W sprawie kryzysu migracyjnego w Europie.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie kryzysu migracyjnego w Europie.

Wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim czasie pokazały, że Unia Europejska nie radzi sobie z wyzwaniem, jakim jest masowy napływ do Europy ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu. Wielomilionowa skala tego exodusu może być porównywalna jedynie z przemieszczeniami ludności po zakończeniu II wojny światowej lub z wielką wędrówką ludów barbarzyńskich, która w starożytności przyczyniła się do upadku Cesarstwa Rzymskiego. Wiele wskazuje na to, że proces ten, podobnie jak w przeszłości, może radykalnie odmienić oblicze Europy i doprowadzić do głębokich zmian struktury etnicznej na dużych obszarach naszego kontynentu. W konsekwencji osiedlenia się w Europie milionów ludzi wywodzących się z obcej i wrogiej nam cywilizacji islamskiej, nastąpi wzrost zagrożenia przestępczością i terroryzmem, jak również upadek naszych europejskich wartości i kultury. Proces ten doprowadzi Europejczyków nie tylko do ruiny ekonomicznej i socjalnej, lecz przede wszystkim zdewastuje nasz dotychczasowy styl życia, którego, jak pokazują wieloletnie doświadczenia państw zachodnich, obcy nam przybysze w ogóle nie akceptują.

Wiele przyczyn złożyło się na powstanie tego zagrożenia, a jedną z ważniejszych jest znaczny wzrost populacji ludów zamieszkujących Afrykę i Bliski Wschód oraz towarzyszące temu zjawisku kurczenie się lokalnych zasobów i ubożenie wielkich mas ludności, a także powiększające się rozwarstwienie społeczne. Z jednej strony mamy do czynienia ze skrajną nędzą przeważającej części tamtejszych społeczeństw, z drugiej zaś z życiem w nadmiernym luksusie i przepychu wąskich elit. Dotyczy to w szczególności krajów zarabiających ogromne sumy na handlu ropą naftową i turystyce, które zamiast służyć rozwiązywaniu problemów w regionie, wydawane są na zbrojenia i utrzymanie zachłannych szejków. Kolejnym problemem jest postępująca w ostatnich latach destabilizacja tamtego regionu, której przyczyn należy doszukiwać się w aktywności islamskich radykałów, organizujących wystąpienia rewolucyjne w stylu „Arabskiej Wiosny Ludów” oraz inspirujących najohydniejsze zamachy terrorystyczne. Powszechnie wiadomo, że zbrodnicze formacje, takie jak ISIS czy Al-Kaida, wspierane są przez państwa muzułmańskie i wpływowe środowiska islamskie. Niebagatelną przyczyną jest również rywalizacja globalnych i regionalnych mocarstw, która na tamtym terenie przybrała bardzo brutalną formę, a ich sprzeczne interesy doprowadziły do zdemolowania dotychczasowej względnej równowagi sił. Wsparcie polityczne, finansowe i militarne udzielane z wielką hojnością wszelakiej maści rebeliantom, w konsekwencji doprowadziło do obalenia lokalnych reżimów, które nie cechowały się łagodnością wobec swoich obywateli, lecz za to były przewidywalne i utrzymywały w ryzach islamskich rzezimieszków. Czas pokazał, że miejsce po obalonych dyktatorach zajęli krwiożerczy dżihadyści, którzy rozpętali na wielką skalę terror, wprowadzili na zajętych terenach prymitywne prawo szariatu, wypędzili z domów miliony ludzi i przenieśli wojnę do centrum Europy.

W takiej sytuacji nieodpowiedzialna polityka Unii Europejskiej i odgrywających w jej ramach największą rolę Niemiec, musi się jawić jako szaleństwo lub zdrada pozostałych państw członkowskich, co wiedzie Europejczyków wprost do zbiorowego samobójstwa. Nie można bowiem inaczej nazwać zaproszenia do Europy przez kanclerz Angelę Merkel milionów imigrantów, których często trudno nazwać uchodźcami. Stanowią oni w przytłaczającej większości zbiorowisko młodych i rozwydrzonych mężczyzn, którzy przybywają do nas przeważnie po to, aby zaznać lepszego i wygodniejszego życia na koszt europejskiego podatnika. Nie garną się do pracy, lecz wyciągają ręce po zasiłki socjalne. Nie chcą się też integrować, tylko narzucić nam swój styl życia, a gospodarzom okazują całkowitą pogardę, o czym najdobitniej świadczy masowa skala kradzieży, rozbojów i przestępstw na tle seksualnym, których się dopuszczają w wielu europejskich miastach. Polityka multikulturalizmu wprowadzana na siłę przez środowiska lewicowe i liberalne w Zachodniej Europie poniosła całkowitą klęskę, a jej pokłosiem są znajdujące się we wszystkich większych miastach muzułmańskie enklawy, które stanowią wylęgarnię przestępców i terrorystów. Świadczą o tym tysiące najemników walczących w szeregach ISIS, rekrutujących się spośród rzekomo zasymilowanych europejskich muzułmanów, a także coraz większa liczba zamachów dokonywanych przez nich na terenie państw europejskich, w których zamieszkują. Z takim wrogiem trudno jest walczyć, bo jest w praktyce naszym sąsiadem. Dlatego godnym potępienia jest szerokie otwarcie drzwi dla kolejnych milionów przybyszów, którzy zasilą szeregi zradykalizowanych islamistów, dążących do przejęcia panowania nad Europą. 

Wzrostowi zagrożenia towarzyszy jednocześnie porażająca bezradność unijnych instytucji, które najpierw presją i szantażem wymusiły wpuszczenie ogromnej fali imigrantów w granice UE, a teraz próbują narzucić państwom członkowskim przyjęcie zasady automatycznej relokacji tych przybyszów, według odgórnie ustalanego rozdzielnika. Wiele wskazuje na to, że takie postępowanie jest elementem planu, który ma na celu złamanie oporu państw narodowych i narzucenie im nowych rozwiązań, mających doprowadzić do przyspieszenia procesów integracyjnych, czego efektem będzie przejęcie pełni władzy przez decydentów z Brukseli, marzących o przekształceniu Unii Europejskiej w państwo federacyjne. Sprowadzenie na Europę inwazji obcych przybyszów, którzy naruszą bądź zniszczą dotychczasowe status quo we wszystkich aspektach naszego życia społecznego, może być dogodnym pretekstem, aby postawić fałszywą tezę, że państwa członkowskie nie są w stanie samodzielnie poradzić sobie z taką skalą problemów, a dotychczasowe uprawnienia unijnych technokratów są do tego niewystarczające. Dlatego brukselscy komisarze zamierzają sięgnąć po prerogatywy pozostające do tej pory w gestii państw narodowych, a dotyczy to przede wszystkim ochrony granic zewnętrznych Unii. Domagają się bowiem utworzenia europejskiej straży granicznej, która wbrew woli poszczególnych krajów mogłaby przejmować kontrolę nad ich granicami, co w jawny sposób naruszałoby suwerenność tych państw. Prawda wygląda jednak inaczej, niż ją przedstawia unijna propaganda, ponieważ przykład węgierski wyraźnie pokazuje, że przy odpowiedzialnej i zdecydowanej postawie władz tego państwa, można było powstrzymać napływ imigrantów i zabezpieczyć społeczeństwo przed negatywnymi następstwami szkodliwej polityki unijnej.

