaniami podpisany traktat akcesyjny nie stał się ani korzystnym, ani trwałym fundamentem współpracy, lecz uległ licznym modyfikacjom, tak, że dzisiaj niejeden zwolennik członkostwa Polski w UE, krzyczy w panice, że „nie do takiej Unii wstępowaliśmy!”. Ruch Patriotyczny sprzeciwiał się także ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który otworzył drogę do centralizacji Unii Europejskiej i marginalizacji państw członkowskich, czego wymownym przykładem jest procedowana obecnie umowa z Mercosur. To właśnie jego postanowienia umożliwiają brukselskiej biurokracji robienie szwindli bez oglądania się na sprzeciw zagrożonych państw narodowych, wystarczy tylko, że Niemcy, faktycznie rządzące Unią, kupią sobie wystarczającą większość i przegłosują każdą korzystną dla siebie decyzję. Ruch Patriotyczny już dawno temu wskazywał na to, że „takiego tworu jak Unia Europejska nie można zreformować, ponieważ jej funkcjonowanie opiera się na fałszywych przesłankach, a podstawą jej działania jest zniewolenie suwerennych państw Europy”. Nigdy „nie akceptowaliśmy wcielenia Polski do Unii, tym bardziej nie zaakceptujemy narzucanego nam obcego i szkodliwego prawa unijnego oraz hegemonii Niemiec w Europie”. Dlatego z coraz większym niepokojem obserwujemy jak politycy rządzący Polską kompromitują się postawą całkowitej uległości wobec unijnego dyktatu. Dotychczasowa praktyka działania „polskich” rządów, które tchórzliwie akceptowały narzucane nam coraz gorsze warunki funkcjonowania w Unii oraz spolegliwa postawa parlamentarzystów, którzy bez oporu implementują wszelkie szkodliwe dla naszego kraju dyrektywy, budzi nasze uzasadnione obawy o bezpieczną przyszłość narodu i państwa polskiego. Tym bardziej, że tak jak w przeszłości „polscy” politycy głosujący za ratyfikacją traktatu lizbońskiego nie mieli większego pojęcia o jego zapisach i możliwych konsekwencjach jego wdrożenia, tak obecnie minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL-u, odpowiadający za politykę rolną w rządzie Donalda Tuska, przyznał z rozbrajającą szczerością, że nie przeczytał w całości umowy z Mercosur, bo ma ona około 3 tysiące stron oraz że w zasadzie to spośród „polskich” polityków nikt jej nie zna, a jej ostateczny kształt wciąż się formuje. Ten porażający przykład arogancji i głupoty powinien być otrzeźwiającym sygnałem dla Polaków, którzy muszą sobie wreszcie uświadomić, że rządzą nami niekompetentni szkodnicy, którzy zamiast dbać o nasze narodowe interesy, to prześcigają się jedynie w spełnianiu wszelkich zachcianek brukselskich decydentów. Dlatego nie mają oni moralnego prawa do reprezentowania Polski i Polaków na forum międzynarodowym. W przyszłości muszą być także pociągnięci do odpowiedzialności karnej, bo nie robią nic, żeby blokować szkodliwe dla polskiej gospodarki rozwiązania forsowane w Unii Europejskiej.
Umowa handlowa UE–Mercosur stanowi poważne zagrożenie dla interesów Rzeczypospolitej Polskiej. Jej konstrukcja oraz przewidywane skutki gospodarcze i społeczne pokazują wyraźnie, że nie jest to porozumienie równoważne dla wszystkich państw członkowskich. Polska, jako gospodarka o silnym rolnictwie opartym na rodzinnych gospodarstwach, znalazła się w grupie państw, które poniosą największe koszty jej wdrożenia. Rolnictwo w unijnej układance traktowane jest bowiem jako koszt uboczny i sektor, który można poświęcić i wygasić, w imię interesów globalnych koncernów. Tymczasem nasze rodzime rolnictwo nie jest dodatkiem do państwa polskiego, ale jego fundamentem, ponieważ kraj, który rezygnuje z produkcji własnej żywności, w istocie rezygnuje ze swojej suwerenności. Dlatego osłabianie krajowej produkcji rolnej poprzez otwieranie rynku na masowy import z odległych regionów świata zwiększa zależność Polski od zewnętrznych dostawców i obniża naszą odporność na kryzysy geopolityczne, logistyczne i klimatyczne. Polska nie występuje w tej umowie jako równorzędny partner, lecz jako rynek zbytu, a taki model pogłębia jedynie strukturalne różnice rozwojowe wewnątrz UE oraz utrwala podział na centrum i peryferie. W tej sytuacji polscy rolnicy, objęci rygorystycznymi regulacjami unijnymi oraz kosztami transformacji klimatycznej, zostaną rzuceni na pastwę nieuczciwej konkurencji zagranicznej. W praktyce oznacza to silną presję cenową, spadek opłacalności produkcji i zagrożenie dla tysięcy gospodarstw rodzinnych, co przyczyni się do zniszczenia lokalnych łańcuchów dostaw, obniżenia jakości produkcji i utraty dużej liczby miejsc pracy. Nie możemy sobie pozwolić na taką krótkowzroczność, bo rolnictwo jest jednym z fundamentów naszego bezpieczeństwa, a także stanowi ważny element wzmacniający stabilność społeczną i ciągłość kulturową narodu polskiego. Jest też częścią realnej gospodarki, a nie tylko pozycją w statystykach unijnych biurokratów.
Ruch Patriotyczny uważa, że Polska, która ma potencjał produkcyjny i tradycję rolną, powinna wzmacniać własne zaplecze żywnościowe, a nie wystawiać je na zewnętrzną presję dumpingową. Ochrona własnego rynku nie jest tożsama z nieuzasadnionym protekcjonizmem, czy izolacjonizmem, tylko stanowi wyraz realistycznej troski o interes rodzimych rolników oraz dobro wszystkich Polaków. Wolny handel nie może oznaczać rezygnacji z własnej produkcji, degradacji rolnictwa i podporządkowania się interesom najsilniejszych graczy. Polityka handlowa musi służyć naszemu państwu i jego obywatelom, a nie zmanipulowanym statystykom wzrostu i korporacyjnej chciwości. Dlatego stanowisko polskich władz wobec umowy Unii Europejskiej z krajami Mercosur powinno być jednoznaczne i zdecydowane, bo spór, który się wokół niej toczy, dotyczy nie szczegółów technicznych, lecz kwestii fundamentalnych – zdecyduje on bowiem o tym, czy Polska będzie nadal producentem żywności, czy już tylko jej rynkiem zbytu i konsumpcji.
Ruch Patriotyczny domaga się od polskich władz zdecydowanego odrzucenia porozumienia podpisanego przez Komisję Europejską z krajami Mercosur oraz podjęcia stosownych działań w celu zablokowania wejścia w życie zapisów Tymczasowej Umowy Handlowej (ITA), która umożliwia otwarcie unijnego rynku z pominięciem procesu ratyfikacji. Postawa polityków rządzących Polską wobec umowy z Mercosurem jest testem ich odpowiedzialności i lojalności wobec państwa polskiego, który wykaże, czy potrafią postawić interes własnych rolników ponad interesem niemieckiego przemysłu i brukselskiej ideologii „wolnego” handlu, czy też już całkowicie sprzedali się za wygodne posadki i unijne diety.
Gdańsk, dn. 30 stycznia 2026 roku.
Przewodniczący Ruchu Patriotycznego
Wojciech Podjacki