Unia Europejska, poza szykanami i szantażowaniem państw członkowskich, które nie chcą się ugiąć przed jej dyktatem, nie ma do zaoferowania żadnego rozwiązania. Nie można przecież uznać za zbawienną kapitulację przed szantażem ze strony Turcji, która ma znaczny udział w destabilizacji Bliskiego Wschodu, gdzie próbuje realizować swoje interesy, kosztem całego otoczenia międzynarodowego, a wszystko to czyni pod parasolem ochronnym NATO i za pieniądze z Brukseli. Turcy nie bez podstaw oskarżani są o to, że wspierają ISIS i inne organizacje terrorystyczne w różnych zakątkach świata, a ich udział w interwencji na terenie Syrii i Iraku sprowadza się głównie do zwalczania Kurdów i dokonywania czystek etnicznych na terenach przygranicznych. Nie budzi też wątpliwości, że masowy exodus imigrantów do Europy ma wszelkie cechy zorganizowanego procederu, który nie byłby możliwy, gdyby nie przyzwolenie i wsparcie ze strony tureckich służb. Dlatego musi napawać niepokojem bliskie partnerstwo Niemiec i Turcji w „zarządzaniu kryzysem migracyjnym”. Nie można być bowiem przekonanym o szczerości intencji Ankary, która, w zamian za 3 mld euro i przyspieszenie negocjacji w sprawie członkostwa w UE, zobowiązała się do wdrożenia konkretnych działań w celu uszczelnienia swoich granic, powstrzymania fali imigrantów i skutecznego zwalczania przemytu. O tym jednak, że są to puste deklaracje świadczą brutalne fakty, ponieważ pomimo zimy, która tylko nieznacznie zmniejszyła skalę migracji, do samej Grecji codziennie dociera nawet 2 tys. osób. Turcy nie robią praktycznie nic, aby ograniczyć rozmiary tego exodusu i nie podejmują walki z przemytnikami na Morzu Egejskim, którzy nawet przy silnym wietrze i niskich temperaturach wsadzają ludzi do przepełnionych łodzi i wysyłają w morze. W świetle przytoczonych faktów można więc uznać, że polityka uległości wobec Turcji realizowana przez Berlin i Brukselę jest ślepą uliczką, która doprowadzi do pogorszenia się naszej sytuacji, ponieważ po przyjęciu tego państwa do Unii, z jego prawie osiemdziesięciomilionową społecznością muzułmańską, może się ono stać dla nas przysłowiowym „koniem trojańskim”.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że dla rozwiązania kryzysu migracyjnego w Europie należy podjąć zdecydowane działania, mające na celu zmianę dotychczasowej polityki Unii Europejskiej, której zadaniem powinno być zapewnienie Europejczykom prawdziwej „przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości”, przy jednoczesnym poszanowaniu suwerenności państw narodowych. Musi temu towarzyszyć rezygnacja przez instytucje unijne z dążenia do narzucenia narodom europejskim zbankrutowanego multikulturalizmu, który, w imię fałszywie definiowanego humanitaryzmu, niszczy podstawy ich funkcjonowania. Unia Europejska nie ma prawa utrudniać lub zabraniać wolnym i dumnym narodom Europy podejmowania działań na rzecz ochrony wolności, majątku i stylu ich życia, przed zagrożeniami wynikającymi z masowego napływu obcych kulturowo przybyszów. Dlatego należy niezwłocznie zabezpieczyć i uszczelnić zewnętrzne granice UE, do czego niezbędne jest zastosowanie podobnych środków jakie przedsięwzięli Węgrzy oraz wyasygnowanie na ten cel odpowiednich funduszy z unijnego budżetu. W gestii Agencji Frontex leży natomiast udzielenie efektywnego wsparcia państwom członkowskim, a także skuteczne zwalczanie przemytu ludzi w basenie Morza Śródziemnego. Uszczelnienie granic i traktowanie z całą surowością prawa osób, które próbują je nielegalnie przekroczyć, w połączeniu z akcją informacyjną prowadzoną w krajach skąd rekrutują się imigranci, powinno przynieść oczekiwane rezultaty. Z Europy musi wyjść wyraźny komunikat, że więcej uchodźców ani tym bardziej imigrantów nie przyjmiemy, a wszystkich, którzy zignorują to ostrzeżenie będziemy traktować jak nieproszonych intruzów. W poczuciu odpowiedzialności za los Europy, trzeba również ukrócić wybryki tych polityków, którzy swoim postępowaniem sprowadzili na nas te kłopoty. Jeśli zaś chodzi o rozwiązanie problemu osób znajdujących się już na obszarze Unii, to naszym zdaniem należy dokonać ich niezwłocznej identyfikacji oraz deportować wszystkich imigrantów ekonomicznych, którym nie przysługuje status uchodźcy. Deportacji powinni podlegać także osobnicy, którzy zamieszani są w działalność terrorystyczną lub dokonali jakichkolwiek przestępstw podczas pobytu w Europie. Pomoc udzielana zweryfikowanym uchodźcom może trwać jedynie do momentu, gdy będą oni mogli bezpiecznie powrócić do swoich krajów. Doraźny charakter tej pomocy powinien wykluczać powiększanie liczby uchodźców poprzez udzielanie zgody na sprowadzanie kolejnych członków ich rodzin oraz doprowadzić do rezygnacji z prowadzenia kosztownych i nieskutecznych działań integracyjnych. Wszelkie koszty wynikające z udzielenia tymczasowego schronienia uchodźcom powinny być pokrywane z funduszy unijnych, a państw członkowskich, które nie chcą ich przyjąć na swoje terytorium nie powinno się do tego zmuszać.

Liga Obrony Suwerenności zdaje sobie sprawę z tego, że proponowane działania mają charakter doraźny, służący rozwiązaniu bieżącego kryzysu migracyjnego, ale są one niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom Europy. W celu uniknięcia w przyszłości podobnych problemów należy podjąć działania o charakterze długofalowym. Jednym z nich może być wywarcie skutecznej presji na kraje muzułmańskie, aby uzyskać ich większe zaangażowanie w pomoc uchodźcom przebywającym w państwach sąsiadujących z terenami objętymi działaniami wojennymi, ale przede wszystkim trzeba na nich wymóc zaprzestanie współpracy z organizacjami terrorystycznymi. Świat muzułmański musi wziąć większą odpowiedzialność za rozwiązywanie konfliktów w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, a nie tylko czerpać zyski ze współpracy gospodarczej z Zachodem. Przywrócenie ładu i pokoju w tamtym regionie wymaga też większej rozwagi, odpowiedzialności i współpracy ze strony mocarstw dokonujących interwencji, aby cały świat nie musiał ponosić konsekwencji ich awanturniczej polityki. Dlatego rozwiązania trwających tam konfliktów powinno się poszukiwać na forum ONZ, a nie w narastającej rywalizacji militarnych potęg. Potrzebna jest efektywna pomoc materialna, kierowana za pośrednictwem organizacji humanitarnych wprost do uchodźców, zamiast dostarczanego stronom walczącym najnowocześniejszego uzbrojenia, które przeważnie wpada w ręce zbrodniarzy z ISIS.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że Polska nie ponosi odpowiedzialności za wywołanie kryzysu migracyjnego w Europie. Dlatego nie powinniśmy przyjmować na swoje terytorium imigrantów ani uchodźców, którzy i tak nie mają zamiaru u nas pozostać, ponieważ celem ich wędrówki są bogatsze od nas kraje Zachodniej Europy. Obowiązkiem polskich władz jest obrona naszej suwerenności i zapewnienie bezpieczeństwa Polakom, którzy mają prawo do zachowania własnego stylu życia oraz pielęgnowania swojej kultury, religii i tradycji, a jednorodny charakter Państwa Polskiego jest wielką wartością i źródłem naszej siły. W związku z tym należy zawetować wszelkie próby narzucenia Polsce przez Unię Europejską jakichkolwiek kontyngentów w ramach przymusowej relokacji uchodźców. Udział naszego kraju w rozwiązywaniu kryzysu migracyjnego powinien polegać na aktywnej akcji dyplomatycznej, która miałaby na celu zmianę polityki unijnej na racjonalną i efektywną oraz na udzieleniu pomocy państwom borykającym się z falą masowej migracji, a także na wsparciu wszelkimi możliwymi środkami akcji uszczelnienia zewnętrznych granic Unii. Oczekujemy więc od polskich władz zdecydowanej i odpowiedzialnej postawy, która zagwarantuje bezpieczną egzystencję polskiemu społeczeństwu, a także umożliwi uregulowanie wstydliwego długu wobec rodaków mieszkających na terenach byłego Związku Sowieckiego i tych Polaków, którzy w ostatnim czasie zmuszeni byli do poszukiwania pracy za granicą. Priorytetem dla nas powinna być repatriacja osób polskiego pochodzenia, które w wyniku represji ze strony sowieckiego reżimu zostały przesiedlone w głąb ZSRS oraz ich potomków, co byłoby zadośćuczynieniem za cierpienia jakich doznali. Rozwiązaniem problemów demograficznych jest natomiast stałe działanie na rzecz zwiększenia dzietności polskich rodzin i stworzenie warunków do powrotu dla milionów polskich emigrantów ekonomicznych, a nie naturalizacja obcych nam cywilizacyjnie przybyszów.

Gdańsk, dn. 29 stycznia 2016 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki 

[Sassy_Social_Share]

W sprawie dyskryminacji polskiego szkolnictwa na Litwie.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie dyskryminacji polskiego szkolnictwa na Litwie. 

2 września 2015 roku w wielu polskich szkołach na Wileńszczyźnie miał miejsce „strajk pustych ławek”, który symbolicznie nawiązywał do strajku polskich dzieci we Wrześni w 1901 roku. Istnieje wiele podobieństw pomiędzy sytuacją Polaków prześladowanych w zaborze pruskim i aktualnym położeniem naszych rodaków na Litwie. Wspólnym mianownikiem dawnych poczynań Niemców, jak i obecnych działań Litwinów, jest brutalna depolonizacja terenów przez nich administrowanych, a jednym z ważniejszych elementów prowadzonej akcji wynaradawiającej jest ograniczenie dostępu do edukacji w języku ojczystym.

Teoretycznie sytuacja polskiego szkolnictwa na Litwie wydaje się być dobrą. W zeszłym roku szkolnym w 67 naszych placówkach oświatowych naukę pobierało ponad 10 tys. dzieci. Podobna sytuacja nie ma miejsca w jakimkolwiek obcym państwie, gdzie zamieszkują Polacy. W praktyce jednak w żadnym innym kraju polska mniejszość nie jest zwalczana z taką zaciętością. Duża liczba polskich szkół wynika zaś z faktu, że Polacy stanowią około 10% ogółu obywateli Litwy. Sytuacja Polaków w tym kraju nie jest symetryczna w stosunku do położenia Litwinów w Polsce, którzy choć stanowią zaledwie 0,02% obywateli naszego państwa, to korzystają z wszelkich możliwych przywilejów, takich jak: nauka w języku ojczystym, dotacje do litewskojęzycznych mediów, możliwość używania języka litewskiego w urzędach, czy też umieszczanie dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości, w których stanowią oni większość mieszkańców. Wszystko to gwarantują dwustronne układy zawarte pomiędzy Polską i Litwą oraz obecność obu państw w Unii Europejskiej. Niestety Polacy żyjący na Litwie mogą jedynie pomarzyć o podobnych przywilejach, a w wyniku zamierzonych działań administracyjno-prawnych może dojść do zamknięcia funkcjonujących tam polskich szkół. Kością niezgody jest bowiem ustawa o szkolnictwie z 2011 roku, której odwołania żądają nasi rodacy, domagając się przywrócenia obowiązkowego egzaminu maturalnego z języka polskiego, rezygnacji z ujednolicenia egzaminu z języka litewskiego oraz zwiększenia dotacji dla szkół mniejszości narodowych. Ich położenie stało się już na tyle uciążliwe, że oburzeni obojętnością zarówno władz Litwy, jak i Polski, ogłosili bezterminowe pogotowie strajkowe. Jeżeli w najbliższym czasie nie dojdzie do konkretnych rozmów z przedstawicielami państwa litewskiego, to może się ono przerodzić nawet w strajk generalny, co dodatkowo zaogniłoby napięte stosunki polsko-litewskie, zwłaszcza, że Litwini wykazują gotowość do zastosowania wobec mniejszości polskiej rozwiązań siłowych.

W związku z zaistniałą sytuacją Liga Obrony Suwerenności wzywa władze litewskie do respektowania praw Polaków mieszkających na terytorium państwa litewskiego. Jednocześnie domagamy się od polskiego rządu podjęcia niezwłocznych działań mających na celu polepszenie położenia naszych rodaków żyjących na Litwie. Uważamy, że w przypadku dalszego eskalowania konfliktu przez Litwinów, należy ograniczyć przywileje mniejszości litewskiej w Polsce oraz zaprzestać patrolowania przestrzeni powietrznej Republiki Litewskiej przez polskie lotnictwo. W obliczu lekceważenia Polski i Polaków przez litewskich polityków, jedynie zdecydowane działania mogą pomóc naszym rodakom, którzy przecież nie z własnej winy przestali być obywatelami Polski.

Gdańsk, dn. 7 października 2015 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie koalicji zawartej z Ruchem Autonomii Śląska w Sejmiku Śląskim.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie koalicji zawartej z Ruchem Autonomii Śląska w Sejmiku Śląskim.

22 czerwca 2015 roku Ruch Autonomii Śląska dołączył do koalicji PO, PSL i SLD rządzącej w Sejmiku Śląskim, a przedstawiciel tej organizacji – Henryk Mercik, został wybrany na członka zarządu województwa. Od tego momentu śląscy separatyści mają bezpośredni wpływ m.in. na sprawy edukacji i oświaty, mogą więc bez przeszkód głosić swoje antypolskie poglądy na terenie całego województwa śląskiego. Liderzy RAŚ deklarują, że dzięki zawartej umowie koalicyjnej chcą przeforsować w sejmiku projekt podręcznika edukacji regionalnej. W parlamencie zamierzają natomiast załatwić nowelizację ustawy o mniejszościach, polegającą na dopisaniu do niej śląskiej mniejszości etnicznej, co miałoby umożliwić uznanie gwary śląskiej za język regionalny. Wspierany przez RAŚ projekt nowelizacji tej ustawy trafił do Sejmu w lipcu 2014 roku, a w październiku posłowie zgodzili się na dalsze prace nad nim. Widać więc, że dopuszczenie separatystów do współrządzenia województwem śląskim otwiera im drogę do prowadzenia działalności, która może przyczynić się do zantagonizowania ludności tego regionu oraz wzmocnienia tendencji odśrodkowych prowadzących do osłabienia integralności Państwa Polskiego.

Współpraca PO i PSL z separatystami ma dłuższą historię, bowiem partie te, po raz pierwszy, zawarły z nimi koalicję w Sejmiku Śląskim w 2010 roku, która została zerwana w trzy lata później, w związku z brakiem zgody na przejęcie przez działaczy RAŚ kontroli nad Muzeum Śląskim. Reaktywację koalicji w obecnej kadencji sejmiku, lider śląskiej PO – poseł Tomasz Tomczykiewicz tłumaczy potrzebą, „aby jak najwięcej radnych współuczestniczyło w tworzeniu dobrego klimatu przede wszystkim do wydawania środków unijnych”. Zawarto więc polityczny układ z antypolskim ugrupowaniem, aby móc skuteczniej dokonać podziału łupów między lokalnych baronów partyjnych. Decyzji tej nie można tłumaczyć koniecznością zapewnienia stabilnej większości, ponieważ ubiegłoroczne wybory do 45-osobowego Sejmiku Śląskiego wygrała PO, zdobywając 17 mandatów. PiS przypadło 16 mandatów, PSL – 5, RAŚ – 4, a SLD – 3. Koalicja dysponowała więc aż 25 głosami, co dawało jej 9 głosów przewagi nad opozycyjnym PiS. Zawarcie umowy z RAŚ jest natomiast w pełni zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę, że w rządzącej Platformie Obywatelskiej znajduje się wielu prominentnych polityków, którzy są czynnie zaangażowani w działalność lub wsparcie dla ruchów separatystycznych. Widać więc, że PO tracąc poparcie społeczne, za cenę uwiarygodnienia separatystów w oczach opinii publicznej i poczynienia na ich rzecz niebezpiecznych ustępstw, chce pozyskać głosy elektoratu RAŚ w jesiennych wyborach.

Liga Obrony Suwerenności od wielu lat prowadzi konsekwentną walkę z wszelkimi przejawami separatyzmu, zagrażającymi integralności Państwa Polskiego. Dlatego z wielkim oburzeniem przyjęliśmy wiadomość o ponownym zawarciu koalicji z RAŚ w Sejmiku Śląskim. Antypolską działalność śląskich separatystów uważamy za niebezpieczną dla polskich interesów narodowych, a postawę prominentów z PO i PSL za godną najwyższego potępienia. W naszej opinii nie ma takich przesłanek, które mogłyby uzasadnić narażenie na niebezpieczeństwo interesów i integralności Rzeczypospolitej, tym bardziej nie może być usprawiedliwieniem doraźny interes lokalnej sitwy. Separatyzm należy bezwzględnie zwalczać, a polityków, którzy sprzyjają rozwojowi takich tendencji należy objąć ostracyzmem społecznym. Dlatego wzywamy wszystkich Polaków, którym los naszej Ojczyzny nie jest obojętny, aby włączali się aktywnie do walki z rosnącym w siłę separatyzmem na Śląsku oraz z rujnującymi nasze państwo szkodnikami z rządzącej koalicji PO-PSL.

Gdańsk, dn. 10 lipca 2015 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie gloryfikacji ukraińskich nacjonalistów.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie gloryfikacji ukraińskich nacjonalistów.

Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami wielkich zmian politycznych na Ukrainie. Pomimo wielu zaszłości historycznych Polacy wsparli Ukraińców w ich dążeniach do uwolnienia się spod wpływów rosyjskich, udzielając im dużego wsparcia moralnego i materialnego podczas kolejnej ukraińskiej „rewolucji”. Włodarze naszego kraju nie bacząc na gorzkie dla nas następstwa „pomarańczowej rewolucji” z 2004 roku, uwierzyli, że tym razem obalenie prorosyjskich władz Ukrainy doprowadzi do ustanowienia rządów ludzi rozsądnych i otwartych na uznanie prawdy o tragicznych wydarzeniach z naszej wspólnej historii. Niestety po raz kolejny nadzieje te zostały zawiedzione.

Ukraina stała się w wyniku wojny i ogromnego rozwoju patologii w życiu społeczno-gospodarczym najbiedniejszym państwem w Europie. Jednak pomimo wyjątkowo skomplikowanej sytuacji wewnętrznej i narastającego zagrożenia ze strony Rosji, naszych wschodnich sąsiadów wciąż stać na niezwykle kosztowne gesty. Przykładem może być wydarzenie, które miało miejsce podczas kwietniowej wizyty na Ukrainie prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, gdy niemal natychmiast po zakończeniu jego przemówienia, pełnego ciepłych słów dla Ukraińców, a gorzkich dla Polaków, ukraiński parlament uchwalił ustawę gloryfikującą działalność Ukraińskiej Powstańczej Armii, która, jak powszechnie wiadomo, dokonała ludobójstwa na ponad 100 tys. obywateli II Rzeczypospolitej. Fakt ten symbolicznie pokazuje, jak nasi wschodni sąsiedzi rozumieją „przyjaźń” polsko-ukraińską. Niestety dla nich jest ona jednostronna i fałszywa. Z jednej strony ukraińscy przywódcy z chęcią przyjmują 100 mln euro wypłaconych z kieszeni polskiego podatnika, także tego, któremu udało się przeżyć wołyńskie ludobójstwo. Z drugiej zaś zupełnie nie szanują naszych uczuć i godności. Przegłosowanie w dniu wizyty polskiego prezydenta ustawy gloryfikującej zbrodniarzy mordujących polskie kobiety i dzieci oraz kolaborujących z III Rzeszą, należy traktować nie tylko jako nieprzyjazny gest, ale także jako świadomą prowokację i obrazę Polski. Tak pojmowana „przyjaźń” polsko-ukraińska sprowadza się więc do tego, że nasz kraj ma Ukrainie służyć wszelką pomocą, ta zaś odpłaca się nam za przyjazne gesty budową kolejnych pomników morderców z UPA i otaczaniem nieuzasadnioną czcią zbrodniarzy. Kolejnym przykładem niewłaściwej polityki polskich władz względem Ukraińców, było mianowanie Konsulem Generalnym Ukrainy w Lublinie – Wasyla Pawluka, działacza neobanderowskiej partii „Swoboda”. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych pozytywnie zaopiniowało kandydaturę człowieka, który, będąc wcześniej sekretarzem Lwowskiej Rady Obwodowej, wsławił się wieloma działaniami o charakterze antypolskim.

Przytoczone fakty wskazują na to, że hańbiące Polskę przemówienie Bronisława Komorowskiego w Kijowie nie było przypadkowe, gdyż cała rządząca Polską kasta sprzyja ruchom antypolskim i działa na szkodę naszego narodu. Dlatego Liga Obrony Suwerenności domaga się od polskiego rządu zaprzestania zakłamywania historii Polski, w imię niewłaściwie pojmowanej poprawności politycznej. Domagamy się także ułożenia relacji z Ukrainą na fundamencie prawdy oraz zaniechania tworzenia fałszywego mitu o „przyjaźni” polsko-ukraińskiej, który bez rozliczeń historycznych szkodzi tylko stosunkom dwustronnym. Wzywamy ponadto Ukraińców do zaniechania działań kultywujących pamięć ludzi mających na sumieniu wiele tysięcy ludzkich istnień, gdyż faktycznie blokuje to możliwość ułożenia między naszymi krajami dobrych i szczerych relacji, opartych na prawdzie i wzajemnym szacunku.

Gdańsk, dn. 10 lipca 2015 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej.

Pomimo upadku komunizmu w wielu polskich miejscowościach wciąż stoją pomniki osobników bezpośrednio zaangażowanych w budowę i utrwalanie tego zbrodniczego i totalitarnego systemu, który przez pół wieku zniewalał Naród Polski. Zbrodniarze i zdrajcy patronują ulicom, a nawet szkołom, które powinny przecież wychowywać młodzież w duchu patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny, a nade wszystko przekazywać jej prawdę o naszej historii. Brak pełnej dekomunizacji jest problemem, z którym nasz kraj jeszcze się nie uporał. Grzechem pierworodnym III Rzeczypospolitej była umowa „okrągłostołowa” i wynikająca z niej „gruba kreska”. Nierozliczenie renegatów zaangażowanych w budowę systemu komunistycznego w Polsce, spowodowało, że żyją oni w dostatku, w przeciwieństwie do ich ofiar, które często wegetują na granicy ubóstwa, czy wręcz skrajnej nędzy. Uwłaszczenie się na majątku narodowym przez nomenklaturę komunistyczną dokonało się poprzez rabunkową prywatyzację przy aprobacie koncesjonowanej opozycji. W obecnej sytuacji odwrócenie zaistniałego stanu rzeczy wydaje się być trudne, gdyż spadkobiercy komunistycznych zbrodniarzy zajmują często wysokie pozycje w świecie polityki, mass mediów i biznesu. Przywodzi to na myśl analogię do sposobu działania struktur mafijnych, w których pierwszy z rodu, inwestując nieuczciwie zdobyte środki w legalne interesy, zapewnia byt swoim potomkom. Możliwy jest jednak demontaż pomników, czy zmiana nazw szkół i ulic, którym patronują osobnicy o komunistycznym rodowodzie. Byłoby to minimalnym aktem sprawiedliwości i zadośćuczynienia wobec tych, którzy cierpieli i umierali za wolną Polskę. Stosowne działania powinny być podjęte już 25 lat temu, gdy komuniści pozornie oddawali władzę ludziom o rodowodzie solidarnościowym. Jednak nigdy nie jest za późno na dochodzenie sprawiedliwości.

Dlatego z uwagą przyglądamy się senackiemu projektowi ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej z dnia 20 czerwca 2013 roku. Ustawa, która ma wręcz fundamentalne znaczenie dla najnowszej historii Polski, trafiła już dawno do rąk ówczesnej marszałek Sejmu Ewy Kopacz, lecz po raz pierwszy była czytana w odpowiednich komisjach dopiero w listopadzie 2014 roku. Takie zachowanie posłów można uznać za skandaliczne, bowiem do dnia dzisiejszego nie podjęli oni praktycznie żadnych działań mających wprowadzić ją w życie.

O potrzebie natychmiastowej dekomunizacji przestrzeni publicznej świadczą setki wątpliwej wartości pomników przypominających o sowieckim najeździe oraz okupacji Polski. Według Instytutu Pamięci Narodowej takich reliktów z czasów PRL-u jest w naszym kraju blisko tysiąc. Tymczasem od wielu lat mamy do czynienia z próbami pomniejszania zbrodniczej działalności komunistów w Polsce. Ich godna potępienia przeszłość jest jednak niepodważalna i nie powinna być gloryfikowana. Dlatego odpowiednia ustawa pomogłaby raz na zawsze rozstrzygnąć nieuzasadnione spory historyczne.

Liga Obrony Suwerenności wyraża zdecydowany sprzeciw wobec propagowania w Polsce symboli komunistycznych. Obecność w przestrzeni publicznej nazw ulic, budowli i pomników gloryfikujących sowieckich agresorów i ich agentów jest wyrazem braku szacunku władz państwowych dla ofiar komunistycznych represji. Stawia ponadto katów Narodu Polskiego w pozytywnym świetle w oczach młodego pokolenia Polaków, utrwalając w nich historyczne kłamstwa o rzekomym polsko-sowieckim „braterstwie” i „wyzwoleniu” Polski przez Armię Czerwoną. Dlatego domagamy się od decydentów III Rzeczypospolitej podjęcia niezwłocznych działań mających na celu usunięcie z polskiej przestrzeni publicznej wszelkich śladów dawnego, zbrodniczego systemu. Działanie takie będzie wyrazem historycznej sprawiedliwości, która należy się wszystkim Polakom.

Gdańsk, dn. 29 czerwca 2015 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie odrzucenia przez niemiecki rząd wniosku o nadanie Polakom mieszkającym w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie odrzucenia przez niemiecki rząd wniosku o nadanie Polakom 

mieszkającym w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

Liga Obrony Suwerenności od kilku lat zwraca uwagę opinii publicznej na dyskryminację Polaków mieszkających w Niemczech i walczy o prawne uznanie naszych rodaków żyjących za Odrą za mniejszość narodową. Na wielu manifestacjach domagaliśmy się od polskiego rządu pomocy w tej sprawie, ponieważ ma on obowiązek chronić interesy rodaków żyjących poza granicami Ojczyzny. Dotychczasowy gabinet Donalda Tuska nie był jednak zainteresowany losem blisko dwumilionowej polskiej społeczności w Niemczech. Wiele wskazuje na to, że pomimo okazywanej przez Angelę Merkel „miłości” wobec obecnej premier Ewy Kopacz, los Polaków w Niemczech nie ulegnie zmianie.

Z oburzeniem przyjęliśmy decyzję niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 8 listopada 2014 roku o odrzuceniu wniosku Związku Polaków w Niemczech, w sprawie przyznania mieszkającym tam Polakom statusu mniejszości narodowej. Zdaniem niemieckiego MSW obywatele tego kraju, którzy są polskiego pochodzenia, nie spełniają kryteriów koniecznych do uznania ich za mniejszość narodową, gdyż nie są „ludnością rodzimą i tradycyjnie osiadłą” w państwie niemieckim. Taka ocena sytuacji przez niemieckich urzędników nie jest zgodna ze stanem faktycznym, gdyż za Odrą żyje kilkaset tysięcy osób pochodzenia polskiego, których przodkowie zaczęli przybywać na te tereny jeszcze w XIX wieku. Posługują się wciąż językiem polskim i kultywują tradycje wyniesione z rodzinnych domów. Dla porównania warto nadmienić, że za mniejszość narodową w RFN uznano mieszkających tam Romów, o których ciężko powiedzieć, że są „ludnością rodzimą i tradycyjnie osiadłą”. Oprócz wybiórczej interpretacji faktów przez stronę niemiecką, oburzającym jest także podtrzymywanie przez władze niemieckie decyzji z czasów panowania reżimu hitlerowskiego. 27 lutego 1940 roku Niemcy zdelegalizowali Związek Polaków w Niemczech oraz nakazali konfiskatę majątku tej organizacji, którego wartość szacowana jest obecnie na setki milionów euro. Polaków pozbawiono także statusu mniejszości narodowej, a tysiące działaczy społecznych polskiego pochodzenia aresztowano i zamordowano.

W Polsce żyje blisko 100 tys. obywateli pochodzenia niemieckiego. Oprócz statusu mniejszości narodowej, przysługują im także wysokie dotacje na niemieckojęzyczne szkolnictwo, media czy imprezy kulturalne. Posiadają oni możliwość posługiwania się językiem niemieckim w urzędach, a w miejscowościach przez siebie zamieszkanych umieszczone są tablice z dwujęzycznymi nazwami. Mniejszości niemieckiej nie obowiązują progi wyborcze, dlatego posiada ona swoich przedstawicieli w polskim Sejmie i licznych samorządach. Dlaczego więc władze niemieckie nie stosują wobec Polaków zamieszkujących terytorium ich państwa takich samych standardów?

Liga Obrony Suwerenności domaga się od władz Republiki Federalnej Niemiec uchylenia dekretu Hermanna Göringa oraz przywrócenia statusu mniejszości narodowej Polakom mieszkającym w Niemczech, a także zwrotu w całości majątku skonfiskowanego Związkowi Polaków w okresie rządów hitlerowskich. Domagamy się również od polskich władz większego zaangażowania oraz lepszego dbania o interesy Polaków żyjących w Niemczech. Obowiązkiem polskiego rządu jest finansowe wspieranie działalności kulturalno-oświatowej prowadzonej w Niemczech przez polskie organizacje, ponieważ brak jakichkolwiek działań w tym zakresie skazuje naszych rodaków na utratę ich narodowej tożsamości. Uważamy także, że w przypadku dalszego ignorowania ze strony niemieckiej postulatu uznania naszych rodaków za mniejszość narodową, należy dążyć do zachowania symetrii w stosunkach dwustronnych, czyli do stopniowego ograniczania nieuzasadnionych przywilejów obywateli polskich pochodzenia niemieckiego.

Gdańsk, dn. 29 listopada 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie sprzeciwu wobec proponowanych przez Ruch Autonomii Śląska zmian w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie sprzeciwu wobec proponowanych przez Ruch Autonomii Śląska

zmian w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym.

Ruch Autonomii Śląska nie ustaje w działaniach szkodzących Polsce i nawet aneksja Republiki Autonomicznej Krymu przez Rosję oraz jej potępienie przez społeczność międzynarodową nie zniechęcają śląskich separatystów do podejmowania kolejnych akcji, które mogą doprowadzić do destabilizacji Państwa Polskiego. Przykład ukraiński jasno pokazuje, że unitarność Polski jest najlepszym zabezpieczeniem przed potencjalną agresją z zewnątrz i jednocześnie ogranicza działalność odśrodkową. Federalizacja naszego państwa byłaby niebezpiecznym eksperymentem, którego konsekwencje mogą być dla nas wszystkich fatalne.

W ostatnim czasie aktywiści Ruchu Autonomii Śląska podjęli akcję zbierania podpisów pod projektem zmian w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym. RAŚ chce doprowadzić, po fiasku rejestracji Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej, do uznania Ślązaków za mniejszość etniczną. Według definicji zawartej w ustawie: mniejszość etniczna odróżnia się w sposób istotny od pozostałych obywateli polskich językiem, kulturą i tradycją. Ślązacy zaś, pomimo krzykliwej separatystycznej propagandy, nie spełniają tego kryterium. Próby sztucznego stworzenia nowej mniejszości etnicznej, podobnie jak wcześniej nowej mniejszości narodowej, mają wyłącznie na celu stworzenie mylnego wrażenia o odrębności Ślązaków od reszty Polaków. Takie działania mogą w przyszłości doprowadzić do niepotrzebnych antagonizmów i zatargów, co uporczywie lekceważą polityczni awanturnicy z RAŚ. Próbują oni realizować swoje ambicje polityczne oraz osiągać partykularne cele kosztem skłócania Polaków, nie myśląc jednocześnie o możliwych negatywnych skutkach takich działań.

Liga Obrony Suwerenności z niepokojem przyjęła do wiadomości fakt, że akcję zbierania podpisów pod projektem wspomnianej ustawy poparł Związek Górnośląski, czego wyrazem jest podjęta przez zarząd tej organizacji uchwała z dnia 5 maja 2014 roku. Ubolewamy nad tym, że organizacja tak wielce zasłużona dla Śląska wspiera swoim dobrym imieniem separatystów działających w rzeczywistości na szkodę polskości Śląska. Dlatego wydaje się wielce szkodliwym zaangażowanie tej organizacji w polityczne awantury inicjowane przez RAŚ.

Liga Obrony Suwerenności zwraca się do władz Związku Górnośląskiego z apelem o rezygnację z pomysłu zawarcia koalicji i wystawienia wspólnych list wyborczych z Ruchem Autonomii Śląska. W przeciwnym razie oznaczać to będzie, że Związek Górnośląski firmuje antypolską działalność separatystów i odwraca się od tych swoich członków, którzy uważają się za polskich patriotów. Przypominamy również, że samorządność terytorialna jest wystarczającym narzędziem zapewniającym możliwości pielęgnowania regionalnej kultury i na tym polu należy upatrywać rozwiązań mających na celu wspieranie śląskiej tradycji. Tymczasem krótkowzroczne wspieranie separatystów jest działaniem doraźnym, które w przyszłości może przynieść szkodę zarówno Ślązakom, jak i samemu Związkowi Górnośląskiemu.

Gdańsk, dn. 7 lipca 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie przyszłości polskiego górnictwa.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie przyszłości polskiego górnictwa.

Polskie zasoby węgla kamiennego należą do największych na świecie i wynoszą według Państwowego Instytutu Geologicznego powyżej 48 mld ton, z czego zasoby złóż zagospodarowanych stanowią 39,7% zasobów bilansowych i wynoszą ponad 19 mld ton. Posiadamy także duże złoża węgla brunatnego, które szacowane są na ponad 22,5 mld ton. Nasze kopalnie wydobyły w 2013 roku około 77 mln ton węgla kamiennego, z czego 10,6 mln ton wywieziono za granicę (w tym czasie eksport wzrósł o 3,2 mln ton), natomiast resztę sprzedano na rynku krajowym. Głównymi odbiorcami polskiego węgla w 2013 roku były: Niemcy (3,5 mln ton), Czechy (1,6 mln ton), Austria (770 tys. ton), Słowacja (650 tys. ton), Wlk. Brytania (650 tys. ton), Dania (550 tys. ton), a także Maroko (360 tys. ton) i Turcja (200 tys. ton). Przy obecnym poziomie konsumpcji w Polsce, węgla wystarczy nam jeszcze na wiele lat. Dlatego będzie on przez długi czas naszym najważniejszym surowcem strategicznym. Obecnie zaspokaja 88% zapotrzebowania energetycznego Polski. W 2012 roku z węgla kamiennego wyprodukowano 53% energii, natomiast z węgla brunatnego 35%. Poza tym należy dodać, że w samym tylko górnictwie węgla kamiennego w 2013 roku zatrudnionych było 106,7 tys. osób, a cała branża wydobywcza generuje wiele tysięcy dodatkowych miejsc pracy w firmach, które pracują na jego potrzeby.

Pomimo zwiększonego popytu na węgiel, można jednak zauważyć, że w ostatnich latach następuje wyraźny spadek wydobycia tego surowca w polskich kopalniach, co pociąga za sobą obniżenie rentowności naszych zakładów wydobywczych, spadek zatrudnienia i zmniejszenie nakładów inwestycyjnych. Wiąże się to z rosnącym niekontrolowanym importem tego surowca, którego tylko w 2013 roku sprowadzono do Polski 10,8 mln ton, w tym z Rosji 6,6 mln ton, Czech 1,6 mln ton i Ukrainy 1 mln ton. Ignorowanie przez polski rząd wielkiej skali importu spowodowało, że na kopalnianych zwałowiskach zalegają ogromne ilości węgla, którego nie można sprzedać. W tej sytuacji kopalnie tracą płynność finansową, wstrzymują wydobycie i wysyłają górników na przymusowe urlopy. Kolejnym czynnikiem wywierającym negatywny wpływ na kondycję polskiego górnictwa jest brak właściwej koncepcji funkcjonowania sektora wydobywczego i energetycznego, a także niedostateczny nadzór właścicielski nad spółkami węglowymi. Jednak podstawowym problemem jest uległość polskiego rządu wobec dyktatu Unii Europejskiej, która narzuciła nam nadmierne ograniczenia w ramach lansowanej przez biurokratów z Brukseli tzw. polityki klimatycznej. Oprócz tego prowadzona jest od wielu lat wzmożona kampania propagandowa przeciwko wykorzystywaniu w Polsce węgla kamiennego, jako surowca do wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej, w którą zaangażowane są znaczne siły i środki. Wyjątkowo niepokojące są również przypadki eliminowania węgla, jako paliwa w gospodarstwach domowych oraz działania resortu środowiska zmierzające do wprowadzenia zakazu opalania pieców węglem.

Dalsze bagatelizowanie przez rząd tych groźnych tendencji, w konsekwencji doprowadzi do pogłębienia się kryzysu w górnictwie, bankructwa i likwidacji wielu kopalń, ogromnego wzrostu bezrobocia i zapaści gospodarczej Śląska, który jest jednym z najbardziej uprzemysłowionych rejonów naszego kraju. Zagłada górnictwa zagrozi też bezpośrednio bezpieczeństwu energetycznemu Polski, ponieważ niszcząc naszą samowystarczalność energetyczną uzależnimy się od importu energii. Zagrożeniem dla polskiej suwerenności jest szczególnie import węgla z Federacji Rosyjskiej, który wypiera z rynku polski surowiec, a jego dostawy, podobnie jak gazu i ropy, obciążone są przecież wielkim ryzykiem politycznym. Podobnie jest z fanaberiami brukselskich biurokratów, którzy lansując na siłę rozwiązania zmierzające do całkowitej likwidacji energetyki węglowej, doprowadzą do ogromnego deficytu energii w Polsce i radykalnego wzrostu jej ceny dla przemysłu, jak również dla odbiorców indywidualnych. Obniży to konkurencyjność krajowych przedsiębiorstw i znacznie podroży koszty życia polskiego społeczeństwa.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że zasoby węgla są naszym największym bogactwem energetycznym, a górnictwo jest jedną z kluczowych gałęzi przemysłu i od jego kondycji zależy sytuacja całej polskiej gospodarki. Dlatego domagamy się odrzucenia unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego, a także prowadzenia własnej polityki klimatycznej uwzględniającej polskie uwarunkowania społeczno-gospodarcze i bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. Naszym zdaniem można realizować cele ekologiczne i klimatyczne bez eliminacji węgla kamiennego, jako źródła energii, chociażby inwestując w nowoczesne technologie ograniczające emisję dwutlenku węgla do atmosfery, a także poprzez szersze wykorzystanie możliwości zgazowania węgla na potrzeby chemii czy energetyki, co mogłoby również przyczynić się do zmniejszenia importu rosyjskiego gazu. Domagamy się także zniesienia akcyzy na wydobywany w kraju węgiel oraz wprowadzenia podatku importowego od surowca sprowadzanego do Polski spoza Unii Europejskiej, jak również stworzenia długoterminowej strategii funkcjonowania całego sektora energetycznego, która zapewni bezpieczeństwo energetyczne kraju w oparciu o polski węgiel. Uważamy ponadto, że wskazanym jest także podjęcie energicznych działań zmierzających do stworzenia grup kapitałowych łączących spółki zajmujące się wydobyciem węgla kamiennego z energetyką.

Liga Obrony Suwerenności wyraża również swoje zdecydowane poparcie dla postulatów górniczych związków zawodowych, które w przeciwieństwie do obecnego rządu dostrzegają potrzebę dbania o polskie interesy narodowe i dobro obywateli. Czas skończyć z ignorancją, marnotrawstwem i niekompetencją rządzących! Dość władzy szkodników!

Gdańsk, dn. 9 czerwca 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie sprzeciwu wobec wyprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie sprzeciwu wobec wyprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom.

1 maja 2016 roku upłynie termin obowiązywania ograniczeń administracyjnych na zakup polskiej ziemi i lasów przez obcokrajowców. Obecnie zasady obrotu ziemią z udziałem podmiotów zagranicznych reguluje ustawa z 24 marca 1920 roku o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, która warunkuje nabycie ziemi rolnej przez podmioty zagraniczne od tego, czy „nabycie nieruchomości przez cudzoziemca nie spowoduje zagrożenia obronności, bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego, a także nie sprzeciwiają się temu względy polityki społecznej i zdrowia społeczeństwa”. Musi on również wskazać na okoliczności, które potwierdzają jego więzi z Rzeczpospolitą Polską. Po spełnieniu tych wymogów zakup ziemi przez obcokrajowca może dojść do skutku za zgodą Ministra Spraw Wewnętrznych.

Unijne przepisy, które 1 maja 2016 roku zaczną obowiązywać również w Polsce, dopuszczają swobodny obrót ziemią w obrębie wspólnoty. Pomimo tego, że powyższe uregulowania funkcjonują już od dawna na obszarze tzw. starej Unii, wszystkie państwa zrzeszone w Unii Europejskiej, a zwłaszcza: Francja, Niemcy, Austria, Dania i Holandia, chronią swój stan posiadania ziemi, a w ich prawie istnieją ograniczenia w jej obrocie. W konsekwencji stan faktyczny odbiega od normatywnego, a przy nabywaniu ziemi premiowani są rolnicy z danych krajów. Utrudnia to nabywanie prawa własności ziemi zagranicznym osobom fizycznym i prawnym, zainteresowanym przemysłową gospodarką rolną oraz przeciwdziała skupowaniu ziemi w celach spekulacyjnych przez osoby niezainteresowane prowadzeniem działalności rolniczej. Poza potencjalnie łatwą dostępnością, kolejnymi czynnikami, które decydują o atrakcyjności polskich gruntów dla cudzoziemców są: ich niska degradacja, kilkakrotnie niższa cena w porównaniu do krajów tzw. starej Unii oraz przewaga finansowa podmiotów zagranicznych, która czyni je bezkonkurencyjnymi. W takiej sytuacji polska ziemia może stać się przedmiotem dużego zainteresowania nabywców z bogatszych krajów Unii Europejskiej.

Polityka wielu krajów europejskich sprzyja zachowaniu tradycyjnej struktury wsi. Idą za tym inwestycje mające ułatwić życie na wsi i zapobiec odpływowi ludności do miast, a także ułatwienia komunikacyjne. Tymczasem polskie władze od wielu lat realizują politykę wycofywania się z obszarów wiejskich, czego przejawem są: likwidacja szkół, urzędów, połączeń kolejowych i autobusowych oraz niedoinwestowanie infrastrukturalne i zaniedbania w obszarze komunikacyjnym, co utrudnia życie na wsi i skłania do migracji do aglomeracji miejskich. Polityka rządu Donalda Tuska odbiega więc od praktyki obserwowanej w innych krajach europejskich. Po wyprzedaży polskiego przemysłu, to właśnie ziemia i lasy są naszym podstawowym majątkiem narodowym. Doświadczenia historyczne uczą, że o potencjale narodu decyduje zachowany w jego rękach majątek. Za to pierwszym krokiem do wynarodowienia i ubezwłasnowolnienia jest pozbawienie go własności i ziemi. Polski przemysł można odbudować, bowiem należy do dóbr, o których sile decyduje inicjatywa obywateli. Ziemia zaś jest dobrem, którego ilość jest ograniczona. Ponadto rodzinne gospodarstwa rolne są ważną dziedziną polskiej gospodarki, ponieważ na wsi mieszka około 39% Polaków, a liczba pracujących w rolnictwie indywidualnym według Powszechnego Spisu Rolnego z 2010 roku wynosi ponad 4,5 mln osób.

Do rozdysponowania w Zasobach Własności Rolnej Skarbu Państwa pozostało jeszcze około 1,8 mln ha ziemi. Natomiast od pewnego czasu można zaobserwować zjawisko nasilonego nabywania polskiej ziemi przez podmioty zagraniczne, które wchodzą w jej posiadanie legalnie, za zgodą MSW, poprzez lokowanie kapitału w polskich spółkach, które są tylko nominalnymi właścicielami ziemi, na co nie potrzeba zgody organów administracyjnych; oraz nielegalnie, za pośrednictwem polskich obywateli, którzy faktycznie nią nie dysponują. Ponadto polska ziemia jest obiektem działań spekulacyjnych nastawionych na jej skup z zamiarem późniejszej odsprzedaży cudzoziemcom. Tolerowanie przez rząd takich praktyk doprowadzi w przyszłości do tego, że polscy rolnicy zostaną pozbawieni nie tylko możliwości rozbudowy gospodarstw, ale również milionów euro dotacji unijnych.

MSW ocenia stan posiadania ziemi przez obcokrajowców jako stosunkowo niewielki. Najwyższa Izba Kontroli wykazała jednak, że oficjalne dane resortu są kilkakrotnie zaniżone w stosunku do stanu faktycznego. Prawdziwe rozmiary tego procederu poznamy zapewne dopiero w 2016 roku, ponieważ MSW nie posiada obecnie pełnych danych o skali nabywania polskich gruntów przez cudzoziemców, co wynika z luki w przepisach, które nie zobowiązują spółek kontrolowanych przez obcokrajowców do składania informacji o posiadanych gruntach. Odpowiedzialna za sprzedaż państwowej ziemi Agencja Nieruchomości Rolnych również nie monitoruje występujących na rynku wtórnym procesów koncentracji gruntów w rękach podmiotów zagranicznych.

Liga Obrony Suwerenności opowiada się za tym, aby polska ziemia pozostała w polskich rękach. W naszej opinii polskie władze powinny wzorem innych państw europejskich wprowadzić ograniczenia w obrocie ziemią rolną, a naszym rodzimym rolnikom przyznać preferencyjne warunki jej nabywania, z prawem pierwokupu włącznie. Ziemia będąca w Zasobach Własności Rolnej Skarbu Państwa powinna być przeznaczona wyłącznie na rzecz polskich rolników indywidualnych zamierzających powiększyć swoje gospodarstwa rodzinne, które zgodnie z Konstytucją RP są podstawą ustroju rolnego w Polsce. Dlatego Liga Obrony Suwerenności popiera słuszne protesty rolników domagających się usunięcia szkodliwych patologii w gospodarowaniu gruntami pozostającymi w gestii Agencji Nieruchomości Rolnych i objęcia szczególną kontrolą procesu nabywania państwowej ziemi rolnej, a także będącej w obrocie na rynku wtórnym.

Gdańsk, dn. 8 maja 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]

W sprawie sprzeciwu wobec germanizacji polskich dzieci w Niemczech.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie sprzeciwu wobec germanizacji polskich dzieci w Niemczech.

W stosunkach polsko-niemieckich od wielu lat mamy do czynienia z bolesnym problemem, który dotyczy skandalicznej działalności wszechwładnego Urzędu ds. Młodzieży – Jugendamt. Zalążki Jugendamtów powstały w 1922 roku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą. Jego późniejsze praktycznie nieograniczone możliwości i niekontrolowane zasady działania zostały określone po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku, gdy naziści włączyli sieć tych placówek do swojego systemu wychowawczego. Jugendamty w czasie II wojny światowej były jednym z głównych instrumentów nazistowskiej polityki germanizacyjnej realizowanej w ramach tzw. Generalnego Planu Wschodniego, który polegał m.in. na masowym rabunku i wynaradawianiu dzieci uznanych przez eugenikę niemiecką za „wartościowe rasowo”. Po wojnie nie zostały rozwiązane, pomimo tego, że były aktywnym elementem nazistowskiego aparatu przemocy. Do 1952 roku pozostawały pod kontrolą niemieckiego MSW, wtedy właśnie zniszczono akta ok. 200 tys. uprowadzonych w czasie wojny polskich dzieci, które pozbawiono tożsamości i „podarowano” niemieckim rodzinom. W wyniku zacierania śladów tej ohydnej zbrodni odnaleziono jedynie ok. 10% spośród porwanych dzieci.

Unormowania prawne dotyczące opieki nad młodzieżą i dziećmi zostały przeniesione do obowiązującego w RFN Kodeksu Socjalnego z prawodawstwa III Rzeszy i stanowią dzisiaj podstawę prawną działalności Jugendamtów, które znajdują się w gestii niemieckich krajów związkowych. W myśl obowiązującej w Niemczech polityki Deutsche Leitkultur – niemiecka kultura wiodąca – przymusowo wychowuje się dzieci obcokrajowców na „dobrych Niemców”. Temu celowi służy również proceder odbierania prawa do opieki nad dziećmi, po rozwodzie mieszanych małżeństw, rodzicom pochodzącym spoza Niemiec. Jugendamty coraz częściej brutalnie ingerują w życie rodzin i naruszają ich prywatność. Federalny Urząd Statystyczny poinformował, że tylko w 2011 roku odebrały rodzinom 38 500 nieletnich. Większość tych interwencji dotyczyła rodzin niemieckich, w których występowały problemy wychowawcze. Jednak coraz częściej spotyka to rodziny obcokrajowców, w tym szczególnie Polaków, którym pod byle pretekstem odbiera się prawa rodzicielskie.

Liczne przypadki uprowadzenia dzieci przez Jugendamty, utrudnianie lub wręcz uniemożliwianie im kontaktu z rodzicami, w sytuacji, gdy sąd orzekł dostęp rodzicielski pod nadzorem oraz częste zakazy rozmów z dziećmi w języku innym niż niemiecki, wskazują jednoznacznie na rozpowszechnioną w tej instytucji i tolerowaną przez niemiecki wymiar sprawiedliwości praktykę zmierzającą do zniemczenia dzieci innych narodowości. W Polsce głośne były sprawy rozwiedzionych Polaków mieszkających w Niemczech, którzy skarżyli się, że niemieckie instytucje uniemożliwiały im posługiwanie się językiem polskim w czasie nadzorowanych spotkań z ich dziećmi. Podobne problemy zgłaszali też rodzice z innych krajów. Skandaliczne praktyki stosowane przez Jugentamty są dla wielu polskich rodziców źródłem prawdziwych dramatów i nierzadko kończą się dla nich ruiną finansową oraz prawdziwą gehenną, związaną z sądowym dochodzeniem prawa do opieki nad dziećmi. Dlatego nie może dziwić fakt, że zrozpaczeni i zdesperowani rodzice coraz częściej decydują się na ucieczkę z Niemiec i ukrywanie się przed tamtejszymi sądami, które realizując interesy państwa niemieckiego zmierzają do odebrania im dzieci i przekształcenia ich z dwunarodowych na Niemców mówiących tylko po niemiecku.

W obliczu tej brutalnej polityki germanizacyjnej realizowanej przez bezduszną machinę biurokratyczną dyskryminowani rodzice pozostają często bezradni, bowiem poza wsparciem ze strony organizacji społecznych nie mogą liczyć na pomoc polskiego rządu, który bagatelizuje ten problem, ani polskich sądów, które najczęściej wtórują sądom niemieckim. Pomimo tego, że karygodne praktyki, których dopuszczają się Jugendamty są bezczelnym przejawem łamania europejskiego prawa, to Niemcy się tym w ogóle nie przejmują, nie zważając nawet na protesty Parlamentu Europejskiego. Jest to również przykład dysproporcji w podejściu Niemców do przestrzegania tzw. standardów europejskich, których stosowania przez inne państwa głośno się domagają, a jednocześnie sami stosują się do nich tylko wtedy, gdy jest im to wygodne.

W związku z tym, Liga Obrony Suwerenności wyraża swój zdecydowany sprzeciw wobec prowadzonej w Niemczech polityki germanizacyjnej dotykającej naszych rodaków, jak również oburzenie biernością polskiego rządu, którego obowiązkiem jest ochrona Polaków mieszkających poza granicami naszego państwa. Domagamy się od władz Rzeczypospolitej podjęcia zdecydowanych kroków dyplomatycznych, celem powstrzymania wszelkich działań podejmowanych przez niemieckie instytucje, które zmierzają do wynarodowienia polskich dzieci oraz udzielenia pomocy polskim rodzinom pokrzywdzonym przez Jugendamty. Nie można bowiem dłużej tolerować szkodliwej działalności tych instytucji, które chociażby z racji ich rodowodu powinny być już dawno zlikwidowane. Nie można też biernie przypatrywać się temu, jak krzywdzi się niewinnych ludzi, którym, za to tylko, że chcą mówić z dziećmi po polsku, odbiera się prawa rodzicielskie i zmusza się do desperackich czynów, które przede wszystkim szkodzą ich dzieciom.

Gdańsk, dn. 2 marca 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

[Sassy_Social_Share]